Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kwiaty na mogile
Aeger Tymon:
Podszedł bliżej, cały czas będąc czujnym. Coraz bardziej zaczynał żałować, że po prostu nie poszedł prosto do domu, głównymi ulicami, nie robiąc sobie żadnych skrótów pomiędzy cmentarzami. Nie był nigdy fanem bajek dla dzieci i młodzieży, gdzie takie wycieczki zawsze kończyły się utratą życia, albo, co gorsza, całego majątku. Jak na razie zaczynało się równie niedobrze, równie typowo i spodziewanie. Miecz trzymał w pionie, na wysokości piersi, szpicem do góry. Chciał być gotowy na wszelkie ewentualności. Zajrzał do środka trumny.
Marduk Draven:
Trumna zaś okazała się załadowana jakimiś rupieciami. Nie było w niej nawet śladu trupa. Za to obok były ślady butów odciśnięte w błocie. Prowadziły za nagrobek i dalej, między innymi kamieniami nagrobnymi.
Aeger Tymon:
Aeger szpetnie przeklął. Głównie swoją głupotę i naiwność, chociaż również pogodę, sytuację polityczną, rozkład własności ziemskich w królestwie i pracę Izby Lordów. Tak dla zasady. Przyjrzał się jeszcze rupieciom w trumnie, co by zobaczyć, czy nie ma tam nic wartościowego - bardziej nawet dla jego sytuacji, niż wartościowego w sensie monetarnym. Dotknął tego sztychem miecza, jakby sprawdzał martwe ciało pokonanej bestii. Zwrócił również uwagę na ślady buciorów, które odcisnęły się w błocie. Widział wyraźnie skąd obydwoje przybyli przed paroma minutami, gdzie stanął grabarz i potem jego własne odciski z powrotem, drugą stroną tej niewielkiej alejki między nagrobkami. Dlatego też całkiem sprawnie i bardzo logicznie, jak mu się zdawało, wydedukował, że odciski zostawione w tamtym kierunku należały właśnie do grabarza, który się ulotnił. W głowie człowieka pojawiło się mnóstwo pytań.
Marduk Draven:
Odpowiedzi mógł zaś znaleźć tylko tam, gdzie był grabarz.
Aeger Tymon:
No i ruszył.
//Powiem szczerze, że ja byłem przekonany, że napisałem o podążeniu tamtędy. Bo taki po prostu był zamysł - by pójść jego śladem. Mea culpa.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej