Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Biały Krzyż
Kazmir MacBrewmann:
- Za dużo wódki... ale i tak ci nie ufam! Coś u niego dzisiaj ciężko z myśleniem. Schował broń i poszedł do karczmy...
Funeris Venatio:
- Nie musisz - rzucił mu jeszcze, gdy tamten wchodził do środka. W środku panował półmrok, kilka świec w kandelabrach wypaliło się i nikt nie fatygował się, by je na powrót rozpalić. Sala miała trzy rządy długich ław, szynkwas naprzeciwko i dwa wejścia do jakichś izb po lewej. Do tego, niedaleko wejścia, kilka mniejszych stołów na góra cztery osoby, przy których siedziało kilku jegomościów. Każdy był zajęty swoimi sprawami i nawet jeżeli zwrócił uwagę na krasnoluda, to tylko pobieżnie. Karczmarz, stojący za ladą, przyjrzał się za to uważniej krasnoludowi, zatrzymując wzrok na jego piersi. Odłożył szmatę, którą wycierał naczynia i sięgnął po jakąś butelkę z jednej z półek. Czekał, czy krasnolud podejdzie, czy skieruje się do jednego z wolnych miejsc gdzieś na sali.
Kazmir MacBrewmann:
Krasnolud rzadko bywał w takich norach, a te w których bywał były mniej norowate... podszedł do szynkwasu. - Kraby i białe wino. Rzekł siadając na stołku, mając nadzieję że karczmarz załapie.
Funeris Venatio:
- Widać, żeś nowy... - uśmiechnął się karczmarz. - Hasło brzmiało "kraby i czerwone wino" - dodał, machając ręką. Znak był. Hasło prawie było. Wyglądał na zabijakę, topór miał, z gęby patrzyło mu parszywcem i zdechłym mokrym psem. Pachniał podobnie.
- Chcesz coś najpierw zjeść czy schodzisz na dół? Mam trochę jajecznicy, smażona kilka minut temu.
Kazmir MacBrewmann:
Cholera, od kiedy daj mi wódki i ogórasy to hasło? Ale może to znajo tylko w portowych tawernach?
- Oj tam, jedno i drugie to efekt fermentacji miąższu winogronowego. A zjem, co się ma marnować. Nie wolno wyrzucać jedzenia. Biedne koty z Zuesh przez to głodują.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej