Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Próba Siły #22
Funeris Venatio:
Wnętrze domu było tak standardowe dla standardowej leśniczówki, jak to tylko standardowo możliwe. Prosa ława, palenisko, łóżko w rogu, wypchana głowa jelenia z okazałym, pięknym porożem. Jakieś porozrzucane graty, ale bynajmniej nie świadczące, że coś złego się w środku stało, lecz po prostu, że ktoś mógł w pośpiechu opuszczać to pomieszczenie. Albo był niechlujny.
Z obejścia nie doszedł żaden głos, ale przez moment Viktorowi wydawało się, że ktoś coś odkrzyknął zza domu, jakby kilkadziesiąt metrów dalej w las.
Viktor:
Viktor wyprostował się nadstawiając uszu. Coś usłyszał, ale to mógł być tylko jakiś silniejszy podmuch wiatru. Wnętrze leśniczówki nie wzbudziło jednak jego niepokoju, dlatego nie pozostało mu nic innego jak tylko sprawdzić źródło dźwięku. Mężczyzna szybko obszedł domostwo i z dłonią na rękojeści miecza zagłębił się w las, pomiędzy drzewa. Wiele liści zdążyło już uschnąć i opaść na ziemię, dlatego nie przyzwyczajony do kluczenia wśród zarośli wojownik przy każdym kroku robił niemały hałas miażdżąc butami całe tony suchego listowia, patyków i większych badyli które wiatr musiał strącić na ziemię. Wzrokiem Viktor próbował przebić się przez gęstwinę przed nim, ale póki co na niewiele mu się to zdało. Musiał więc dalej przeć naprzód odgarniając z twarzy atakujące go zewsząd gałęzie.
-Halo!
Ponowił krzyk.
Funeris Venatio:
Viktor szedł przez las. Sporo opadniętych liści sprawiało również, że na wysokości ludzkiego wzroku nie było wiele listowia czy zarośniętych gęsto krzewów, co ułatwiało nieco widoczność. Chude, wysuszone badyle i niewielkie, bezlistne gałązki nie przeszkadzały w sondowaniu otoczenia. Viktor w miarę od razu odnalazł wzrokiem innego człowieka, który szedł teraz w jego kierunku. Raczej żylasty, wysoki, ubrany w kurtkę koloru ziemi, jukowe spodnie i solidne buty. Na głowie miał zielonawy berecik z piórkiem, typową dekoracją istot pokroju leśniczych, myśliwych i łowczych. W ręku trzymał łopatę na ułamanym trzonku. Ubranie miał nieco przybrudzone krwią, widać to było wyraźniej gdy znalazł się już zdecydowanie bliżej Viktora.
- Tak? - zapytał, spoglądając za Viktora, w stronę domostwa. - Był pan w mojej leśniczówce?
Viktor:
-Byłem, przysłało mnie Bractwo ÂŚwitu. Ponoć zgłaszał pan jakieś problemy. Jestem tu by sprawdzić w czym rzecz i, jeśli będzie to w mojej mocy, pomóc.
Odpowiedział Viktor taksując rozmówcę wzrokiem. Zielony beret wskazywał na to, że kandydat na zakonnika miał do czynienia z właściwym człowiekiem. Był nieco wyższy od Viktora, ale zdecydowanie mniej barczysty i gorzej zbudowany. Mimo tego wyglądał na człowieka sprawnego fizycznie. Gdy tak oceniał postać leśniczego jego spojrzenie zatrzymało się na kurtce. Zakrwawionej.
-Czy to świeża krew?
Funeris Venatio:
- Rychło w czas - rzekł człowiek, taksując jeszcze raz przybysza wzrokiem. Uznał, że faktycznie jest tym, za kogo się podaje; nie widział powodów, by ten miał być jakimś pierwszym lepszym bandytą czy naciągaczem. W końcu sam zgłaszał pewien problem i miał nadzieję, że może zakonnicy mu w nim pomogą.
- ÂŚwieża, ale spokojnie, nikogo nie zabiłem. Zakopywałem psa. - Wskazał gestem za siebie. ÂŁopata faktycznie miała na sobie znamiona świeżego kopania, tak samo buty i nogawki leśniczego. Oddychał nieco ciężkawo, także najpewniej chwilę temu przekopywał się przez nieco już zmarzniętą ziemię. W nocy nie było co prawda przymrozku, teraz świeciło jeszcze lekko słońce, ale pośród drzew temperatura nie była przesadnie wysoka.
- Chodź, zobaczysz - powiedział, odwracając się i twierdząc, że i tak jeszcze nie skończył, psa świetnie w dole widać, bo dopiero zaczął. Poprosił również o zadawanie pytań, gdy on będzie kopał.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej