Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Próba Siły #22
Funeris Venatio:
Szczęście w nieszczęściu przeciwnik zaatakował bezpośrednio i zrobił to zanim Viktor zaczął rwać na sobie koszulę i zamieniać ją w pochodnię, próbując spalić doszczętnie wyschnięty las. Coś szarawo-brunatnego przemknęło najpierw z prawej, następnie z lewej strony człowieka. Niedoszły jeszcze rekrut Bractwa zerknął tam instynktownie, lecz nie zobaczył niczego konkretnego. Szelest liści z naprzeciwka zwrócił jego uwagę, gdy nagle coś znalazło się tuż za nim. Niewysoka postać zwinnym ruchem podcięła nogi Viktora, wywracając go na ziemię. Miała zdecydowanie więcej siły niż zdradzałaby to jej postura i wielkość. Bestyja nie zaatakowała jednak z miejsca, próbując wykończyć swoją potencjalną ofiarę, odskoczyła zaś na bok. Człowiek widział wyraźnie, z czym ma do czynienia. To trablin. Pojedynczy osobnik. Stał kilka metrów dalej i po chwili ruszył do ataku, mierząc w twarz.
//1x Trablin. Nieuzbrojony w broń białą. Znajduje się 5 metrów od Ciebie, rusza szybkim krokiem w Twoją stronę. Ty leżysz na plecach, wywrócony. Trablin planuje zaatakować Cię pazurami w twarz.
Viktor:
Więc tak wygląda jego przeciwnik! Wzięty z zaskoczenia mężczyzna nie miał czasu na dalsze rozmyślania, musiał działać. Gdy tylko Trablin zbliżył się na odpowiednią odległość, Viktor kopnął go z całych sił obiema nogami. Nie udało mu się jednak trafić. Zwinny potwór odskoczył w bok i zaatakował ponownie, tym razem z lewej strony. W odpowiedzi na to, człowiek w jednej chwili podniósł się do pozycji siedzącej i machnął mieczem na odlew starając się odpędzić napastnika. Podziałało. Agresor musiał się gwałtownie cofnąć, co dało Viktorowi odrobinę czasu, której potrzebował by podnieść się na nogi. Stojąc już stabilnie w klasycznej pozycji szermierczej z czubkiem ostrza wycelowanym w Trablina miał prawo czuć się znacznie pewniej. Teraz pokaże pokurczowi jaka jest kara za bandyctwo! Zaatakował wściekle machając mieczem tak szybko jak potrafił i wyprowadzając jedno uderzenie za drugim. Nie zamierzał dać przebiegłemu stworzeniu czasu by mogło choćby pomyśleć o kontrataku. Niestety, Viktorowi ta taktyka również nie przyniosła nic dobrego. Stwór uniknął wszystkich jego ciosów, a sam kandydat na rycerza był już o krok od złapania zadyszki. Przerwał zatem natarcie i ustawił się plecami do drzewa, postanawiając zaczekać teraz na ruch przeciwnika. Trablin chyba wziął zmianę zachowania przeciwnika za zmęczenie, bo zaatakował teraz dużo śmielej niż za pierwszym razem. Najpierw dał susa w bok, a później skoczył na ramię Viktora chcąc wgryźć się w rękę, w której tamten trzymał miecz. Na szczęście szermierz spodziewał się podobnego zagrania i zdążył w porę „odbić” Trablina swoim ostrzem. Raniony w okolice pyska potwór zaskrzeczał przeraźliwie i upadł na trawę nieopodal. Viktor momentalnie znalazł się przy nim i błyskawicznym pchnięciem przybił go do ziemi. Zaraz po tym zwycięzca zaczął nerwowo rozglądać się dookoła. Może być tu więcej takich skrzatów.
Funeris Venatio:
ÂŻaden inny trablin jednak na Viktora nie wyskoczył. Zaczęła za to siąpić delikatna mżawka.
Viktor:
Przed powrotem do leśniczego Viktor postanowił jeszcze sprawdzić ruiny domostwa. Tak na wszelki wypadek, żeby upewnić się, że ten potwór był samotnikiem. Poza tym, może trablin schował tam coś wartościowego? Człowiek zbliżył się do ruiny i ostrożnie wszedł do środka. Uważał przy tym by żaden luźny kamień nie spadł mu na głowę.
Funeris Venatio:
Kamieni na wysokości głowy nie było wiele, o ile żadne. Na szczęście dla samego Viktora, gdyż naprawdę mogło mu się coś jeszcze stać. W środku na początku nie widział nic, przeczesując spalone belki, omszałe dźwigary i więźby. Wiele elementów nośnych konstrukcji zostało spalonych przed laty, teraz niewiele widocznych i trudnych do rozróżnienia. Zarys pomieszczeń zachował się raczej w wyobraźni niż w jakichś rozpoznawalnych liniach. Człowiek przeczesał wszystko dokładnie i spostrzegł, że faktycznie tutaj mogły gromadzić się trabliny. Zejście do piwnicy było przywalone kamieniami i cegłami, z pomiędzy nic wyrastał jakiś krzew, rozpuszczając poniżej swoje korzenie, co utworzyło zwartą, mocną strukturę. Ale w tej strukturze był wyłom, niewielki otwór, wciśnięty w sam środek owego krzaka, już wysuszonego i bez liści. Otwór niewielki, o wiele za duży dla człowieka. Dla trablina powinien jednak pasować.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej