Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Ratunek z niebios
Marduk Draven:
//Nie, null.
Widocznie byli biedaki, bo nic nie znalazła. Wędrówka w mroku szła dość opornie, a przy tym strasznie głośno. Po chwili jednak oczy anielicy zaczęły się przyzwyczajać do mroku. Odgłosy innych ludzi były coraz bliższe.
Patty:
Bandyci bez złota? Anielicę nieco to zastanawiało, ale może to i lepiej, wszak złodziej bez łupu to najwyraźniej kiepski złodziej. A to oznaczało również mniej obrabowanych ludzi, a czego paladynka bractwa taka jak Patty mogła chcieć bardziej. Tego i oczywiście pokoju na świecie i lekarstwa na wszelkie choroby.
Gdy już jej oczy przyzwyczaiły się do mroku przyspieszyła kroku. Innych ludzi słyszała coraz wyraźniej, toteż i musieli być coraz bliżej. Anielica upewniła się, że tarcza i kiścień są gotowe oraz dla pewności sprawdziła również pistolet, ten wciąż był naładowany. Tak przygotowana kobieta ruszyła dalej.
Marduk Draven:
W końcu dojrzała też światło pochodni. Oświetlało one drewniane schody i barierkę. Prowadziły na dół.
Patty:
Nie tracąc zbędnego czasu Patty przypasała chwilowo kiścień i ruszyła raźno po schodach, w razie czego wspierając się delikatnie o barierkę. Miała co prawda skrzydła i zdolność przemieszczenia, ale przezorna anielica to bezpieczna anielica.
Marduk Draven:
Skrzypienie drewna i chrzęst zbroi niosły się po jaskini gdy Patricia schodziła wgłąb. W końcu znów stanęła na kamiennej, nierównej posadzce. Przestrzeń była dobrze oświetlona przez pochodnie. Anielica wyraźnie widziała trzy klatki. Każda zamknięta i pusta. Był też korytarz prowadzący dalej.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej