Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kwiaty na mogile
Aeger Tymon:
Aeger rozejrzał się na moment po warsztacie i skonstatował, że nigdy nie był u grabarza w stolarni. Nic szczególnego nie przykuło jego wzroku, ot zwykłe pomieszczenie do pracy zwykłego rzemieślnika.
- Ktoś znaczny umarł? ÂŚwieże kwiaty o tej porze roku... - zaciekawił się. Wydało mu się to wcale intrygujące. Był koniec atunus, hemis nadchodziło wielkimi krokami, a tutaj tylko świeżych, pachnących wyraźnie kwiatów. Nie czekając na odpowiedź chwycił jednak za klamry, poprawiając za moment chwyt. Zaparł się nogami, unosząc masę trumny. W życiu żadnej nie niósł i nie spodziewał się, że kiedyś będzie miał okazję.
Marduk Draven:
- A tak. Jakiś tam bogaty kupiec. Jak mu tam było... Maurycy... eee... Alzheimer.- rzekł. Poprowadził was do drzwi, które pchnął tylko plecami. Trumna ważyła na oko tak z 60-70kg. Było ci ciężko, ale bywało też gorzej. Powoli zbliżaliście się do do bramy cmentarza.
Aeger Tymon:
//Zauważę, że jesteś niekonsekwentny. Raz piszesz: "zaprowadził Aegera", a drugim razem: "zaprowadził Ciebie".
Aeger stawiał spokojne kroki, próbując nie wywrócić się pod ciężarem przedmiotu, który nieśli. Lekko morka nawierzchnia sprawy nie ułatwiała, ale nie było aż tak źle, by się załamać i odpuścić. W miarę regularne treningi i podobnie regularna praca fizyczna sprawiły, że nie najgorzej się sprawował. Co prawda nie miał ciała atlety jak z traktatów o herosach czy bohaterach igrzysk, ale nie miał się czego wstydzić.
- Alzheimer? Nie pamiętam, bym kiedyś o nim słyszał.
Marduk Draven:
//Dziękuję za uwagę :)
- Ja tyż nie słyszałem.- odrzekł. Sam nie był kimś bez krzepy, bowiem nie narzekał na ciężar.- Proszę położyć, otworzę bramę.- powiedział. Gdy mężczyźni postawili trumnę, on zbliżył się do metalowej bramy. Wyjął pęk kluczy. Przebierał w nich przez kilka chwil, mrucząc coś pod nosem i w końcu otworzył drzwi właściwym. Zaskrzypiały po pchnięciu. Grabarz wrócił do trumny i złapał za uchwyty.
Aeger Tymon:
Aeger również chwycił. Nic nie komentował.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej