Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kwiaty na mogile

<< < (2/20) > >>

Marduk Draven:
- Tyle nam gadasz o tym, a dalej nie wiemy jak te monstrum wyglądało!- zarzucił jeden ze słuchaczy.
- Ano tak wyglądał jak ty, czy ja czy każden inny ludź!- bronił się opowiadający.- Tylko jakiś tak z obdartą skórą, martwy jakby... Ale jakżem mówił, uciekałem ile sił w nogach, lecz brama cmentarza była zamknięta. Rzuciłem się więc przez ogrodzenie i ino uciekłem! No... to kto stawia kolejkę?

Aeger Tymon:
Poczuł, że nie jest to towarzystwo dla niego. Wrócił do szynkwasu, zagadując o coś tam do karczmarza. Wymienili kilka pustych zdań, nic nie wnoszących do życia żadnego z uczestników dialogu i pogrążyli się w swoich czynnościach. Aeger z wolna sączył ciemne piwo, przyglądając mu się z pustym wyrazem twarzy. Karczmarz zaś nadal polerował gliniane kufle i kubki, co rusz sprawdzając potrawkę gotującą się na ogniu. Dosypał raz czy dwa trochę soli, wrzucił jakiegoś liścia i próbował co jakiś czas. Wysłał swojego najmłodszego, pryszczatego syna do piwnicy po kiełbasę i cebulę.
Aeger upił jeszcze trochę, ostatecznie zostawiając nieco mniej niż ćwierć w naczyniu. Rzucił coś na odchodne do oberżysty i wyszedł, sprawdzając, czy ma wszystkie swoje graty. Wracał z tego placu treningowego, gdzie jegomość Jan nauczał obywateli walki, więc słabej jakości pas obciążał mu pospolity, jednak w miarę solidny miecz. Naciągnął mocniej rękawice i ruszył wzdłuż muru bronionego przez cech szewców. Do swojego domku miał jeszcze trochę, ale chciał wrócić szybciej, więc zaraz za basztą levarską skręcił w prawo, podążając zabłoconą uliczką. Po lewej miał warsztat grabarza i dalej jeden z miejskich cmentarzy.

Marduk Draven:
Wychodząc z karczmy, Aeger spostrzegł, że duża część słuchaczy okazuje zniecierpliwienie i niezadowolenie z opowieści. Część nawet odsuwała się, a inna część wychodziła. Widocznie opowieść nie była ani realistyczna, ani dobra. Albo też dlatego, że był wieczór. Część mężów pewnie wolała zachować swoje męskie narzędzia od kobiecego gniewu.
Idąc tak, mężczyzna czuł intensywną woń kwiatów, która przebijała nawet siarkę i olej z lamp i pochodni. Gdzieś tam domokrążca własnie zapalał te pierwsze od tego drugiego.
Błoto plaskało przy jego krokach, które nagle coś przerwało. Z warsztatu wyszedł grabarz, odziany w szarawy płaszcz. Skłonił się lekko Aegerowi.
- Przepraszam, ale czy nie chciałby pan pomóc mi zanieść trumnę na cmentarz? Pracownik niedawno się zwolnił, a ja to już nie te lata...
Spadł deszcz.

Aeger Tymon:
- W sumie? Czemu nie... -powiedział. Rozejrzał się dookoła, sprawdzając, czy aby na pewno pytanie było skierowane do niego. Przyjrzał się szybko grabarzowi i od razu rozpoznał w nim mężczyznę starego, czerstwego i relatywnie niegroźnego. A na pewno takiego, który był właśnie grabarzem, nie jakimś bandytą czyhającym na jego sakiewkę.
- Czujecie tę woń, mistrzu? Jakieś mocne kwiaty.

Marduk Draven:
- Dziękuję, panie, dziękuję.- odrzekł.- A, to na ten grób, panie. Kazali takie dać.- powiedział, prowadząc Aegera do swojego warsztatu. Otworzył drzwi.
Wnętrze było dość duże, acz urządzone skromnie. Ot, stoły, na których były grabarskie narzędzia, lampy oliwne, wieszak i składzik na trumny. Podszedł do jednej z trumien. Dębowej, z czterema żelaznymi uchwytami, dwoma na przodzie i dwoma na tyle.- Ta o.- powiedział i chwycił uchwyty po swojej stronie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej