Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Biały Krzyż
Kazmir MacBrewmann:
- Noga Frodo! Zawołał psa, a raczej przedstawiciela Canidae Carnivora. Bo Canis Domesticus to to nie był. Nie żeby krasnolud znał łacinę, czy jak tam się ten uniwersytecki bełkot zwał, on po prostu dużo czytał. Deszcz zelżał, co było dobre bo ile może padać. Taru dało znać że ktoś grzebie przy wozie. Krasnolud dla swego bezpiecześtwa zdjął z pleców kuszę, załadowaną. Odbezpieczył ją i ruszył w stronę swego pojazdu. Będąc dość blisko by się za bardzo nie drzeć zawołał do nich.
- E! Co to za grzebanie w czyichś rzeczach!
Funeris Venatio:
Musiał jednak przebyć kilkaset metrów, zanim doszedł do swojego furgonu. W tym czasie dwójka postaci, którzy chyba byli ludźmi, a przynajmniej byli wyżsi od niego, uspokoiła konie i wspięła się na kozioł. Ruszyli traktem, szybko oddalając się od spieszonego krasnoluda. Ten mógł jedynie przyglądać się zajściu.
Ruszyli gościńcem w stronę Efehidonu, lecz Kazmir wyraźnie widział, że za moment skręcili w prawo, na północ, kierując się jakąś dróżką w rzadki tutaj las.
Kazmir MacBrewmann:
- Kurwy i złodzieje! Ryknął. Tyle mógł zrobić w tej chwili. Ruszył więc ich śladem karząc psu szukać. A to mądre stworzenie było, a jak ich Kazmir znajdzie to nogi im z dupy powyrywa i powsadza w rzyć. - Kurwy i złodzieje, pod samą stolicą... Powtórzył jeszcze pare razy idąc szybkim tempem za złodziejami.
Funeris Venatio:
Krasnolud ruszył przed siebie, ale nie był w stanie dogonić swojego wozu. Taru za to miało nad nim przewagę, więc ruszyło w pościg na rozkaz Kazmira. Niewysoki jegomość z kuszą gotową do strzału biegł truchtem mokrym szlakiem, kierując się na zachód. Przejechał koło niego samotny jeździec, lekko uzbrojony, ale gdy zobaczył kuszę w ręku krasnoluda, puścił się galopem przed siebie.
Po kilku minutach znalazł się na dróżce, skręcił w nią i zagłębił się między rzadkie z początku drzewa. Pojedyncze brzozy i jakiś buk, kilka świerków, klony. Porządna mieszanka drzewostanu, mieszająca się co rusz między sobą i wymieniająca wyglądem koron i konarów. Krasnolud zobaczył jak ścieżka skręca w prawo i w lewo, a na rozdrożu stoi jego wóz, zaprzęgnięty jeszcze w konie. Wyglądał na w miarę nienaruszony.
Kazmir MacBrewmann:
- Uff... oby nic nie zginęło. Krasnolud ostrożnie i powoli ruszył w stronę wozu, trzymając psa blisko siebie, a kuszę gotową do strzału. Szedł w stronę koni sprawdzić ich juki.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej