Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
ÂŚpiew Duszy
Olga:
Dziewczyna zmieszała się trochę. Nie miała w zwyczaju rozporządzać czymś co należało do kogoś innego. Nigdy też nie zdarzyło się jej tworzyć komuś ogrodu.
-Nie znam się na tworzeniu ogrodu. A jeśli chodzi o opiekę nad dwoma mniejszymi roślinkami, to wydaje mi się, że nie potrzebują jakiś szczególnych zabiegów. Wystarczy, że podlejesz je raz dziennie, albo raz na dwa dni i gdy zauważysz chwasty obok to się ich pozbędziesz. Są na tyle duże, że raczej nie powinieneś ich pomylić z innymi roślinami, tylko na początku uważaj, żeby ich nie wyrwać. A co do starostu to tylko więcej miejsca i podlewaj, gdy będzie młody, później powinien dać sobie radę. Chyba, że będziesz widział, że liście omdlewają to wtedy podlejesz. -Olga zamyśliła się przez chwilę.
-Myślę, że to wszystko jeśli chodzi o pielęgnację.
Funeris Venatio:
- No i takiej pomocy mi było potrzeba! - Butch uśmiechnął się szczerze, zapisał sobie kilka rzeczy na malutkiej karteczce malutkim ołóweczkiem używając swoich malutkich paluszków. Włożył malutką karteczkę i malutki ołóweczek małymi paluszkami do olbrzymiej, wielkiej, gigantycznej więc kieszeni u kaftana, który miał na sobie. Przyklepał swoimi malutkimi paluszkami, chcąc mieć pewność, że malutka karteczka nie zgubi się nigdzie.
- To ja się tym już zajmę, chłopaki będą wiedzieć co posadzić. A Funeris, miejmy nadzieję, będzie zadowolony. Napijesz się czegoś jeszcze może? Podwieczorku? Wiesz, dobija szósta po południu, czas wrzucić coś na ząb...
Olga:
Dziewczyna zastanowiła się i po chwili pokiwała głową z uśmiechem. Powinnam zdążyć porozmawiać z Abelem przed zachodem słońca, nawet po podwieczorku.
-Bardzo chętnie. Dziękuje za zaproszenie.
Funeris Venatio:
Butch wydał odpowiednie polecenia trójce orczych najemników na usługach Lorda Funerisa, sam natomiast skierował się z Olgą z powrotem do posiadłości. Weszli przed drzwi, niziołek oczywiście przepuścił kobietę przodem, mimo iż był gospodarzem i miał pełne prawo, by wejść do środka pierwszemu, oprowadzając towarzyszkę. Zaprosił ją do salonu, poprosił by się rozgościć, a samemu zniknął na krótki moment w kuchni, przynosząc ciepłą herbatę, bułeczki z rodzynkami, kilka kawałków jakiegoś ciemnego ciasta i wafle przekładane kremem. W kuchni spędził może ze dwie minuty, a w tym czasie Olga mogła przyjrzeć się pomieszczeniu. Siedziała na jednym z foteli, noszącym znamiona używania, a nawet, jak jej się zdawało, lekko, ledwo widocznie, podziurawionego w wielu miejscach niewielkimi otworami. Zupełnie jakby czyjeś lotki wbijały się wcale często w ten konkretny fotel. Obok niego kominek, spory, mocno otwarty na przestrzeń. Różne komody, jakaś szafa, gigantyczny, nieco przeszklony barek z mnóstwem butelek i karafek. Obok niego mnogość szklanic, kieliszków i literatek, niektóre proste, zwykłe, inne wykonane z górskiego kryształu, pięknie zdobione. Poza salonem też, patrząc przez wyjście na hol, Olga dostrzegła coś dosyć przerażającego. Wielką, wypchaną głowę odrąbaną demonicznemu behemotowi.
Olga:
Olga zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. Przez jakiś czas siedziała na zniszczonym fotelu. Badając dłońmi jego fakturę wyczuła niewielkie wgłębienia. Zaintrygowały ją, ale nie na tyle, by pochłonąć bez reszty. Rozglądając się dalej zauważyła barek z pięknie zdobionym szkłem. Podeszła bliżej, żeby lepiej przyjrzeć się karafkom i kieliszkom. Kolekcja lorda zrobiła na niej niemałe wrażenie. Z resztą cały dom był piękny. Dla tak prostej dziewczyny, która jeszcze nigdy nie miała okazji być w domu zamożnego mężczyzny, nie licząc niewielkiej posiadłości zarządcy jej wioski, dom wydał się ogromy i bardzo bogaty. Kątem oka zauważyła coś jeszcze. Podniosła głowę by zerknąć w stronę holu i zaraz cofnęła się o kilka kroków. ÂŁeb wielkiego stwora nie był zbyt przyjemnym widokiem i mocno przestraszył Olgę.
-Interesująca... rzeźba. -wymruczała gdy już się opanowała.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej