Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Test kruka #34

<< < (2/14) > >>

Arivel:
- Białe Myszki to karczma. Powiedzmy - Arivel ledwie dostrzegalnie wzruszyła ramionami - Nie trzeba znać haseł, ale dobrze jest zachować pewną... prezencję. To nie jest lokal dla śmietanki naszej valfdeńskiej arystokracji. A kogo szukasz? Człowieka imieniem Jack i jego ludzi. W hemis lubią przepijać zarobione przez rok pieniądze, toteż powinni tam właśnie być. Jeśli nie będziesz mógł ich znaleźć porozmawiaj z karczmarzem w myszach, nazywa się Borys Jalcyn, uprzejmy starszy pan.

Nawaar:
- Lokal "Białe Myszki" na podgrodziu. Poszukać Jacka albo pytać Jalcyna. Dobra zapamiętane to ja się, rozejrzę w sytuacji. Do widzenia proszę pani. Skłonił się kobiecie, by iść w stronę swojego domu czyli na podgrodzie. Mauren nie słyszał o tej spelunie od nikogo to pewnie jedno z tych miejsc, o których się mówi temat tabu i takie lokale znajdują się w najgorszych dzielnicach miasta, gdzie normalny człek nogi, by nie postawił, tylko kto powiedział, że Nawaar jest normalny? Pozory bywają mylące w każdym razie ciemnoskóry, zaczął poszukiwania od hałasów, krzyków, burd oraz bójek i wszędzie walających się meneli. Oczywiście wziął słowa kobiety do siebie, by być czujnym, także zwracał uwagę czy nikt go nie zachodzi od tyłu.

Arivel:
Arivel pomachała odchodzącemu maurenowi ręka na pożegnanie i usunęła się w cień. Postronnemu zdawałoby się, że po prostu rozpłynęła się w zimowym powietrzu. Ale postronnych nie było, kobieta uważnie sprawdziła czy nikt nie patrzy.
Tymczasem Nawaar dotarł do dzielnicy pogrodzia, miejsca które zamieszkiwali albo nowi valfdeńczycy, albo totalna biedota, niezbyt skłonna lub zdolna do zmiany miejsca pobytu na nieco bardziej szykowne, jak dzielnica obywateli. Mauren nie widział jednak zbyt wiele, ot, spokojne slumsy wielkiej metropolii. Z jednego domu dało się słyszeć jak mąż wydziera się, a następnie tłucze swoją żonę, prawdopodobnie czymś ciężkim. O płot naprzeciwko opierał się żebrak, typowy przedstawiciel swojej wyklętej kasty. Brudny, zarośnięty, co jakiś czas pociągał tęgie łyki z brudnej butelki. Co pił trudno było stwierdzić, ale niewątpliwie było mocne. Poza tym życie dzielnicy toczyło się swoim torem.

Nawaar:
Nawaar dotarł do podgrodzia niemal swojego domu w hemis, nie dość, że było ciemno i szarawo to jeszcze ciężko było zobaczyć, a tym bardziej usłyszeć, także przechodząc w poszukiwaniu lokalu "Białe Myszki", nie znalazł jej bezpośrednio i musiał zacząć kombinować, po drodze minął dom, gdzie facet tłukł żonę, można powiedzieć, że dzikie zwyczaje są nawet tutaj i do tego minął jednego z tutejszych pijaczków, którzy za kilka grzywien mogliby sprzedać własną matkę. Wtedy go olśniło! Bo kto może wiedzieć, gdzie znajduję się taki przyczółek dla "wyjątkowych" indywiduów jak ludzie z marginesu społecznego, także mauren podszedł do niego. - Dam panu na flaszkę, jak pan pokaże mi gdzie znajdę lokal "Białe Myszki". Oczywiście zaczął grzecznie, bo takie osoby mają swój honor i po prostu wypadało odpowiednio się odezwać.

Arivel:
Słysząc maurena żebrak bez słowa wyciągnął swoją zarośniętą brudem i bogowie czym wiedzą jeszcze łapę i skierował na Nawaara swoje puste spojrzenie. Przekaz był ewidentny, najpierw srebro na flaszkę, informacje potem. Szczerze, niebieskie oczy bezdomnego mężczyzny spoglądały niemal prosząco na maurena w oczekiwaniu na pieniądze, które będzie mógł przeznaczyć na fioletową ambrozję. Wszak człowiek nie wielbłąd...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej