Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Biały Krzyż
Kazmir MacBrewmann:
W równoległym wszechświecie kalesonów... czyli przy wozie Kazmira. Frodo zaczął się martwić. Pan za długo nie wraca! Taru postanowiło ruszyć trpoem krasnoluda. A węch miało doskonały.
A Kazmir spróbował wstać, Co łatwe nie będzie. Jakoś się oprzeć o ścianę i podciągnąć.
Funeris Venatio:
Węch miało doskonały. Ruszyło więc powoli, próbując złapać trop.
Kazmirowi udało się wreszcie wstać. Był w głównej izbie - tej, do której wszedł na początku. Widział wyraźnie stół, który i wcześniej dostrzegł. Palenisko w rogu, pełgający powoli ogień, starający się zbalansować zimny wieczór za oknem. Krasnolud widział wyraźnie przez przymkniętą okiennicę, że panuje wieczór, raczej późny. W pokoju, w którym stał, znajdowała się skrzynia, tak typowa, zapewne z jakimiś osobistymi przedmiotami właściciela domu. W rogu pojedyncze posłanie, jakaś beczka, przymknięta. Do tego niewielka półka z tanimi talerzami i zestawem sztućców. Nożem, łyżką, widelcem. Jakiś kubek.
Kazmir MacBrewmann:
Nóż! Teraz pozostało jakoś doczłapać się do owej półki. Hop, hop hop. Widok skaczącego krasnoluda był zapewne komiczny. Kazmir jakoś dotarł do półki, starając się z niej strącić nóż. Albo cokolwiek ostrego. By potem przeciąć sznury.
A taru podjęł trop. A jakże.
Funeris Venatio:
Nóż spadł na podłogę.
Kazmir MacBrewmann:
Teraz ta trudna część. Krasnolud osunął się na ziemię. Usiadł na podłodze i mozolnie dosunął się do noża. Kilka nieudanych prób dalej miał go w rękach. Teraz pozostało przeciąć więzy tym zapewne tępym gównem. Zapewne też pokaleczy się.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej