Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Test kruka #34
Arivel:
I gdy tak zbieraliście się do wyjścia, za waszymi plecami doszło do sensacji. Zmęczony przeciągającą się walka krasnolud opuścił nieco gardę, a Rugmos skrzętnie to wykorzystał, wyprowadzając mocny prosty cios prosto w twarz Kogrika. Brodacz zachwiał się, a ork nie odpuszczał, poprawił straszliwym lewym sierpowym na skroń krasnala i niemal od razu kolejnym prawym prostym. Krasnolud stał przez chwilę jak oszołomiony i runął z łoskotem na deski. Ork ryknął potwornie, aż szyby w oknach zadrżały i huknął się kilkukrotnie zakrwawionymi pięściami w tors.
- Co kurwa?! Jakim cudem?! - Jack zerwał się z miejsca i już gotów był popędzić na ring, ale jeden z jego towarzyszy złapał mocno i przytrzymał. Jack jednak nadal wyrywał się dziko, jakby stracił nagle rozum - Postawiłem trzysta grzywien na tego zaplutego karła! - wydzierał się. Nawaar poczuł nagle na swoim ramieniu dłoń krasnoluda o ksywce Bohu.
- Daj mu chwilę to się uspokoi. Postawił sporą sumkę i jak widzisz, nie poszło po jego myśli - mruknął brodacz i wyprowadził cię na zewnątrz. Manduin siedział już na koźle wozu i czekał na pozostałych.
Nawaar:
Wszyscy byli zgodni, co do planu, także zaczęli się zbierać, bo niziołek sam się nie okradnie! W tym właśnie momencie doszło do kulminacji walki. Ork mający zarówno przewagę wzroście oraz w sile, pokonał krasnoluda! Dwa potężne ciosy ogromnymi łapskami, powaliły brodacza na deski. Oczywiście nie obyło się bez sensacji i wybuchów gniewu, gdyż jak się okazało Jacka, puściły nerwy i jak to była, gdy traci się wszystko to człek sam chciał walczyć z orkiem. Rasa barbarzyńców nadaje się zapewne, tylko do tego. Pomyślał widząc reakcje zielonoskórego dobrze, że w szale atakował innych. Mimo to ktoś złapał go za rękę, a był to Bohu, który zaraz tłumaczył zachowanie ich szefa. - Sam wiem jak to jest stracić wszystko, także rozumiem, tylko czy roztropnie jest brać teraz nerwowego człowieka na zadanie, gdzie trzeba zimnej krwi? Odpowiedział, kiedy już znajdowali się na zewnątrz. Wóz był gotowy, więc ciemnoskóry wsiadł do niego czekając aż pozostali, uspokoją Jacka i wszyscy będą mogli wsiąść do wozu.
Arivel:
- O Jacka się nie bój, to profesjonalista - Bohu zaśmiał się lekko i sam wskoczył na wóz, sadowiąc się wygodnie obok maurena - Ochłonie i zajmie się w całości naszym małym zadaniem. No patrz, już idzie - w istocie, Jack właśnie wychodził z Białych Myszek, zupełnie spokojny i opanowany. I zapewne uboższy o trzysta grzywien, ale taki był już hazard.
- Jedziemy? - ni to zapytał ni stwierdził wesoło łotrzyk i sam wszedł na wóz, który po chwili ruszył.
Nawaar:
- Mam nadzieję mości krasnoludzie. Odrzekł na słowa Bohu, kiedy to za chwilę wyszedł Jack w pełni normalny, jakby cała sprawa z walką była stara o parę lat. - W sumie zaraz powinien się odkuć. Dodał jeszcze, gdy człowiek również wszedł do wozu, który po woli ruszył uliczkami podgrodzia. - Daleko to jest? Pytał rzecz jasna o cel bez mówienia konkretów jak imię niziołka i tak dalej.
Arivel:
- Za parę minut dojedziemy, spokojnie - Jack zapatrzył się na podgrodzie, ponurą, pogrążoną w biedzie i przestępczości dzielnicę Efehidonu. Patrząc na mijane sypiące się budynki, w części opuszczonych, a te zamieszkałe były przekształcone albo w meliny zamieszkałe przez najgorszy element jaki Valfden mogło z siebie wydać. Za to jedne drzwi miały na sobie malunek jednorożców, podobnych nieco do znanych z wielu maureńskich baśni stworzeń o imionach Kaisa i Elgar.
Tymczasem dojechaliście w pobliże domu Wielkiego Myphisto. Croner bez słowa zsiadł z wozu i skinął głową na Nawaara, gotowy do drogi.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej