Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Próba Siły #22
Viktor:
-Współczuję straty psa, też kiedyś miałem jednego. Dobre i mądre zwierzęta. Co się przytrafiło temu biedakowi?
Zaczął Viktor ruszając za mężczyzną. Ciekaw był co mogło sprawić, że doświadczony łowca i leśniczy zdecydował się poprosić o pomoc ludzi od miecza. Być może dręczą go jacyś bandyci? Wyglądało na to, że problem przestępczości dotknął nie tylko samej stolicy, ale i okolic. Z drugiej jednak strony, czego rabusie mogliby chcieć od leśnika? Cóż, zaraz wszystko się wyjaśni.
Funeris Venatio:
Po niedługiej chwili dotarli do miejsca, gdzie leśnik zakopywał swego psa. Niewielki, raczej płytki dół, w którym złożono biedaka, był świeżo rozkopany. Na szczęście Viktora człowiek na zaczął jeszcze porządnie zagrzebywać zwierzęcia, więc widział w miarę wyraźnie jego stan. Porozrywane kończyny, podrapane ciało, całe zlepione zaschłą krwią. Rany nie były przesadnie głębokie i nie zostały zadane z nieludzką siłą. Mimo wszystko sprawca, ktokolwiek lub cokolwiek nim było, przyłożyło się.
- Znalazłem go tak rano. Ujadał przez całą noc, jakby coś wywęszył w pobliżu. Zrobiłem obchód z pochodnią kilka razy w środku nocy, raz również bez niej, ale niczego nie dojrzałem. Wreszcie przestał ujadać, od czasu do czasu tylko szczeknął. Poszedłem spać i potem zobaczyłem to - wskazał łopatą na truchło. Nie tracąc więcej czasu zaczął przysypywać ciało. Wyjaśnił również, że jego kłopoty zaczęły się kilka dni temu. Najpierw niepozornie, połamany płot. Myślał, że jakieś dzikie zwierzę się może zaplątało i wpadło na ogrodzenie, przewalając je. Tego samego dnia, wieczorem, kamień wybił mu szybę. Wyszedł sprawdzić, czy nie kręcą się jakieś małolaty pijane w sztok, lecz niczego nie widział. Potrafił tropić, może nie najlepiej w królestwie, ale jednak, więc posprawdzał ślady. Jego oko nie dostrzegło niczego. ÂŻałował wtedy, jak sam przyznał, że nie został łowczym, tylko zajmował się wycinkami, drobnymi polowaniami na króliki i temu podobne.
- Potem jeszcze ktoś mi poprzewracał parę gratów w domu, chociaż był zamknięty. Straciłem jedno okno, ale nie wiem, czy ktoś się nim przeciskał. Zapewne. Następnie jakieś inne drobne mniej lub bardziej incydenty. W miarę regularne. I dzisiaj z rana mój Pringel.
Viktor:
Viktor zamyślił się drapiąc po podbródku. Z niezadowoleniem odkrył przy tym, że jego zarost robi się już trochę za długi. Kiedy golił się ostatnio? Dwa, trzy dni temu? Nigdy nie wiedział co niektórzy widzą w długiej brodzie. To dobre dla rozbójników i stałych bywalców podrzędnych spelun. Po krótkiej chwili mężczyzna przysiadł na pniu leżącym nieopodal.
-Myślę, że wiem co mogło zabić twojego towarzysza. Moja rodzina miała podobny problem gdy byłem dzieciakiem. Też zaczęło się spokojnie. Narzędzia ojca ginęły w niewyjaśnionych okolicznościach, w kuchni znajdowaliśmy rozbite naczynia, jedzenie ze spiżarni zaczęło znikać, a mleko kwaśnieć. Później zrobiło się gorzej. Jedna nasza koza zniknęła, drugą znaleźliśmy martwą. Ktoś zrobił z nią coś podobnego jak z biednym Pringlem. Ojciec podejrzewał zawistnych sąsiadów, doszło nawet do kilku awantur z owymi. Niestety, to nie pomogło. Dziwom nie było końca. Wreszcie, pewnej nocy, obudził nas wszystkich krzyk mojej siostry. Cała rodzina pobiegła do jej pokoju, ale ten był pusty. Kolejny krzyk dobiegł nas spoza domu. Pobiegliśmy i tam. Jak się okazało, grupa skrzatopobodnych stworzeń próbowała wywlec ją z domu i zaciągnąć do jakiejś jamy ukrytej w zaroślach nieopodal. Ojciec miał przy sobie siekierkę, więc pochlastał wszystkich kurduplów i uratował moją siostrę. Następnego dnia zwołał kilku chłopów i wrzucił do dziury w zaroślach truciznę, a później ją zakopał. Razem z chłopami przeczesał też całą okolicę i znalazł jeszcze kilka podobnych dziur, z którymi postąpili tak samo. Wtedy nasze problemy się skończyły.
Viktor wstał i odchrząknął. Zdawał sobie sprawę, że niektórzy nie wierzą w takie istoty.
-Wiem jak to brzmi, ale może ciebie też dręczą jakieś gobliny, albo coś na ich kształt. Moglibyśmy wrócić do twojego domu i sprawdzić czy nie ma tam jakiejś ukrytej dziury w podłodze, ścianie... Jakiegoś przejścia którym mogłyby się dostać do środka.
Funeris Venatio:
- Oczywiście przeszło mi to przez głowę, nie ma co ukrywać. Nie znalazłem jednak niczego, co by mnie naprowadziło na jakiś trop. Dlatego zapytałem wczoraj wieczorem zakonników z najbliższego posterunku, czy któryś z nich by nie miał chwili się temu przyjrzeć.
Człowiek skończył robotę, gdy Viktor opowiadał swoją historię. Przetarł czoło mokre od potu, splunął za siebie i wskazał oszczędnym gestem, by może już wracali. Nie ma co mitrężyć. Szybko dotarli z powrotem do domu, stojąc przed opłotkiem.
- Masz jakiś plan... - zawiesił głos, próbując użyć jakiegoś imienia. - Wybacz,
nie zapytałem Cię o imię. Swojego również nie podałem. Miłosz. - Wyciągnął rękę, podając ją Viktorowi.
Viktor:
Mężczyźni uścisnęli sobie dłonie.
-Viktor. To raczej ty wybacz. Ja jako pierwszy powinienem się przedstawić. Czy mam plan?
Tutaj Viktor przeczesał palcami swoją jasną grzywę. Nie miał żadnego, ale zdawało mu się że wiedział mniej więcej jak należy postąpić.
-Moglibyśmy zastawić jakąś przynętę, oraz pułapki. Niestety, mówiąc szczerze, nie mam pojęcia jak robi się takie rzeczy. Poza tym, nawet gdyby nam się udało, nie mielibyśmy pewności czy pochwyciliśmy całą grupę intruzów, czy tylko kilku z nich. Dlatego myślę, że lepiej będzie poszukać jakichś wskazówek mogących zaprowadzić nas do ich kryjówki. Pójdę tam wtedy i postaram się usunąć problem. Znasz pewnie dobrze całą okolicę. Są tu niedaleko jakieś groty, wyschnięte koryta rzek, opuszczone chaty? Coś co mogłoby służyć tym stworzeniom za schronienie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej