Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Biały Krzyż
Kazmir MacBrewmann:
- Spróbować mogę. Ale nic nie gwarantuje. Ide. I poszedł.
Funeris Venatio:
I doszedł. Do dzielnicy biedy, bo... no bo taka była prawda. Tutaj było tak biednie, że oni prosili Emericka, by tutaj zamieszkał. Tak źle tutaj jest.
Kazmir MacBrewmann:
Baszta Szewska... Ejj to obok mnie. Krasnolud ruszył w stronę owej baszty, mieszkał w okolicy. A przynajmniej tak pisało w papierach. Teraz trzeba było szukać tej trzeciej chatki.
Funeris Venatio:
Wszystkie były podobne, niemalże identyczne. Na szczęście krasnolud umiał liczyć, więc szybko mu wyszło, która to była ta trzecia, licząc od wspomnianej baszty, która łączyła się z murem i przecinała teren na wskroś. Dom był parterowy, co nie było regułą, gdyż budowało się w górę, zaoszczędzając miejsce, dzieląc na mniejsze pomieszczenia i mieszkania wewnątrz jednego, wspólnego budynku. Kryty strzechą dach był nieco krzywy, nie trzymając do końca poziomy w linii z więźbą dachową. Spad był raczej niezbyt stromy. Mieszanka wypalonej gliny i jakiegoś tłuczywa została wybielona, chociaż już dawno zatraciła swój kolor. Teraz dom miał szarobury kolor, przypominający brudne, lniane spodnie. Miał jeden otwór okienny, oczywiście zamknięty i niewpuszczający w tej chwili wiele światła do środka, ale i niewypuszczający zbyt wiele ciepła, które mieszkaniec rozpaczliwie starał się utrzymać w środku. Nie miał żadnego ogródka, ganku czy ławki do siedzenia, będąc typowym malutkim domkiem w biednej dzielnicy.
Kazmir MacBrewmann:
Bieda jak u Emericka, swoją drogą... Kazmir nie miał pojęcia skąd te podśmiechujki z stanu posiadania imć hetmana. No bywa. Podszedł do drzwi i zapukał.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej