Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Posłańcy śmierci

<< < (9/17) > >>

Nawaar:
Nawaar dziękował bóstwom, które pokazały mu to lekko pochyłe drzewo dzięki czemu, nie musiał mieć kontaktu z tak wielką lochą!
    Maciora była ogromnych rozmiarów i wdanie się z nią walkę na twardym gruncie byłoby pomyłką jak nie samobójstwem. Na szczęście muarena siedzącego na drzewie, nie wychwyciła wzrokiem ani zapachem, także mógł ją na spokojnie ściągnąć ze swojej kuszy, tylko trzeba precyzji i spokojnego wyczucia czasu. Nawaar powoli łapał powietrze, żeby nie wydać żadnych westchnień czy innych stęków. Dłonie mu się powoli uspokajały nerwy, przestały już mu mącić i rytm serca powoli wracał do normalnego stanu. Syn pustyni otarł pot z czoła, wziął sprawnie kuszę w łapy i rozpoczął namierzanie celu. ÂŁatwo nie miał, bo maciora szła bokiem do niego i żaden strzał w między oczy nie wychodził w grę, lecz zawsze mógł trafić w okolice skroni i ubić stworzenie na miejscu. Tak właśnie zrobił siedząc na gałęzi, wymierzył w bok głowy dzika i po chwili, gdy kropla potu spadła mu na kuszę, wystrzelił. Mechanizm trzymający pocisk zwolnił się, a żelazny bełt świsnął z drzewa trafiając lochę w okolice skroni. Atak z zaskoczenia musiał ją na poważnie zaskoczyć i zdezorientować, lecz mauren nie wiedział czy na pewno ją ubił i czekał na moment aż padnie na ziemię bez ducha.
Syn pustyni przypatrując się akcji sam rozpoczął ponownie ładowanie kuszy, które trochę mu zajmie.

Pozostaje :   

24 bełty

// Jeżeli zabiłem to proszę o potwierdzenie.

Patty:
Zaraz po wbiciu bełta w łeb maciory ta wierzgnęła dziko i upadła na ziemię, wijąc się rozpaczliwie po ziemi. Rana jednak była śmiertelna i wkrótce żałosne podrygi zwierzęcia ustały, wszelkie przejawy życia opuściły ciało stworzenia. Brązowe, żywe oczy dzika zgasły, intensywna barwa tęczówek zgasła. Chwilę potem przybiegły warchlaczki, chrząkając ujmująco i trącając matkę pyskami.

Nawaar:
Bełt wbił się tam, gdzie skierował go mauren nadal siedzący na gałęzi. Dzik upadł na ziemię w spazmach świadczących, o tym, że powoli jego życie dobiega końca, jednak te wierzgania, kwiki mogły sprowadzić jeszcze drapieżniki. Wkrótce się o tym przekona, bo po chwili locha zdechła i widać było brak reakcji oczy zgasły a dusza, o ile zwierzęta ją mają odeszła, ale następne widoki mogły kogoś wrażliwego złapać za serce, ponieważ młode zleciały się do matki, starając się zrozumieć, co mogło jej się przytrafić i na nic były ich starania. Czasu nie da się cofnąć i Nawaar doskonale o tym wiedział, zabijając kobietę z zimną krwią i takie ckliwe obrazki, nie poruszały go zbytnio, także upewniwszy się, że nic mu nie przeszkodzi i do tego mając nabitą kuszę, zszedł z drzewa i powoli zbliżył się do martwej maciory, żeby najpierw rozgonić młode bez zabijania a potem oprawić upolowane zwierzę. 

Patty:
Małe dziki rozbiegły się po okolicy, kwicząc przy okazji przeraźliwie. Droga do oprawienia zwierzyny stała przed tobą otworem.

Nawaar:
Mauren wystraszył swoją obecnością młode dziki. Teraz będą miały nienawiść do ciemnoskórych tak mocno zakorzenioną, że nawet sam Nawaar będzie się bał spotkać jako dorosłe osobniki. W każdym razie młode spieprzyły, gdzie pieprz rośnie pozostawiając martwą matkę samotną i co najważniejsze martwą! Zdaną na łaskę myśliwego, także syn pustyni nie tracąc czasu, wziął się za oprawienie wielkiej maciory. Najpierw przyjemniejsza część pracy czyli, wycięcie kłów na szczęście były one na wierzchu i tutaj wystarczyło jeno, wybić ostrze noża tam, gdzie on się kończył, po czym powoli wypychał go na zewnątrz na spokojnie, nie spiesząc się centymetr po centymetrze kieł wychodził w całości na światło dzienne wkrótce mauren miał go w dłoniach, potem wydobył drugi podobnie następnie je oczyścił i schował do torby. Nawaar kończąc przyjemniejszą część roboty, chciał zdobyć skórę dzika! Chwilę zastanawiał się jak ją samemu przewróci na plecy, lecz wydobył w sobie dodatkową siłę i jakimś cudem obrócił maciorę na plecy. Kropelki potu ściekły z jego twarzy, uderzając o ziemię. Ciemnoskóry wziął sztylet i zaczynając od racic, wbił ostrze w tkankę tłuszczową. Tłuszcz wylatywał mu między palcami z racji tego, że maciora była potężna i syn pustyni musiał się streszczać, żeby skóra nie przyległa z powrotem do ciała bestii. Dlatego drugą ręką oddzielał skórę, ciągnąć ją do siebie i powoli wszystko wyglądało, że idzie w dobrą stronę, bo potem zaczął nacinać od drugiej racicy i szedł ostrzem ku górze następnie, pozostałe łapy i w końcu skończył na łbie mając dość solidną ilość skóry nawet jakość była zadowalająca dla niego, więc ją też schował do torby. Teraz mając już wszystko co mógł oraz nieco zmęczony, ale nadal gotowy na przygody szedł dalej w kierunku, z którego zboczył przez dziki czyli na południe, idąc za śladami nie wiadomo kogo, dzielnie trzymając kuszę w dłoniach.   

Pozyskuje :

2m2 skóry dzika
2 kły dzika     

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej