Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rodzina Obowiązek Honor
Melkior Tacticus:
Ale bandyta odpuścił, rzucił broń na podłogę i uniósł ręce w górę. Czemu? Bo za Themo wpadła jeszcze dwójka najemników z kuszami. Bandyci zrewidowali więc poglądy i 7 osób stało z rękoma opartymi o jedną ze ścian karczmy. Szczurek też.
- Wyprowadzić mi ich przed karczmę! Karczmarza też. Rozkazał.
Dee'mon:
- Ta jest.
Rzucił mauren. Nie odkładając miecza podszedł do najbliższego draba i ukuł go w bok.
-No, już. Nie słyszeliście co komandor rozkazał. Zapierdalać mi gęsiego, i bez numerów. Może i komandor jest łaskawy, ale jak mi któryś zrobi jeden podejrzany ruch to się przekonacie, że te kusze to nie atrapy.
Narrator:
Wszyscy potulnie wyszli przed karczmę, kazano im klęknąć na ziemi. Kusznicy mieli ich na muszce. Zatrwożony chłop pobiegł po sołtysa.
Melkior Tacticus:
Sołtys już miał wyklinać towarzystwo ale obaczył chorągwie. Zbladł, głośno przełknął ślinę. Rozpoznał Themo i Melkiora. Temu pierwszemu zalazł ostro za skórę, chcąc wrobić go w ojcostwo. Komandor jednak w głębi serca wiedział że to bachor Lorda Dowódcy, dzieciak był tak samo brzydki.
- Ccco tttu sssię... Wystękał.
- Przejąłem te ziemie od Morriego, przyjechałem pozbyć się Szczurów. Zaoferowałem im służbe w zamian za wybaczenie win. Ale odmówili. Melkior przystawił miecz do szyi Mike'a. - Odtrącili wyciągniętą dłoń. Dlatego też zginą.
- Ale...
- Ty już milcz, z tego co wiem powinienem tu przeprowadzić decymację! By mieć choć odrobinę pewności że zapanuje tu porządek Leonie. Bo ty zawiodłeś. Zabić ich. Wskazał na wyprowadzoną siódemkę ludzi. Szczurek usiłował zwiać, ale elf był szybszy, łeb niziołka potoczył się po ziemi. Reszta też próbowała ucieczki.
Kazmir MacBrewmann:
Oczywistym było że nie zdążą. Kapral miał już gotową kuszę. Gdy tylko jeden z idiotów zerwał się do ucieczki wypalił z kuszy prosto w tył głowy. Cóż, nie tak to miało wyglądać. Ale wyboru większego nie było. W momencie zastrzelenia uciekiniera reszta jakim trafem zmądrzała i została.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej