Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kwiaty na mogile

<< < (18/20) > >>

Marduk Draven:
Aeger usłyszał dziwny, wściekły warkot w myślach. Szkielet maga popatrzył na swoje kościste dłonie. Czuć było zażenowanie i irytację złączoną z furią. Popatrzył na dwa szkielety i machnął dłonią. Rozpadły się w proch.
- Mistrzu?- spytał grabarz. Cofnął się o krok.
- Ty idioto! Kazałem ci konserwować ciało! Jak ja mam teraz żyć? Jako kupa kości? Pokażę ci jakie to uczucie wrócić do szkieletu na własnej skórze!- nawet Aeger usłyszał wiadomość.
- Przepraszam mistrzu!
Kolumny zatrzęsły się. Z sufitu posypały się pomniejsze kamienie.

Aeger Tymon:
- Powiem Ci, że się nie spisałeś! - dodał od siebie człowiek, również patrząc na grabarza. Od samego początku wydawało mu się to bardzo dziwne, że chciał wskrzesić... kości. Wiedział co nieco o takich praktykach, kogoś tam kiedyś podpytywał jeszcze na kontynencie. Dlatego bardzo niespotykane i wręcz nieprawdopodobne zdało mu się to, że grabarz podchodził do tego w taki sposób. Jeżeli jego mistrz miał takich uczniów, to ciekawe co to świadczyło o samym mistrzu. Na razie się nad tym nie zastanawiał, czekając na rozwój wydarzeń.
- To co, mistrzu? Ukarzemy Twojego ucznia? Wiesz, zamiast pilnować ciała, on się z jakimiś nieboszczykami zabawiał, sam widziałem...

Marduk Draven:
- Milczeć!- warknął w myślach Aegera.- Lubisz nieboszczki, co? To stań się tym, co kochasz!- rzekł do przerażonego grabarza, który zaczął się gwałtownie cofać. Odruch sprawił, że zainkantował on sopel lodu, jeden po drugim. Pierwszy otarł się o kark szkieletu, drugi minął ucho Aegera o milimetry. Aż poczuł bijący zeń chłód. Kościotrup wyciągnął przed siebie rękę a grabarz uniósł się nad ziemię, trzymany niewidzialną ręką z obiema swymi dłońmi na gardle. A potem pofrunął w kierunku północno-zachodniej kolumy, z trzaskiem uderzając o nią. Krzyknął z bólu. Następnie poleciał w południowo wschodnią, północno-wschodnią a na koniec południowo zachodnią. Szkielet wyszorował następnie nim kilka metrów podłogi, by finalnie cisnąć go w sufit. Puścił mortokinetyczny uścisk a grabarz wyjąc spadł na ziemię z plaśnięciem. Uderzenie rozbiło czaszkę z której coś wypływało. Także całe ciało wyglądało jak po spotkaniu z armią taurenów. W szczególności twarz. ÂŻył ledwo. I pewnie szybko by się to zmieniło.- I powiedz mi Aegerze Tymonie, co ja mam teraz zrobić?- nekromanta zadał pytanie już spokojnym głosem.- Nie ma jak żyć w tym ciele składającym się z trzymanych magią kości.

Aeger Tymon:
Aeger najpierw uchylił się, potem skulił. Następnie prawie całkowicie rozpłaszczył na podłodze, gdy grabarz zaczął latać po sali. Kilka chwil później wiedział, że dobrze zrobił, gdy człowiek przeleciał nad jego głową, lądując na kolumnie, przy której uprzednio stał. A gdy ten gruchnął o sufit, a następnie o posadzkę, Aeger wiedział, że już po nim. Nie było szans, żeby grabarz wyszedł z tego cało, no po prostu nie było. Spojrzał na Thelyrona - mistrza, oczywiście - i spróbował zrozumieć dobrze jego pytanie. Wstał oczywiście, gdy całość pokazu dobiegła końca.
- No nie ma, co tu dużo mówić... - przeciągnął ostatnie słowo, odwracając się na moment. - Wiesz, żeby wskrzesić się w jakimś ciele, obecny posiadacz tegoż ciała, musiałby się zgodzić, a ja się nigdzie nie wybieram. Także... no nie wiem. Może sobie odpuść? Wiesz, życie wieczne jest przereklamowane, zwłaszcza jako szkielet. Innego ciała już raczej nie zdobędziesz.

Marduk Draven:
- Tia. Chyba masz rację.- odrzekł.- Bywaj Aegerze!- pożegnał się i rozpadł.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej