Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Rodzina Obowiązek Honor
Dee'mon:
-Ta jest.
Mauren zeskoczył z wozu, poprawił płaszcz i ruszył w ślad za komandorem. Wchodząc do karczmy w nozdrza uderzył zapach typowy dla lokali niżej klasy. Jednak ani zapach, ani osobliwa klientela nie przeszkadzała maurenowi. Co innego komandor, widać było, że zastane porządki wcale, a wcale mu się nie podobają.
- Może tylko mi się wydaję, ale chyba pod twoją nieobecność urządzono sobie tu prywatny folwark.
Melkior Tacticus:
- Lepiej, on istniał od zawsze. Melkior w końcu doczekał się piwa, płyn jaki mu podano był daleki od nazwania go piwem. Sam zapach odstraszał, mimo to elf postanowił spróbować. I to był błąd, trunek smakował jak szczyny. Komandor splunął na podłogę, i wylał zawartość kufla. Właściwie to chlusnął karczmarzowi w twarz.
- Kpisz sobie?!
- Innego nie ma, 5 grzywien.
- No chyba nie, ty już tu nie pracujesz. W tej chwili elf miał absolutnie gdzieś ułomność karczmarza. - Szukam Szczurka, 10 tysięcy grzywien nagrody dla tego kto wskaże tego bandyte! Powiedział na głos.
Kazmir MacBrewmann:
- Słyszeli, ruchy! Kazmir pogonił pluton by ten zabezpieczył teren, ku niezadowoleniu mieszkańców, nie dopuszczając nikogo do karczmy. Zauważył że robi się nerwowo. ÂŻe coś w końcu pieprznie. Zapalił fajkę, pociągnął dwa machy i obserwował swój sektor. Było dobrze po 16, dość chłodno nawet jak na koniec Atunus.
TheMo:
Kazik nie musiał poganiać, bowiem Themo już zajął swoją pozycję, a wraz ze sobą miał kociego towarzysza, który parsknął na losowego wieśniaka zniechecając go do dalszej drogi. Już sam sambir budził grozę, co dopiero najemnik z takim uzbrojeniem. Jak to mówią, jak zwierzak nie zagryzie to właściciel zatłucze. Złapał się pod boki i czujnie obserwował okolice.
Narrator:
W karczmie zapadła cusza. Oczy 10 osób zwróciły się na elfa, pewien szczurowaty niziołek zerknął przez okno, zaklął pod nosem widząc chorągiew. Oczywiste jest że byle chłop z takiego wypizdowa jak Mirty nie rozpoznałby barw. Ale Mike był rozeznany jako "osoba interesu". Miał przekichane, ale może wyjdzie z tego cało. Mylił się. Pewien starszy człowiek wstał od stołu i wskazał ręką owego niziołka. Chwilę potem padł zasztyletowany przez jednego z łysych drabów siędzących obok. Wszyscy już zrywali się do broni gdy zatrzymał ich Mike.
- Spokój. Tylko spokojnie! Nie róbmy afery z jednego trupa... - powiedział pisklywym głosikiem - Chyba się dogadamy co? Bo z tego co się orientuje to chyba jesteś bardziej ogarnięty niż twój rąbnięty ojciec. Zdał sobie sprawę co powiedział...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej