Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rodzina Obowiązek Honor
Melkior Tacticus:
- Bo się mylisz, on jest po prostu stary. Starzy ludzie, i inne stare istoty, bardzo cenią sobie honor, patriotyzm i tym podobne... - zawiesił się na sekundę - rzeczy. Mam rację?
Dee'mon:
Mauren spojrzał na jeźdźca, który zrównał się z wozem i szybko wyprostował się na koźle.
-Ooo, sam lord generał. Jestem Dee'mon, nowy. Zamyślił się na chwilę, po czym dodał.
-Cóź, starzy ludzie, jak wszyscy najbardziej cenią pełną miskę i święty spokój. A demonstracja, jeśli ma być skuteczna, musi być zapamiętana na długo. Szanowni Panowie, za przeproszeniem pierdolicie się jak matki z dziećmi. Przywiązać jednego skurwysyna z drugim do koni i rwać. Nic nie zostaję tak dobrze w pamięci gawiedzi, jak upieprzony juchą trakt i wszechobecne strzępy ciał.
Kazmir MacBrewmann:
- O! Bardzo mądrze szeregowy gada. Tylko widzisz, tu masz pana hrabiego - wskazał ręką na Lorda Alkoholika Generała - A tu syna byłego hrabiego - wskazał na Melkiora - I panowie nie chcą robić tego jak bydło. Ale trzeba. Dojeżdżamy! Powiedział.
Dee'mon:
-Ale za to gawiedź była by bardzo rozradowana. Zresztą zastanowiłbym się, czy wbijanie komuś pala w rzyć jest bardziej cywilizowane, ale ja to prosty chłop jestem gdzie mi do pomyślunku panów hrabiów, baronów i im podobnym. Mauren rzucił okiem na jadących konnych. -To hulankę czas zacząć.
Melkior Tacticus:
Melkior się nie odezwał, konwój wjechał do Mirt główną drogą, zatrzymując się w jej centrum pod karczmą. Z furgonu wylała się piątka najemników i komandor. Mieszkańcy wioski byli tym widokiem zadziwieni, bo wojska tu nigdy nie było.
- Zabezpieczyć teren. Dee'mon za mną. Wydał rozkazy, sam udał się do karczmy. Na jego drodze stanęło dwóch krasnoludzkich ochroniarzy, którzy szybko zwiali. Elf wszedł z maurenem do środka. Ach ta woń... odetchnij teraz pełną piersią, ale weź takiego macha do pięt... Co ci to przypomina? Bo nos przeciętnego człowieka wyczuwa tutaj nutę brutala walczącą z mocarnym bukietem samczej pachy. Gdyby zapachy miały kolory to na tej sali dominował by brąz. Co kolejny element w karczmie to jeszcze lepszy. Jest wśród nich człowiek z amputowaną dłonią, a w miejscu dłoni nakładka ze stalowym hakiem. W kącie karczmy siedział okropny niziołek, a na jego plecach stało kilka szczurów. Uderzające podobieństwo tego człowieka do twarzyczek szczurów, tylko mniej owłosione. Po chwili podszedł do was karczmarz, a był nim człowiek z hakiem. Przystawił Melkiorowi hak do piersi i gburowatym tonem, lecz starającym się brzmieć dosyć gustownie, na siłę starał się być miły, lecz dobrej etykiety nauczonym nie był.
- - A ty cego tu Panocku?
- ÂŁapy precz. Jestem nowym panem tych ziem, przyjechałem z inspekcją. Podaj mi piwa. Karczmarz lekko wystraszony zabrał ręke.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej