Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Ratunek z niebios
Marduk Draven:
Po krótkiej chwili krzaki ustąpiły a anielica wjechała między gęste drzewa.
Patty:
Sprowadziwszy konia z traktu Patty zeskoczyła z siodła, miękko lądując na mieszaninie leśnej ściółki, połamanych gałęzi i przegniłych liści, po czym ujęła wodze i przywiązała rumaka do drzewa. Wolała zjechać w las, gdzie wierzchowiec będzie bezpieczny i nie zainteresuje się nim żaden przypadkowy wędrowiec. A jak wiadomo Valfden od zawsze było pełne kryminalnego elementu który gotów był ukraść co wpadło w ręce. A koń był cennym łupem. Zaraz po zabezpieczeniu kobieta wróciła z powrotem na drogę, jedynie przy przejściu przez krzaki wspomogła się przemieszczeniem i rozłożywszy szeroko skrzydła wzbiła się w powietrze. Padający deszcz nieco jej w locie przeszkadzał, ale anielica zignorowała to, lecąc ponad lasem i wypatrując świateł czy ogólnie ruchu.
Marduk Draven:
Koń raz tylko zarżał za anielicą. Potem zaś wzniosła się ona w przestworza. Płaszcza falowa na wietrze i nie utrudniał lotu. Okazało się, ze leciała za wysoko, bo przez jakiś czas anielica nic nie widziała z powodu deszczu, który wpadał jej ciągle w oczy.
Patty:
Smagana wiatrem i ostrym deszczem anielica zniżyła nieco lot, szeroko rozkładając skrzydła i niemalże szybując nad lasem. Przetarła oczy kołnierzem płaszcza i leciała dalej nad lasem, starając się wypatrzeć coś mimo tej przeklętej pogody. Miała świadomość, że przy tych opadach mogła zbyt wiele nie zobaczyć, ale chciała dać szansę skrzydłom i nawet tej niewiele większej widoczności, jaką zapewniał jej lot ponad lasem.
Marduk Draven:
Patty frunęła więc tak. Długo niczego ani nie widziała, ani nie słyszała, aż w końcu, po około pół godziny zwiadu ujrzała jakieś sylwetki.
- Paczta, ptaszysko leci!- zarechotał jeden, wskazując anielicę.
- Paczcie, upoluję go nam na kolację!- ryknął drugi.
Koło ramienia anielicy przeleciał bełt. Lotka świsnęła jej koło ucha.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej