Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Posłańcy śmierci
Patty:
Jedno z drzew, w odległości czterech metrów od maurena wydawało się idealne do wspinaczki - nisko zawieszone, liczne gałęzie pozwalały na wspięcie się na drzewo w szybki i bezpieczny sposób.
Nawaar:
Rozglądając się nerwowo po drzewach mauren, dostrzegł jedno, które mógł wykorzystać do wspinaczki, to też niemal natychmiast zaczął biec w jego kierunku na horyzoncie żadnego większego dzika nie było to miał jeszcze kilka sekund, by schować kuszę i podłapać jednej gałęzi, podciągnąć się na rękach i później usadowić się w miarę dobrze, żeby móc oddawać strzały z bezpiecznego dystansu. Serce ciemnoskóremu waliło niemiłosiernie, adrenalina również swoje robiła i wystarczyło przeczekać na pojawienie się gromadki stworzeń.
Patty:
Mauren gładko wspiął się na drzewo. Tymczasem przez jego dotychczasową ścieżkę przebiegł kolejny mały dzik, tym razem w drugą stronę. Krzaki z których wybiegł zaszemrały, zupełnie jakby następne warchlaki miały z nich wybiec.
Nawaar:
Mauren w nerwach przyglądał się krzakom, zaroślom czekając aż, nadbiegnie matka warchlaków za każdym razem jednak, gdy coś się wyłaniało to omal nie strzelił z kuszy w ich kierunku. Wszystko grało Nawaarowi na nerwach i nie wiele mu zostało do popełnienia błędu. Prawdopodobnie teraz miał nadejść kulminacyjny moment, gdyż z zarośli dobiegł go większy pomruk, jakby matka się zbliżała albo całe stado dzikich dzików. Ciemnoskóry już trzymał kuszę wycelowaną w tamto miejsce jego wzrok natomiast padł ofiarą potu, który z tak wielu nerwów wpadał mu do oczu mimo to, nie ruszał się z miejsca czekając.
Patty:
Z zarośli wynurzyła się prawdziwa bestia. Wielki jak góra dzik, na oko ważący ze dwieście kilogramów, a raczej pani dzik, zwana również maciorą, wyszła spokojnie na otwarty teren, podążając tropem swojego krnąbrnego potomstwa. Zachrumkała złowrogo i ruszyła przed siebie.
Dzik
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej