Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Ratunek z niebios
Patty:
A mówili że to na wschodzie jest cywilizacja, uradowała się w duchu anielica, dostrzegając zabudowania. Co prawda nadal było do nich daleko, a ją otaczały mroki późnojesiennej nocy, ale mimo to cieszyła się widząc oznaki ludzkiej bytności. Wszak ile można było jechać w ciemnościach, patrząc się na końskie uszy i ledwie oświetlone, valfdeńskie pola. ÂŁyse w dodatku, bo zima szła i nic już nie rosło. Kobieta zatem skierowała konia ku cywilizacji, planując się choć trochę tam przespać, a potem wrócić do pracy.
Marduk Draven:
Z jednej z drzemek obudziła się nazajutrz. Było chłodno i jedynie płaszcz z herbem Bractwa dawał jej jakiekolwiek ciepło. Był wczesny poranek, słońce było nisko. Anielica była już tylko kilka kilometrów od miasta. Była nim sama stolica - Efehidon!
Patty:
Widząc Efehidon anielica uradowała się szczerze, jazda była bowiem lekko męcząca, dla niej i dla konia. Wercyngetoryks wyglądał na znużonego nocnym rajdem, toteż kobieta skumulowała w prawej dłoni nieco energii magicznej, przekształcając ją w proste, wzmacniające zaklęcie ze szkoły zycia.
- Grashiz! - szepnęła i dotknęła końskich uszu, przelewając na wierzchowca magię. Co prawda ten konkretny czar wzmacniał ją w boju, ale nie widziała przeszkód by wzmocnić w ten sposób konia. Nakarmi się go już w mieście, by był zdrowy i wypoczęty na patrol. Ciesząc się, że przynajmniej ten problem rozwiązany anielica ruszyła ku dzielnicy szlacheckiej, kierując się do swojego dworu. Mogła się tam przespać i zająć koniem w stajni.
Marduk Draven:
Orzeźwiony magią rumak zachrapał przyjaźnie i zawiózł anielicę do jej dworu w szlacheckiej. Dobrze znał tą okolicę, więc nie trzeba go było prowadzić.
Patty:
Rozpoznając znajomą okolicę anielica zrelaksowała się, ale nie jechała jeszcze do dworu. Skręciła w stronę stajni, chcąc dać nieco odpoczynku i dobrej opieki swojemu wierzchowcowi, zdawała sobie bowiem sprawę z tego że nieco go przegoniła jadąc z siedziby Bractwa. Wjechała spokojnym tempem do budynku pełnego koników i skierowała się wprost do stajennego, który leniwie zmiatał słomę pod ściany, a potem na powrót wymiatał ją na środek, tworząc samonapędzającą się pozorowaną pracę. Patty zignorowała zajęcie człowieka i zeskoczyła z siodła, podając jednocześnie pomocnikowi lejce.
- Zrób dla odmiany coś pożytecznego i zajmij się proszę moim koniem - widząc wahanie człowieka anielica sięgnęła jeszcze do mieszka i podała mu srebrną monetę - Tylko ma być dobrze nakarmiony, napojony i wytarty. Wrócę po niego później.
Kobieta nie tracąc czasu i chcąc się nieco zdrzemnąć i wygrzać w swoim dworze zaraz za wejściem do stajni wybiła się w powietrze i korzystając ze skrzydeł odleciała do dzielnicy szlacheckiej, szybko i pewnie odnajdując własny dwór. Już w środku szybko wydostała się ze zbroi i poszła się wyspać, chcąc być w pełni wypoczęta na szukanie liszów po lesie.
3 561 - 1 = 3 560 grzywien
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej