Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Biały Krzyż
Funeris Venatio:
Jajecznica była tłusta, zrobiona na słoninie. Dostał do tego pajdę chleba, już nieco czerstwego, ale nadal jadalnego. Tuż obok podsunął mu kubek i niepełny dzban wina i dał znać, że może sobie nalać, jak chce.
Kazmir MacBrewmann:
Tak więc oopił kęs jedzenia prosto z dzbana. Lubił taką jajecznicę, czerstwy chleb zaś to element życia najemnika. A takie prowadzi Kazmir. Zjadł, wypił, otarł mordę. - No dzięki, to prowadź Tam.
Funeris Venatio:
Kazmir przestąpił szynkwas, zachodząc tam, gdzie stał oberżysta. Ten wskazał mu, żeby poszedł za nim i kiwnął na jakieś smyka, pewnie swojego syna, by ten pilnował karczmy. Sam karczmarz, jak się okazało, był chudy jak szkapa, żylasty i kulał na lewą nogę. Nosił nieco zbyt duże ubrania, jakby ostatnio nagle i gwałtownie stracił dużo masy ciała. Przeszedł z krasnoludem obok paleniska i rozgrzanej płyty, na której akurat nic się nie gotowało, ruszając wzdłuż ściany. Znajdowały się tam drzwi, które ten odkluczył. Rzucił tylko, żeby mu nic nie podbierać z piwnicy, bo mimo iż płacą, to zaraz mu się interes przestanie opłacać.
Kazmir MacBrewmann:
Krasnolud miał swoją piwniczkę, ba browar nawet. Nie musiał więc nic podbierać. Bo i po co. Krasnolud chwyxił za klamkę by otworzyć drzwi i ruszył do środka.
Funeris Venatio:
Schody prowadziły w dół, jak to w piwnicach. Były bardzo strome, trochę wręcz niebezpiecznie strome. Krasnolud i jego niewielkie nogi miały małe problemy z komfortowym pokonaniem stopni. Znalazł się jednak na samym dole, w towarzystwie beczek, kilku skrzyń, worków i wiszących suszonych ryb i kiełbas. Nie było tego wiele, ale starczało akurat na potrzeby karczmarza i jego klientów. Piwnica z lewej strony zastawiona była pod niemalże sam sufit. Oświetlona całkiem nieźle świecami na naściennych stojakach, zdradzała od razu, że ktoś tutaj mógł w miarę często przebywać. I tak też zgadywał Kazmir, słysząc jakieś głosy po swojej prawej. Piwnica tam zakręcała nieco, cały czas podążając po prawicy, jakby przybierając parodię muszli ślimaka. ÂŻeby zobaczyć co tam jest, niewysoki jegomość musiał postąpić jeszcze kilka kroków. Zdawało mu się, że słyszy rozmowę dwóch osób o podobnym do siebie głosie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej