Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Bliżej boga - ÂŚwięta pomsta #6 [Marduk Draven i Kiellon Silvertank aep Kharim]

<< < (10/13) > >>

Nawaar:
Krasnolud dostał swoją odpowiedź tak bardzo podobną do wykładu na Uniwersytecie Valfeńskim. Właściwie nie wiele z tego zrozumiał, ale coś tam zapamięta. Dobra ruszyli na dobre za Funersiem, który zaprowadził ich jak się okazało do Panteonu Bogów, ale nie to było dziwne, lecz pełne tłumy właściwie na Valfden takiego nigdy w kaplicach ani nawet w Katedrze nie widział poza jedną ceremonią pochówku poprzedniego króla. Tutaj jednak było zgoła odmiennie, ale ciekawsze dopiero przed nim, gdy nagle patrząc na swą dłoń stał się czarnym chłopcem z jedną monetą w kieszeni. Mimo to podszedł bliżej do tłumu sprytnie, chowając ten mały a pewnie znaczący skarb, bo najpierw chciał zaznajomić z sytuacją.

Funeris Venatio:
Kiellon był wewnątrz tłumu. On był wśród tłumu. Wielki plac przed świątynią. On, małe dziecko.

Marduk Draven:
Spacerując z Funerisem, Marduk słuchał uważnie jego słów. Mimo poświęcanej im uwagi, były za prawdę trudne do zrozumienia. Anioł machnął w końcu dłonią, a cała trójka poszła w prawo, przez zarośla i na polanę. W oddali było miasto.
Gdy się w nim znalazł, poczuł się otoczony. Wszędobylski gwar i hałas nie opuszczały go, a wręcz przeciwnie, szły razem z nim, dręczyły i naciskały. Chcąc czy nie chcąc, ocierał się o innych, których była cała masa na placu. Zobaczył potężną i wielką budowlę i od razu poznał w niej panteon bogów. Wszystkich. Rozejrzał się, zerknął na swoją dłoń. Nie był rycerzem w zbroi, z szatą, mieczem i resztą rynsztunku. Był nikim. Chłopcem, ubogim dzieckiem. Wszystko, co miał było w jego prawej dłoni. Była to jedna, samotna miedziana moneta. Oprócz tego jedynie łachmany, jakimi były jego ubrania, adekwatne do klasy i statusu społecznego. Bardzo bliskiego dnu. Marduk, widocznie zdziwiony i zdezorientowany skierował się do świątyni.

Nawaar:
Krasnolud w małym ciele przeciskał się dalej ku świątyni, a raczej jej wnętrza.

Funeris Venatio:
Naprzeciwko wejścia znajdował się wielki, potężny dąb. Rozpościerał się szeroko i dawał cień wszystkim, którzy się pod nim zebrali. Dzień był upalny, więc kłębiło się tam sporo osób. Poza tą sceną były jednak dalsze części budowli. Na prawo i lewo domeny Rashera i Ventepi. Dalej reszta bóstw, również i Zartat. Jego wielki posąg, zakapturzona postać obleczona światłem, wabił swym majestatem. Niektórzy się przy nim modlili.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej