Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Próba Siły #22
Viktor:
Viktor postanowił zablokować znaleziony otwór. Najpierw zebrał kilka odpowiednich rozmiarów kamieni, a później zaczął kolejno wrzucać je do dziury. Na koniec przysypał jeszcze wszystko ziemią i opuścił ruiny. Teraz należało wrócić do Miłosza i przekazać mu dobre wieści. Chcąc pokazać leśnikowi jakiś dowód potwierdzający prawdziwość jego opowieści, Viktor zbliżył się do ostygłego już truchła trablina i mieczem odrąbał mu głowę. Potwór nie był może wielki, ale człowiekowi i tak nie chciało się dźwigać całego trupa. Po odcięciu paskudnego pokrytego łuską łba Viktor podniósł go za uszy i ruszył w drogę powrotną. Zrobiło się trochę chłodno, więc mężczyzna maszerował szybko by móc chociaż trochę rozgrzać swoje ciało. Idąc tym tempem powinien prędko dotrzeć do celu. Szkoda, że w gruzach goblinopodobny stwór nie zostawił dla niego żadnych monet. Kandydat na rycerza mógłby je wówczas przeznaczyć na potrzebujących, albo oddać kapłanom ze świątyni Zartata.
Funeris Venatio:
Mżawka nadal toczyła się z nieba, chociaż na szczęście dla człowieka nie przybierała na sile. Ubranie Viktora nabierało z kolejnymi minutami nieco wilgoci, jego włosy zaczęły się lepić od jego potu i opadu z nieba. Droga jednak nie była w niczym innym nieprzyjemna, trakt był przejezdny i tylko nieco zroszony, gdyż na powrót na niego wszedł, wychodząc z lasu. Szybciej niż myślał znalazł się również niedaleko chatki leśnika, gdy jakiś starszy jegomość natrafił na niego na gościńcu, jadąc swoim wozem wypełnionym rzepą do miasta. Po wysłuchaniu opowieści poprosił tylko, by mu nie zabrudził warzyw.
Z wolna zbliżała się godzina piętnasta, Viktorowi nieco burczało w brzuchu. Był już jednak tuż obok miejsca docelowego.
Viktor:
-Miłosz! Miłosz!
Widząc kawałek przed sobą znajomy dom, Viktor zaczął nawoływać. Nie był pewien czy leśniczy był w środku, czy też krzątał się gdzieś po obejściu, może za budynkiem. W związku z tym lepiej chyba było po prostu krzyknąć niż znowu pukać do drzwi. Gdy dzielny pogromca trablina znalazł się już bezpośrednio przed chatą zawołał raz jeszcze. Czekając na jakiś odzew postanowił lepiej przyjrzeć się swojemu trofeum. ÂŁeb tego stworzenia był naprawdę okropny, aż dziw że bogowie pozwalają chodzić takim koszmarom po świecie. Z drugiej strony, to przynajmniej było małe, czego nie można było powiedzieć o jaszczuroludziach i orkach. Na tej wyspie przedstawiciele tych dwóch ras żyli spokojnie pomiędzy ludźmi, co dla Viktora było odrobinę niepokojące. Oczywiście starał się to akceptować, powtarzając sobie że dla miejscowych to normalne, a i Zartat pewnie nie pochwala takich uprzedzeń, ale czasami przychodziło mu to naprawdę ciężko. Cóż, może kiedyś przyzwyczai się do widoku zgrai zielonoskórych siedzących w karczmie stolik od niego. Nie chcąc dłużej o tym myśleć, skupił się ponownie na głowie trablina. Ciekawe czy Miłosz będzie chciał powiesić ją sobie na ścianie, czy po prostu wyrzuci na śmieci?
Funeris Venatio:
Miłosz był akurat w domu. Wyszedł na spotkanie Viktora, poznając jego głos. Przyjrzał się głowie trablina, którą ten miał w ręku. Skrzywił się, gdyż nie była to piękna pamiątka.
- Czyżbyś coś znalazł? - zapytał, w dość oczywisty sposób wiedząc jaka może być odpowiedź. - Mogłeś wyrzucić, po co mi ona? - wskazał jeszcze palcem "trofeum", lekko się nawet uśmiechając.
Viktor:
-Pomyślałem, że będziesz chciał zobaczyć co stało za twoimi problemami. Wygląda na to, że to ten stwór. Znalazłem go w tych ruinach, o których wspomniałeś. Ubiłem i zasypałem wejście do jego nory, teraz powinieneś mieć spokój. Zdziwiłem się tylko, że był sam. W opowieściach zawsze jest większa grupa, ale w końcu z reguły to tylko bajki.
Tymi słowy Viktor opisał swoją krótką wyprawę do zawalonego domostwa. Wyglądało na to, że jego praca tutaj była skończona. Mężczyzna już nie mógł się doczekać powrotu do miasta. Opowie wszystko paladynowi z Bractwa, a wtedy on pozwoli mu zostać rekrutem. Od tego zaś już niedaleko do pasowania na rycerza! Taką przynajmniej Viktor miał nadzieję. No, może za nim skieruje swoje kroki do rekrutera zahaczy jeszcze o jakąś gospodę. Przydałoby mu się coś do jedzenia, a może i łyk piwa.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej