Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Próba Siły #22

<< < (5/9) > >>

Viktor:
Widząc swój cel, prawdopodobną kryjówkę uciążliwych potworów dręczących leśnika, Viktor zatrzymał się i powoli wyciągnął miecz. Z bronią w ręku mógł już spokojnie podejść bliżej i dokładniej przyjrzeć się temu miejscu. Na początek, trzymając się jakiś metr od zarośniętego muru, mężczyzna obszedł budowlę dookoła cały czas wypatrując jakichś śladów wskazujących na obecność goblinoidów. Jeśli niczego nie dostrzeże, będzie musiał wejść do środka i poszukać wejścia do piwnicy. W tej chwili człowiek zdał sobie sprawę, że nie zabrał ze sobą żadnej pochodni. Na szczęście wykonanie jakiejś prowizorki nie powinno raczej zająć mu zbyt wiele czasu. Właściwie, to po co w ogóle miałby schodzić pod ziemię? Jeśli rozpali większy ogień i dobrze się postara, może uda mu się wypłoszyć mieszkańców piwnicy przy pomocy dymu. To jednak za chwilę. Viktor przerwał rozmyślania skupiając się na tym co widzi i słyszy. W końcu w każdej chwili spomiędzy zarośniętych gruzów mógł na niego wyskoczyć złośliwy karzeł trzymający w łapach kij najeżony gwoździami. Oby nie było ich tam zbyt dużo. W końcu gromada pokurczów może stanowić dla wojownika nie lada wyzwanie.

Funeris Venatio:
Wokół zawalonego domostwa nie było widać wiele. Viktor miał to nieszczęście, że nie znał się na tropieniu i szukaniu śladów dzikich zwierząt. Trabliny czy gobliny do nich właśnie należały, więc trudno było człowiekowi rozróżnić czy to, co uważa za odcisk gobliniej łapy nie jest pozostałością po sarnie, która przemykała tędy przed paroma godzinami. Mimo wszystko z zewnątrz nie widział żadnych wyraźnych śladów, które mogłyby świadczyć o tym, że ktoś lub coś regularnie przechodzi tędy i wchodzi do środka zawalonego domu. Możliwe, że takie ślady tutaj były, Viktor nie był jednak wielkim specjalistą.
Gdy tak chodził naokoło, usłyszał delikatny chichot. Następnie przez dłuższą chwilę panowała cisza, którą przerwał urwany jęk samego Viktora. Dostał on czymś twardym, lecz relatywnie niewielkim prosto w czoło. Kamyk spadł na listowie przed jego stopami, a on sam poczuł dojmujący ból głowy. Skóra lekko się rozcięła, wypuszczając kilka kropel krwi.

Viktor:
Cholera. Zabolało, ale teraz przynajmniej Viktor wiedział, że jego przypuszczenia były słuszne. Mając tylko kilka poszlak udało mu się wydedukować kto był sprawcą całego zamieszania, a nawet znaleźć tego kogoś! Młody szermierz nieomal popadłby w tej chwili w samozachwyt, gdyby tylko ból głowy nie sprowadził go szybko na ziemię. Całe szczęście, że rzut był celny! Pycha nie jest przecież czymś na co Zartat spogląda łaskawie. 
-Ej! Wyłazić, bo ja po was pójdę! Nastawać na życie niewinnego człowieka? Przesadziliście, małe dranie!
Mężczyzna nie do końca wiedział co zamierza osiągnąć krzykiem, ale miał cichą nadzieję że uda mu się sprowokować przeciwnika do opuszczenia kryjówki. Samemu przez cały czas dokładnie lustrował ruiny próbując odkryć skąd gobliny mogły w niego rzucić. Jednocześnie starał się trzymać miecz w ten sposób, by ostrzem zasłaniać swoją twarz. Nie chciał przecież oberwać po raz drugi.
-No, szybciej! Nie mam całego dnia!
W razie gdyby plan Viktora nie zadziałał, człowiek zdecydowany był zaszarżować prosto na stertę kamieni i przeskoczyć ponad murem tam gdzie był najniższy by tym samym w przeciągu jednej chwili dostać się do środka i zacząć walkę w zwarciu. Zdając sobie jednak sprawę z tego, że stwory mogły zastawić tam jakąś pułapkę, Viktor wiedział jak bardzo ryzykowany jest jego zamiar. W związku z tym gorączkowo starał się wymyślić coś lepszego, ale póki co do głowy nie wpadł mu żaden sensowniejszy pomysł.

Funeris Venatio:
Nic się nie stało.

Viktor:
Po dłuższej chwili oczekiwania Viktor był gotów rzucić się do ataku, coś jednak ciągle go powstrzymywało. Wątpliwości. Wreszcie cofnął się o kilka kroków by zaraz po tym zawrócić szybko na pięcie i schować się za pobliskim drzewem. Ogień. Tym może się przecież posłużyć. Całe ruiny były nieźle zarośnięte, więc spalenie roślin okalających podupadłe domostwo wydawało się być dobrym pomysłem. Płomienie powinny wypłoszyć gobliny, lub przynajmniej sprawić że będą lepiej widoczne. W tej sytuacji każda informacja o tym co znajduje się w tej stercie gruzów była pomocna. Zamaszystym ruchem miecza mężczyzna uciął więc z drzewa gałąź o odpowiedniej długości, około metra, i zabrał się do roboty. Mając kawałek drewna w dłoni raz jeszcze posłużył się swoją bronią rozcinając końcówkę gałęzi tak by rozchodziła się ona na czworo. Później pomiędzy cztery końcówki wetknął dwa znalezione obok swojego buta patyki. Patrząc na swoje dzieło z góry widział teraz niewielki krzyż. Mając już tak przygotowaną bazę, mężczyzna urwał kawałek swojej koszuli i owinął nim szczyt przyszłej pochodni tworząc osłonkę dla żywicy, kory, odrobiny igliwia i małych gałązek, których to zamierzał napchać do środka. Wszystkie składniki pozyskał z drzewa za którym się chował. Po tym nie pozostało mu już nic innego jak tylko sięgnąć po krzesiwo i wykrzesać kilka iskier. ÂŚciskając miecz w prawej dłoni i zapaloną pochodnię w lewej, Viktor wyłonił się zza swojego pnia i zasłaniając twarz ostrzem podszedł do muru. Wtedy przyłożył ogień do krzaków.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej