Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kwiaty na mogile
Aeger Tymon:
Nazwa wyprawy: Kwiaty na mogile
Prowadzący wyprawę: Marduk Draven
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: poproszenie o to Marduka Dravena
Uczestnicy wyprawy: Aeger Tymon
Aeger siedział w "Bazyliszku", kończąc tego sikacza, którego karczmarz górnolotnie nazwał piwem. Nie miał wielkich wymagań, nigdy nie był na szlacheckim dworze, ale potrafił rozpoznać trunek i odróżnić go od pomyj. Podane piwo było zmieszanymi pomyjami z wodą. Niestety, mając z tyłu głowy swoje plany i zamierzenia, nie mógł sobie pozwolić na regularne pijanie w "Obieżyświecie" czy "Czterech Kotach" przy rynku. Nie mówiąc już o "Zippo" nieopodal szlacheckiej. Przez długi czas nie wiedział, że taki przybytek nawet istnieje, dopóki przypadkiem na niego nie wpadł, szukając tego smarkacza, który podpierdzielił mu kilka grzywien z dłoni, które właśnie miał wydać na wieprzowinę przy jatkach rzeźników. Gonił gnojka aż do mieszkalnej, biegnąć wzdłuż muru i barbakanu. Wbiegł na wzgórze, chcąc przeciąć mu drogę i zajść go przed przedostaniem się pomiędzy domy dzielnicy obywateli. Wiedział, że tam go już może nie dorwać. I ostatecznie nie dorwał, ale podejrzał ten lokal. Czerwone zasłony na piętrze i dwóch wielkich drabów przy wejściu zdradzało, że można tam nieźle spędzić czas. Potem, jakiś czas później, zasięgnął gdzieś języka i dowiedział się, że to jedno z bardziej ekskluzywnych miejsc w stolicy.
Marduk Draven:
Podczas kończenia "sikacza", przez karczmarza zwanego ambrozją, do Aegera, a dokładniej jego stolika zbliżyła się kelnerka. Nawet urodziwa brunetka w zielonej sukience odezwała się. No i wtedy też mężczyzna zauważył ubytki w uzębieniu kelnerki.
- Podać coś jeszcze?- zapytała. Miała mały notesik.
Tymczasem przy jednym z innych stolików w najlepsze trwała jakaś rozmowa, czy może raczej opowieść. Jegomość ze złotymi zębami, przynajmniej niektórymi, zatopił czubek noża w stole. Człowiek nie słyszał dokładnie, o czym mowa, ale opowieść musiała być ciekawa, bo wokół stolika zebrała się pokaźna ilość słuchaczy.
Aeger Tymon:
- Tak, daj to ciemne, które tam macie. Może mnie nie przepali... - rzucił nieco zamyślony, wyciągając zza pasa trzy grzywny. Podał je kelnerce, chociaż pamiętał, że samo piwo to były dwie i pół grzywny w srebrze; niech dziewczyna ma coś dla siebie. W takiej podłej karczmie raczej nie dostawała wiele napiwków, prędzej kilka klapsów w tyłek i szczypania po cyckach. Pijani mężczyźni w dzisiejszych czasach, niezależnie od stanu majątku i statusu społecznego, po wypiciu kilku kolejek, chcieli przejść do innych rozrywek. A taka kelnereczka przecież aż sama się prosi.
Aeger przysunął się bliżej zbiorowiska, co by co nieco usłyszeć. Skoro już tutaj siedzi, sam, bez nikogo przy kuflu, to chociaż się może pośmieje.
780-3=777
Marduk Draven:
Kelnerka przyjęła pieniądze i odeszła. Po drodze pisnęła, klepnięta w dość duży tyłek.
Tymczasem, Aeger mógł usłyszeć opowieść.
- A wtedy on mnie capnął!- powiedział podniesionym głosem. Rękoma zrobił gest łapania.- Szarpałem się tyle, ile miałem sił, ale on był silniejszy! Popatrzył na mnie tymi swoimi patrzałkami. I zamachnął się na mnie, ale ja szybko chwyciłem ten o to nóż!- powiedział, łapiąc broń.- I siem wybroniłem! Ale wiać trzeba było ino szybko, bo rana jedynie go rozzłościła!
Kelnerka przyniosła coś co wyglądało jak ciemne piwo.
Aeger Tymon:
Aeger przyjął gliniany kufel, biorąc sporego łyka. Jego wąsy upstrzyły się białą pianą, nieco zbyt rzadką jak na ten rodzaj piwa. Smak nie porywał na żaden z księżyców, wręcz przeciwnie, znosił na ziemię, przypominając pochodzenie i status majątkowy. Człowiek świetnie jednak sobie zdawał sprawę ze swojego miejsca w świecie, upił więc jeszcze trochę. Oparł się o ścianę, zapierając nogę o wystającą belkę. Drzewo było sękate, trochę już nadgryzione zębem czasu i pijackimi burdami. Spróbował wyobrazić sobie tego straszliwego potwora, z którym walczył jegomość opowiadający historię. Kuna? Nie, opowiadałby wtedy o wielkim wschodnim smoku z sierścią zamiast łusek. To może jakiś burek go obszczekał i myślał, że pijaczyna już nie żyje? Wtedy pewnie by przedstawiał walkę z co najmniej sambirem, jeżeli nie czymś większym. Dlatego pewnie i to trzeba było wykluczyć. Może wiewiórki go zaatakowały? W niektórych kręgach uchodziły za mordercze bestie.
No cóż, słuchał dalej. I tak nie miał nic lepszego do roboty tego wieczora.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej