Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Skrzydła i szpon

<< < (75/76) > >>

Funeris Venatio:
- Udało. A gdzie Krecik?

Dragosani:
J'kar spojrzał najpierw na Evening, potem na Draga i w końcu na Funerisa.
- Młody Krecik nie żyje - odparł w końcu kot. - Został zgładzony przez jedno z widm. - Na chwilę zapadła cisza. Potem odezwał się wampir.
- Gdzie jest ciało? - zapytał.
- Zostało zabrane przez widmo, nie zdołałem go przechwycić ani znaleźć później. Obawiam się, że widmo je spopieliło.
- Rozumiem... - mruknął Drago. - Dziękuję za tę informację, J'karze.

Funeris Venatio:
Anioł cofnął się o pół kroku, raczej nie chcąc uciekać, bardziej próbując przetrawić to, co usłyszał. Nie znał chłopaka ani trochę, poznał go przecież przez niespełna dobą. Mimo wszystko wydawał się szczery w swojej niewinnej postawie, trochę może i niezdarny i głupkowaty, ale jednak żyjący tym, czym jest Bractwo. Funeris wysłał swoje szczere pozdrowienia w zaświaty, niech Krecik wie, że pamięć o nim nie zniknie szybko.
- Oddamy mu pełne honory w Chevalier. Dobry to był chłopak - dodał na głos. Wydawało mu się, że nikt nie chce specjalnie ciągnąć tego tematu, więc przeszedł na inny.
- Wydaje mi się, że problem na pewien czas zniknął. Czas nam będzie niedługo ruszać w drogę powrotną...

Evening Antarii:
Gdy Funeris spytał o Krecika, Evening zrobiło się przykro. To przez nią młody chłopak, tak ochoczo działający w Bractwie, odszedł do Zartata.
-Nie zdołałam ochronić go przed widmami- rzekła ponurym głosem. -Nie miałam żelaznego miecza, zaklęcia jedynie ogłuszały widma, jedno z nich w końcu zaatakowało nas ogniem. Chroniłam się tarczą, Krecika też próbowałam zasłonić, ale nie udało się. Nie zdążyłam- anielica wbiła wzrok w ziemię. Długo sobie tego nie wybaczy. Chciała już stąd iść, by nie musieć myśleć o tej niepotrzebnej śmierci.

Dragosani:
Tak więc bez dalszego zwlekania drużyna pożegnała się z J'karem, po czym wsiedli na konie i ruszyła do Chevalier. Podróż ta minęła w ciszy. Aniołowie zapewne pogrążeni byli w modlitwach za duszę młodego Krecika. Albo i nie. Dragosani zaś po prostu nie uznawał za konieczne, aby się odzywać. Wiedział co się mogło stać z duszą niedoszłego rycerza, lecz nie chciał jeszcze bardziej psuć nastrojów skrzydlatych. Dotarli w końcu do zamku. Musieli zostać dostrzeżeni z murów już jakiś czas temu, gdyż powitał ich Robin Hobb.
- Witajcie - rzekł. - Wulkan od jakiegoś czasu jakby mniej dymi, więc wnioskuję, że się udało. Ale... - spojrzał na drużynie. - Gdzie jest młody Grzyb... znaczy Krecik? - zapytał zaniepokojony.
- Zginął broniąc swojego króla - odpowiedział Dragosani zanim aniołowie zdążyli wypowiedzieć słowo. - Zasłonił mnie własnym ciałem przed podstępnym atakiem popielnego widma. To bohater. Zasługuje na pochówek z najwyższymi honorami. - Twarz wampira nie wyrażała emocji, lecz dwójka jego przyjaciół i tak mogła z niej wyczytać prośbę, aby nie zniweczyli tego małego kłamstwa. Robin w pierwszej chwili zaniemówił. Krecik był... cóż, Krecikiem. Pełnym entuzjazmu młodym rekrutem, który dopiero miał nauczyć się czym jest służba Zartatowi. A jednak to on właśnie wykazał się bohaterstwem i poświęceniem, oddając własne życie. Tak przynajmniej myślał Robin.
- Oczywiście, panie - odparł. - Natychmiast rozkażę rozpocząć przygotowania do symbolicznego pochówku... Widzę, że nie ma ciała. Ale to nie pierwszy raz, kiedy chowamy bohatera bez jego ciała. - Skłonił się jeszcze i oddalił, aby wydać polecenia. Dragosani wprowadził drużynę na teren zamku.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej