Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Ratunek z niebios

<< < (4/21) > >>

Marduk Draven:
- T-t-ta jest!- odpowiedział stajenny, biorąc monetę.
Tymczasem Patricia spała, słodko i niewinnie. Absolutnie nic jej w tym nie przeszkadzało. Do czasu. Coś się jej przyśniło.
Klatki w lesie, w nich pozamykani biedni i wygłodzeni obywatele Valfden. Orkowie, krasnoludy, ludzie, niziołki, elfki, maureni, jaszczury, turdnaszanie - bez wyjątku. Jęczeli, błagając o chociażby okruchy chleba. Prosili tak ku wielkiemu ubawowi stacjonujących przy ogniskach bandytów. Jedli tłuste mięsiwa i zapijali piwem. Pośród nich była jakaś postać owiana czarną szatą z kapturem, spod którego wiała tylko czerwona, wytatuowana na czarno twarz.
Anielica zbudziła się. Było popołudnie, gdzieś koło godziny 14. Była wypoczęta, choć głodna.

Patty:
Wybudzona parszywym koszmarem anielica zajęczała lekko i przekręciła na bok, spadając z łóżka. Skrzydła nie zamortyzowały upadku, a piękne łoże z baldachimem, na którym kobieta zażywała snu było doprawdy wysokie, zatem i upadek był bolesny. Huknęła zdrowo o parkiet, płosząc gołębie czatujące na parapecie okna i obudziła się do reszty. Westchnęła cicho i usiadła, rozglądając się po okolicy. Wyjrzała za okno, obserwując pogodę i wstała na nogi, przeciągając się przy okazji. Przypomniała sobie swój koszmar i uznała go za zarówno przypomnienie o jej misji, jak i pewną przestrogę. Uzbrojona w te przekonanie, jak i głód, wyszła z komnaty. Zbiegła po schodach, bowiem sypialnia anielicy znajdowała się na piętrze dworu i przeszła do części gospodarczej, odnajdując spiżarnię, a w niej jedzenie. Niegdyś tą częścią jej dworu zajmował się maureński sługa, ale anielica wyzwoliła go z niewoli i odprawiła w świat, toteż konieczność przyrządzania pokarmu spadła na jej barki. Patty zjadła jakąś znalezioną w odmętach półek owsiankę, do swojej torby podróżnej spakowała dodatkowo bochen chleba i parę owoców. Zbroję na powrót założyła szybko i już była w drodze do stajni. Wleciała do środka, mocno bijąc czarnymi skrzydłami i rozejrzała się za pachołkiem, a przede wszystkim za swoim koniem.

Marduk Draven:
No a z kolei stajenny znowu niby zamiatał liście. Rumak anielicy o trudnym do wymówienia imieniu zaś spokojnie skubał siano. Zarżał przyjacielsko widząc ją.

Patty:
Widząc swojego dzielnego rumaka anielica uśmiechnęła się lekko i podeszła do konia. Oceniła jakość opieki jaka otrzymał jej wierzchowiec i skinęła głową z uznaniem, stwierdzając że stajnia wykonała kawał dobrej roboty, Wercyngetoryks wyglądał na nakarmionego, zadbanego konia, ciężko byłoby powiedzieć jak mocno został w nocy przegoniony.
- Dzięki za zajęcie się moim koniem - rzuciła Patty do stajennego i wskoczyła na siodło, ruszając w stronę północnej bramy.

Marduk Draven:
- A proszę, panienko, proszę.
Dla zwykłego konnego taka podróż w tłumie mogłaby być uciążliwa, lecz jej płaszcz, oraz skrzydła skutecznie wykonywały robotę, jaką w innym wypadku musiałaby wykonywać gwardia odpychającą na bok plebs. Dzięki temu szybko dotarła do bramy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej