Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Próba Siły #22
Funeris Venatio:
- Skłamałbym, gdybym powiedział, że o tym nie myślałem. O goblinach i innych tego typu upierdliwych bestyjach. Nie znalazłem jednak nic, a do tego mam swoje obowiązki, którymi muszę się zająć. Od zeszłego hemis mieszkam sam, więc muszę wszystkim zajmować się samodzielnie.
Gdy znaleźli się przed domem leśnika, Miłosz zaczął się zastanawiać nad miejscami, które podał Viktor. O żadnych większych grotach nie wiedział, a okolicę znał przecież całkiem nieźle, co chwila przemierzając najbliższe tereny lasu pilnując wycinek, odławiając niektóre zwierzęta, pilnując i strzegąc. Rzeka płynęła, pewnie, ale była to ogromna wstęga wody i przedzierała się przez stolicę. Nic mniejszego nie ostało się w tej okolicy, od zachodu. Miłosz próbował skojarzyć jakieś większe jary i kotlinki, które mogłyby skrywać jakieś wejścia, ale niczego konkretnego w swojej głowie nie znalazł. W jego pamięci pojawiła się jednak jedna czy dwie opuszczone chaty, które znajdowały się nieco dalej na północ. Relatywnie niedaleko, chyba mniej niż dwa kwadranse drogi pieszo. Nie mógł sobie przypomnieć dokładnie, ale świetnie wiedział jak to miejsce odnaleźć.
- Tam jest taki zrujnowany domek z kamienną podmurówką. Zarośnięty jak diabli, ze środkowej izby wyrastają drzewa, całe zakrzaczone. Ale skoro murowany, to może i podpiwniczony, co stwarza jakieś szanse Twojej teorii. Nie zaglądałem nigdy do środka, gdyż jakoś nie bawiło mnie przebieranie między omszałymi kamieniami. Myślisz, że warto spróbować?
Miłosz również wytłumaczył jak to miejsce odnaleźć, kierując się na północ, idąc wzdłuż traktu. Wychodził on z miasta na zachód, ale na moment kierował się ku północy, by potem przeciąż równo teren, wracając w kierunku zachodzącego słońca. Teren powinien troszkę się tam podnosić, tworząc wydłużony, rozlany pagórek. Dom był na jego szczycie. Nie dało się go pominąć.
Viktor:
-Na chwilę obecną nie mam lepszego pomysłu jak sprawdzić te ruiny. Wyruszę natychmiast, za jakieś półtora, może dwie godziny powinienem być z powrotem. Jeśli nic nie znajdę – pewnie pojawię się szybciej. Tylko że wtedy wrócimy do punktu wyjścia i będzie trzeba główkować od nowa. Może pomodlimy się szybko o przychylność Zartata? Boskie światło przebija się przez wszystkie ciemności, rozwiewa wszelkie wątpliwości i odsłania nawet najmroczniejsze tajemnice. Jesteś wierzący?
Z doświadczenia Viktor wiedział, że moc modlitwy jest naprawdę wielka. Na co dzień ludzie nie doceniali jednak siły wiary, często wyśmiewając tych bogobojnych i samemu zwracając się do bogów tylko w akcie desperacji. Przyszły zakonnik miał szczerą nadzieję, że poczciwy Miłosz zalicza się do grona ludzi wierzących. Inaczej bóg może nie zechcieć spojrzeć na ich sprawę łaskawie. Niespodziewanie w głowie Viktora zakołatała się jeszcze jedna myśl, w związku z czym postanowił zapytać rozmówcę o coś innego.
-Ta osoba, z którą mieszkałeś... Kto to był?
Funeris Venatio:
- Moja żona. Zmarła na ospę. Zaopiekujcie się bogowie jej duszą.
Miłosz nie miał problemów z wiarą i wierzącymi. Sam nie był duszą pierwszej wody, lecz wiedział, że bogowie istnieją i mają moc sprawczą. Bractwo ÂŚwitu, które prosił o pomoc, miało w swoich szeregach kilka aniołów, które w miarę regularnie pojawiały się w królestwie na przestrzeni ostatnich lat. Troje z nich, jak mówili ludzie, to po prostu... ludzie, którzy okazali się w imieniu Zartata godni tego, by stać się czymś więcej.
Leśnik wyraził więc swoje poparcie dla modlitwy zaproponowanej przez Viktora, zwracając mu jednak uwagę, że osobiście nigdy nie czuł potrzeby wypowiadania słów i klepania regułek, raczej rozmowy z bogami. On mówił, oni słuchali i odpowiadali działaniami na świat.
Viktor:
-Współczuję ci straty, Zartat często wystawia nas na próbę.
Oczywiście najważniejsze są szczere intencje i wiara, ale ostatecznie obaj mężczyźni przyklęknęli i wyszeptali słowa jednej z bardziej popularnych modlitw. Viktor był zdania, że wersy spisane przed laty przez jakiegoś mądrego kapłana są dobrym sposobem na komunikację z bogiem, a w grupie najlepiej modlić się na głos. Po zakończeniu recytacji Viktor pożegnał się tymczasowo z Miłoszem zapewniając go przy tym, że niedługo wróci. Szybko znalazł się z powrotem na trakcie i ruszył na północ, by po jakimś czasie zejść z niego i skierować swoje kroki na zachód. Mając w pamięci otrzymane od leśnika wytyczne, młody mężczyzna zaczął rozglądać się za wspomnianym przez tamtego zrujnowanym domem. Z tego co wiedział, wszelkie goblinopodobne paskudztwa lubiły gnieździć się w tego rodzaju miejscach. Tak samo zresztą jak złośliwe gatunki skrzatów. Fakt, Viktor nie był może znawcą tych istot, ale miał już z nimi kiedyś do czynienia i słyszał kilka bajek na ich temat. O ile z reguły nie brał ich poważnie, o tyle wszystkie dotyczące gnomów zgadzały się do co do tego gdzie te potwory lubią żyć. Piwnice, podziemne tunele, jaskinie, strychy... Ruiny też powinny im się spodobać.
Funeris Venatio:
Viktor szybko zwrócił uwagę na to, że teren faktycznie się podnosi, tworząc wydłużony pagórek. Wedle instrukcji Miłosza, miał szukać ruin starego domu na jego szczycie, mniej więcej w centrum wzniesienia. Nie zwlekając, człowiek udał się po górę, pokonując krzewy i drzewa. Jego stopy chrzęściły na suchych liściach, grzęznąć również nie raz w błocie, które ostało się plamami.
Już z daleka dostrzegł to, czego szukał. Drzewa tutaj były wyższe, ich korony co prawda dopuszczały mniej światła, ale to również oznaczało, że wszelkie rośliny pod nimi tego światła miały mniej i gorzej rosły. Fotosynteza nie zachodziła dostatecznie, więc nie było się jak odżywiać. Dlatego też człowiek widział na wiele metrów przed siebie, móc w miarę spokojnie ocenić kierunek wznoszenia się terenu. A na szczycie stał ów zrujnowany dom. Jak wspomniał Miłosz, była to kamienna podmurówka na planie kwadrata o boku około dwudziestu metrów. Z samego środka wyrastało okazałe drzewo liściaste, pozbawione jednak niemalże zupełnie swojej dumy. Spora ilość różnej maści krzaków i mchów porastała kamienie wokół. Kilka przełamanych żerdzi jeszcze trzymało się opartych o różne powierzchnie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej