Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Biały Krzyż

<< < (16/26) > >>

Funeris Venatio:
- Kto Cię zwerbował? - rzucił mauren.

Kazmir MacBrewmann:
- Józek? Janek? Cholera zapomniałem. A może John? Był w dupie, ale ich było dwóch a on  jeden. Miał więc przewagę jakby co. To się skończy źle, dla nich.

Funeris Venatio:
- A nie ten anioł, baron czy inny wielki wojownik z areny w Atusel? Widzisz, chodziłem na jego walki... - powiedział człowiek, ewidentnie rozpoznając imię, którym krasnolud się przedstawił jako Funeris Venatio. Był taki jeden, działał na tak wielu polach, że był po prostu w Valfden mniej lub bardziej znany.
Czarnowłosy pchnął sztylet po blacie, a łysy mauren zatrzymał go swoją dłonią. Chwycił pewnie, wstał z worka kartofli i postąpił krok w kierunku Kazmira. Dzieliły ich ze trzy-cztery metry. Człowiek wyjął kord z pochwy przy pasie, skierował ostrze w kierunku nieznajomego, przybierając nieco poważniejszy wyraz twarzy, mimo iż od początku nie było mu do śmiechu.
- Co tutaj robisz, krasnoludku? - Mauren postąpił następny krok, zostawiając człowiekowi wolną flankę. Kazmir miał ich trzy metry przed sobą, uzbrojonych w odpowiednio stalowy sztylet, może dwudziestocentymetrowy i stalowy kord, taki na trzy ćwierci metra z pełną zastawą chroniącą dłoń. Mieli na sobie jedynie zwykłe lniane ubrania. Widać było, że ten ze sztyletem jest średnio zaawansowany w jego obsłudze, już raczej nie nowicjusz, to samo jego kompan. ÂŻaden z nich nie atakował, ale mogli to zrobić lada chwila.

//2x Tajemniczy jegomoście. Z zastrzeżeniem, że żaden nie posiada kuszy, bełtów, skórzanego kapelusza i żelaznych elementów pancerza, które można znaleźć w ich karcie postaci. Do tego jeden ma sztylet, drugi miecz - żaden nie posiada obydwu.

Kazmir MacBrewmann:
- Pić piwo i spuścić wam wpierdol.. Sięgnął po stalowy topór wiszący u pasa. - I właśnie skończyłem piwo. Zaatakował maurena ze sztyletem. Kazmir miał jakieś 140 centymetrów, to sprawiało że toporem mógł przy dkbrych wiatrach rąbnąć w łeb. Natarli na siebie, czarnuch nie docenił krasnoluda, chciał go pchnąć pod żebra. Kapral zrobił unik na prawo, jednocześnie rąbiąc go w jego lewą nogę. Kończyna niemal odcięta. Zawył i padł na ziemię. Ten drugi też atakował, Kapral dostał mieczem po plecach, metal zazgrzytał o metal a stalowy kord o mało nie pękł. Płaszcz bękarta miał inne zdanie na temat. Obrócił się, bandyta sparował cios, poszły iskry, wolną ręką uderzył niemilca w jaja. ten zgiął się nieco. Kazmir uderzył więc z całej siły w mostek odsłoniętego człeka. Ostrze weszło gładko, gruchocząc kości.

Funeris Venatio:
Umarli. Na śmierć.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej