Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Biały Krzyż

<< < (9/26) > >>

Kazmir MacBrewmann:
- Kazmir Macbrewmann, pan na Omas, Wielki Lord Elekt, Kapral w Bękartach Raszera, kapitan kogi Betsy. Gorzelnik z pasji. Przedstawił się, nieco teatralnie. Zdjął i tak przemoczony kaptur. A ty?

Funeris Venatio:
- Grimain Antoine - przedstawił się, nadal nie schodząc z konia. Uśmiechnął się jednak szczerze.
- Znam kogoś, kto dla was służy. Tymoteusz "Pielucha" Zięba. Zaciągnął się ze dwa lata temu. Nie wiem, czy kojarzysz. - Spojrzał następnie za krasnoluda, widząc małą drewutnię i leżącą w nim postać. Uniósł brwi, jakby zadając nieme pytanie.

Kazmir MacBrewmann:
- Nie kojarzę, ale sawnom w Bastardo nie był. Krasnolud zauważył nieme pytanie szlachcica. - Ten tam? Dziwna sprawa. Jade z Atusel, przejechałem most i widze na drzewie ktoś wisi. Niziołek z obciętymy uchami i białym krzyżem namalowanym na piersi jak się okazało. Zostawiłem go, wracam a tu mi wóz kradno. No to ja za nimi, po drodze minął mnie konny, jednego złodupca znalazłem martwego kawałek stąd. Drugi się właśnie wykrwawił, nic nie mówiąc. O, tyle. Straciłem pół dnia, w domu mam trzy litry zacieru...

Funeris Venatio:
Człowiek bez słowa podszedł do trupa, a krasnolud zauważył, że jego miecz, który cały czas miał w ręku, miał ślady krwi. Tamten kucnął nad ciałem, przyjrzał mu się, przeszukał wewnętrzną kieszeń płaszcza, zerknął na pustą sakiewkę. Zaklął pod nosem, odwrócił się na powrót do krasnoluda.
- Ten niziołek to Pisiont Groszen, mój sługa. Swego rodzaju księgowy. Ten biały krzyż to jakiś znak tych, którzy próbują utrudniać mi interesy. Pochodzę z rodziny kupieckiej, razem z bratem, a raczej... hm... - zawahał się, myśląc jak to ująć - mój brat prowadzi szerokie interesy z różnymi istotami z królestwa. Nie wszyscy się z nim zgadzają, a ktoś, niewiadomy, próbuje go, czyli nas, udupić.
Wytarł miecz o połę swojego płaszcza, również przemokniętego wodą. Wytłumaczył następnie, że jedna z faktorii ich firmy została spalona, a jej księgowy, jak to określił, został uprowadzony. Był niziołkiem, który najprawdopodobniej to dynda właśnie na drzewie pośrodku traktu prowadzącego ze wschodu do Efehidonu. Grimain ruszył po śladach, docierając tutaj, jako że tamta placówka znajdowała się ledwo kilka mil na południe. Widocznie musieli spróbować swojej szansy z wozem, próbując uciec, może wtopić się w tłumy, które zmierzały do stolicy królestwa razem z innymi handlarzami i podróżnymi. Grimain ich jednak doścignął, jednego, tego tam wcześniej, dźgnął nadziakiem, gdy próbował ucieczki. Drugiego chciał złapać, ale w przypływie emocji nieco zbyt mocno trącił go ostrzem. Wbiegł on jednak między gęstsze drzewa, co uniemożliwiło człowiekowi skuteczną pogoń z grzbietu wierzchowca, a wokół działo się tyle, że nieopatrznie pozwolił tamtemu uciec. I dotarł aż tutaj, widząc tę właśnie scenę.
- Chcesz zarobić?

Kazmir MacBrewmann:
- No, to zależy. Szpieg i śledczy ze mnie żaden  ale jak trzeba co zasiec to tak. Nie pogardzę grosiwem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej