Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Próba Siły #22

(1/9) > >>

Viktor:
Nazwa wyprawy: Próba Siły #22
Prowadzący: Funeris Venatio
Wymagania: chęć dołączenia do Bractwa ÂŚwitu, jakakolwiek specjalizacja walki
Uczestnicy: Viktor


Viktor nie chciał by rycerz musiał długo na niego czekać, dlatego zaraz po zakończeniu ich rozmowy poprawił pas z mieczem i ruszył w drogę. Wspomniana leśniczówka miała leżeć niedaleko murów miejskich, ale to wcale nie znaczyło że droga będzie krótka. To miasto było przecież naprawdę ogromne, największe jakie młody mężczyzna kiedykolwiek widział. Opuszczając rynek wszedł na jedną z szerszych ulic starówki, która powinna go zaprowadzić do bramy. Taką miał przynajmniej nadzieję. Był tutaj od niedawna w związku z czym wciąż często gubił się w tym labiryncie uliczek. Najgorzej było na podgrodziu, to znaczy w jego dzielnicy. O ile tutaj można było znaleźć sobie jakieś punkty orientacyjne takie jak choćby gmach sądu, ratusz, albo widoczny w oddali pałac królewski, o tyle w dzielnicy zamieszkałej przez najuboższych wszystkie budynki wyglądały tak samo. Czasami Viktora przerażała liczba bezdomnych i żebraków szwendających się nieopodal jego chaty. Ktoś powinien jakoś pomóc tym ludziom, tylko jak? Najgorszą plagą byli jednak złodzieje, on sam miał już dwie próby włamania, chociaż przecież nic nie posiadał. Zamyślony mężczyzna stawiał krok za krokiem. Może to jemu przyjdzie kiedyś zaprowadzić tam porządek? Walka z niegodziwością i niesienie pomocy, o to dlaczego chciał wstąpić do Bractwa.

Funeris Venatio:
Viktor zaiste nie miał problemów ze znalezieniem zachodniej bramy. Można by przypuszczać, że miasto tej wielkości miałoby kilka linii murów, kilkadziesiąt bram, tyleż wież i co najmniej trzy barbakany, lecz nie Efehidon. Efehidon było nowoczesnym miastem, które nie przejmowało się takimi drobnostkami jak obronność czy udrożnienie dróg komunikacyjnych, gdyż jedna zachodnia brama mogła skutecznie zakorkować miasto tej wielkości. Do tego wiecie, leśniczówka tak blisko tak potężnej metropolii? Tutaj powinny być wokół farmy, jak okiem sięgnąć, zdolne zapewnić chociażby podstawowe potrzebny na płody rolne, chociażby w pewnym stopniu. Jednak nie Efehidon. Tutaj dwieście metrów za bramą miasta był las. Uff.
Viktor zaiste nie miał problemów ze znalezieniem zachodniej bramy. Przebicie się przez miasto zajęło mu chwilę, nie da się tego ukryć, lecz nie było niemożliwe. Patrząc na słońce dało się orientacyjnie i w przybliżeniu określić, gdzie jest zachód. Szczęśliwie stare miasto znajdowało się relatywnie blisko tej części metropolii, więc i wędrówka nie trwała wieczność. A że panował już atunus, lepiej było nie przebywać zbyt długo na nieświeżym powietrzu.
Dął zimny, przejmujący wiatr, wchodzący dokładnie pod ubranie i otumaniający zmysły. Viktor nie miał wiele na sobie, ledwie zwykłe ubranie typowego podróżnika. Czuł jednak jak miecz obciąża mu pas i wiedział, że tym sposobem może wybić się wyżej, stając się kimś więcej.
Gdy dotarł do bramy, zaiste zobaczył już leśniczówkę. Znajdowała się dwieście metrów od bramy, niezwykle blisko, więc wyłożona została jak na srebrnej tacy podczas dostojnego przyjęcia. Ciemna ściana lasu odznaczała się na horyzoncie jasnym drewnem niewielkiego budynku. Sośnina zapewne. Stojąca samotnie, z niewielkim opłotkiem, szopką. Od głównego gościńca, wychodzącego z miasta, biegła wydeptana i nieco wyjeżdżona ścieżka, prowadząca do miejsca, gdzie miał rezydować leśniczy. Kilka chwil i Viktor będzie na miejscu.

//Zmień Prowadzącego na mnie, proszę. Przejmuję ten rewir.

Viktor:
Mając przed oczami cel swojej wędrówki, Viktor bez namysłu przyspieszył kroku. Pogoda o tej porze roku nie rozpieszczała, dlatego chciał jak najprędzej pokonać otwartą na wiatr przestrzeń pomiędzy miastem a lasem. Szybsze ruchy pozwoliły też mężczyźnie nieco rozgrzać ciało. Po wyprzedzeniu kilku podróżnych zmierzających na zachód i przeciśnięciu się pomiędzy dwoma załadowanymi po brzegi wozami kierującymi się do stolicy, Viktor zboczył z głównego traktu na mniejszą ścieżkę. Teraz od leśniczówki dzieliło go już dosłownie kilka kroków. Słuchając jak piasek i żwir, którymi wyłożona była dróżka, chrzęści mu pod stopami dotarł w końcu przed domostwo leśniczego. Tutaj zatrzymał się i szybko ocenił sytuację. Z pozoru leśniczówka nie wyróżniała się niczym szczególnym, ot nieco porządniejsza drewniana chata. Nie znajdując żadnych powodów do niepokoju, Viktor postąpił kilka kolejnych kroków i zapukał do drzwi. Grube drewno zdawało się jednak tłumić odgłosy stukania, dlatego mężczyzna ponowił czynność tym razem uderzając mocniej. Zaraz po tym cofnął się trochę. Cokolwiek dręczyło mieszkańca tego miejsca, kandydat na rycerza miał nadzieję że uda mu się uporać z problemem. Oczekując na jakąś odpowiedź zmówił w myślach szybką modlitwę do Zartata.

Panie mój, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego.


//Już zmienione


Funeris Venatio:
Wiatr dął nieco lżej, ujmując nieco z ponurości dnia. Dochodziło południe, słońce było w zenicie, przenikając co chwila przez chmury. Nie dawało tyle ciepła co jeszcze niespełna miesiąc temu, lecz nawiedzało potencjalnego rekruta Bractwa miłymi chwilami. Podchodząc tutaj od strony drogi, widział wyraźnie całość otoczenia. Przytulone obejście do ściany lasu, z opadającym nad dach szopki kasztanowcem, wypuszczającym kolczaste kule. Dom niewielki, raczej prosty, użyteczny, zbity z jasnego drewna. Z prawej szopka, zapewne służąca do oprawiania ewentualnej złowionej zwierzyny, może też mieszcząca jakieś narzędzia, przybory, przyrządy. Z lewej strony domu widać było wejście pod ziemię, poprzez  drewnianą klapę, do jakiejś ziemianki, piwnicy.
Przed drzwiami wyraźnie było widać kółko od łańcucha przymocowane do jednej ze ścian, zapewne dla psa, który mógł pilnować obejścia. ÂŚwiadczył o tym wydeptany do gołej ziemi placyk rozchodzący się okręgiem od owego miejsca. Typowe dla typowego Burka, latającego w te i nazad. Jednak żadnego psa Viktor nie widział.
Ze środka domu nie dochodziły żadne odgłosy. Nikt nie otworzył, nikt nie kazał się opowiedzieć.

Viktor:
Krótka modlitwa dobiegła końca już chwilę temu, tymczasem zza drzwi w dalszym ciągu nie nadeszła żadna odpowiedź. Widocznie mieszkaniec domostwa przebywał poza nim. Co teraz? Przyszły zakonnik został sam ze swoimi rozmyślaniami. Powinien tu stać i czekać aż tamten wróci? Ten pomysł niezbyt się Viktorowi spodobał, dlatego szybko go odrzucił. Po pierwsze, ktoś kto zgłasza problemy i prosi o pomoc Bractwo raczej powinien chcieć zaczekać na odzew rycerzy. Dlaczego w takim wypadku poszedł gdzieś samemu? Po drugie, Viktor odnotował brak psa. Co mogło się z nim stać? Gdyby leśniczy zabrał go na polowanie, łańcuch pewnie zostałby obok kółka. Oczywiście były to tylko rozważania człowieka, który po raz pierwszy miał do czynienia z podobną sytuacją. Będąc świadomym własnej mylności, Viktor postanowił dokładniej rozejrzeć się po okolicy zanim ruszy na poszukiwania leśniczego. Potrzebował jakiegoś punktu zaczepienia. Na początek zbliżył się do pierwszego z brzegu okna, przetarł szybę rękawem i nie siląc się na dyskrecję przyłożył do niej twarz. Jeśli taka będzie wola Zartata, być może bóg światła pomoże mu i pozwoli dostrzec jakąś wskazówkę. Jeśli nie... cóż, Viktor miał nadzieję że nie będzie musiał włamywać się do domu. Przestępstwo, nawet jeśli dokonane dla większego dobra, wzbudzało w nim wstręt.
-Halo?! Czy jest tu ktoś?!
Krzyknął z całych sił, by upewnić się że jest sam.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej