Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Biały Krzyż
Funeris Venatio:
Drzwi otworzyły się po dłuższej chwili. W świetle odrzwi nie było widać nikogo, żadna postać nie przywitała krasnoluda. Kazmir widział przed sobą ścianę bez żadnych dekoracji, stół, krzesło, nieco przybrudzoną zaschłym błotem podłogę. W rogu pola widzenia, po prawej, pełgał ogień z paleniska z ułożonymi obok drwami. Po lewej znajdowały się drzwi do jakiejś małej izby.
Kazmir MacBrewmann:
- Dzień dobry... Rzucił od niechcena, przełknął głośno śline i wszedł do środka, w stronę stołu i krzesła. Sztylet miał na widoku.
Funeris Venatio:
Drzwi zamknęły się za krasnoludem, a on sam usłyszał skrzypnięcie podłogi za jego plecami. Ktoś zdecydowanie za nim stał.
Kazmir MacBrewmann:
Krasnolud odwrócił się gwałtownie.Ktoś lubił dziwne zabawy.
Funeris Venatio:
Krasnolud obrócił się gwałtownie i dostał czymś bardzo twardym i wcale ciężkim w bok głowy. Jego czaszka przyjęła impet mocnego uderzenia, przed oczami mu pociemniało, a nogi ugięły się. Kazmir gruchnął na podłogę jak długi, poczuł jeszcze w nosie wiercący nozdrza kurz, który osiadł na deskach. Nie słyszał i nie widział już niczego więcej. Nie czuł również, jak owa postać, która stała za nim i zdzieliła go po łbie, zaciągnęła go gdzieś, związując mocno i pewnie, odbierając broń i wszelkie przedmioty osobiste.
Istnieje możliwość, że gdyby krasnolud nie próbował żadnych gwałtownych ruchów w siedzibie bandziora, którego miał wytropić, to wszystko potoczyłoby się inaczej. Wszedł jednak do pomieszczenia, obrócił się z impetem, próbując sobie chyba zażartować i sprawdzić, czy tamten jest odpowiednio szybki i ma skrócony czas reakcji.
Trudno powiedzieć po jakim czasie się ocknął, ale czuł pulsujący ból w głowie, gdzieś w boku i na nadgarstkach. W gębie miał kawałek brudnej, śmierdzącej szmaty, ręce i nogi miał porządnie związane. Leżał na płasko na twardej powierzchni z rękoma za sobą. Twarz miał wtuloną w drewniane deski.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej