Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Rodzina Obowiązek Honor

<< < (8/31) > >>

Dee'mon:
A mówiłem, że tyle towaru, bez opieki nie powinniśmy zostawiać. Gwar podwórza sprawiał, że nie było sensu wołać towarzysza. Trzeba było działać mimo, że przewaga liczebna nie sprawiała aby Dee'mon chciał koniecznie walczyć sam, jednak ta sama przewaga pozwalała wynieść część towarów zanim zdążyłby wezwać pomoc. Kurwa, może ten pożar w burdelu kupi mi trochę czasu zanim się zorientują. ÂŚciągnął łuk z pleców, zbliżył się na odległość ok. 40 kroków, nałożył strzałę i wycelował w najbliższego grasanta. Kiedy strzała zaświszczała przecinając powietrze, niewiele myśląc, wyciągnął z kołczana kolejną.

Melkior Tacticus:
Grasant zwalił się na ziemię z strzałą w plecach. Reszta zobaczywszy strzelca dobyła broni i rzuciła się na Dee'mona.

W tym samym czasie karczmę opuścił Melkior. W całym tym burdelu dostrzegł że jego towarzysz ma problem. Komandor sięgnął po Netlthariona, krótsza kling tu będzie lepsza, postanowił poczekać. Sprawdzić rekruta w sytuacji stresowej. Dee'mon powinien teraz sięgać po miecz.
- Illumina! Powiedział trzymając broń wysoko, broń rozbłysła, słowa brzmiały jak inkantacja zaklęcia, a ostrze zaczęło tylko świecić. Wystarczyło by bandyci na kilka sekund ogłupieli...

Dee'mon:
Dee'mon naciągnął ponownie cięciwę, tym razem jednak widząc kierujących się już do niego bandytów postanowił chwilę wstrzymać oddech. Podejdź bliżej frajerze. Kiedy pierwszy z nich znalazł się w odległości około 12 kroków wypuścił strzałę celując w głowę. Ponowie nie czekając na rezultat zdecydował się odrzucić łuk jednocześnie drugą ręką sięgną do pasa po miecz.

Melkior Tacticus:
//Czemu sam nie opisujesz rezultatu strzału?

No, zostało więc dwóch. Mauren strzelił n trafił akurat gdy ci idioci stali wpatrując się chwilę w jasno świecący miecz. Dalej Melkior nie czekał, jeden bandyta zaatakował elfa, drugi Dee'mona. Komandor sparował atak grasanta, mosiężny miecz pękł od uderzenia o czarną rude Nelthariona, elf odepchnął napastnika i ciął przez pierś, głęboko. Bandyta padł martwy.

Dee'mon:
//Przyzwyczajenie z granie w papierowe RPG. Zazwyczaj MG to robił ale się poprawię. A bandytów nie powinno być trzech zamiast dwóch?

Dee'mon zauważył, że jego towarzysz się pojawił, jednak nie miał czasu poświęcić jego walce więcej czasu niż rzut oka. Właśnie jeden z bandytów obrał go sobie za cel. Zobaczmy ile warte jest to żelastwo. Ustawił miecz w pozycji obronnej, po czym przyjął cios wroga. Metaliczny dźwięk sprawił, że aż zadzwoniły mu zęby. Nie było jednak czasu na odpoczynek. Dee'mon postanowił być sprytniejszy od przeciwnika i zamiast siekać wykonał sztych w klatkę piersiową oponenta.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej