Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bliżej boga - ÂŚwięta pomsta #6 [Marduk Draven i Kiellon Silvertank aep Kharim]
Marduk Draven:
Nazwa wyprawy: Bliżej boga - ÂŚwięta pomsta #6 [Marduk Draven i Kiellon Silvertank aep Kharim]
Prowadzący wyprawę: Funeris Venatio
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: gotowość awansu na świętego mściciela w Bractwie ÂŚwitu
Uczestnicy wyprawy: Marduk Draven i Kiellon Silvertank aep Kharim
- Wybacz, Funerisie.- odrzekł aniołowi z pokorą. Delikatnie się uśmiechnął. Potem zaś stuknął pięścią o pierś, jakby w geście przeprosin i pokory.- Masz rację, choć takie latanie, może dawać trochę zły przykład innym członkom Bractwa.- wyjaśnił. Spauzował na chwilę. Przecież nie przybył do kapitularza tylko, aby upomnieć swawolnie latającego po kapitularzu anioła. Pamięć na szczęście go nie zawodziła. Wpierw pukanie do jego drzwi przy braku słyszalnych kroków. A potem ścieżka z piór, która prowadziła aż tutaj, do kapitularza. A kto mógł rozprowadzić te pióra, jak nie anioł? Zwłaszcza taki, z którym teraz właśnie rozmawiał.
Cała ta sytuacja napełniała go mieszanką zdziwienia oraz jakiejś nie swojskości. Tak jakby było to częścią czegoś innego, większego i ważniejszego. Czegoś, co nadciąga, o czym wkrótce się dowiedzą. Jego przeczucia odnośnie tego nie były najlepsze. Może to przesadny pesymizm? Na pewno nie defetyzm. Zawsze starał się być realistą. Widocznie nie zawsze wychodziło.
Draven spostrzegł również, że także i Kiellon pojawił się w sali. Czyżby obu tu wezwano w ten dziwny, a przy tym interesujący i zatrważający sposób? Zartat jeden i możliwe, że Funeris wiedzieli. Dlatego też kanclerz Bractwa ÂŚwitu postanowił przerwać ciszę.
- To ty nas tu sprowadziłeś w ten osobliwy sposób?- zapytał anioła.- Pukanie bez odgłosu kroków? ÂŚcieżka stworzona z piór, prowadzących aż tutaj...- wyjaśnił. Choć wątpił, by musiał.
Zabawne. Był kanclerzem Bractwa ÂŚwitu, marszałkiem Koronnym, wyzwolicielem K'efir i możliwe, że najlepszym wojownikiem, jakiego widziała arena na Atusel, a mimo wszystko w obecności Funerisa Venatio czuł się jak proch. Pył, który strzepuje się z ramion. Mała, samotna mrówka postawiona przy wielkim chrabąszczu. Nigdy nie miał tak przy Evening. A ona też była przecież aniołem. Może ją po prostu lepiej poznał? Nawet Dragosani, król we własnej osobie nie wzbudzał w nim takiego uczucia...
Paladyn czekał cierpliwie na odpowiedź anioła.
Nawaar:
Na początku Kiellon sądził, że pióra należą do innego anioła niż Funerisa, co go nie tylko zaskoczyło, co trochę wkurzyło. Na razie postanowił je zostawić na stole w Kapitularzu. Teraz kiedy wszystko było jasne, nie pozostało nic innego jak zagadać. - Witaj. Dość nietypowe wiadomości zostawiasz aniele. Uśmiechnął się bądź co bądź wobec majestatu samego Zartata, który różnił się diametralnie od tego jaki reprezentowała Evening. Strach pomyśleć jaki będzie krasnolud w takiej postaci, o ile dane mu będzie spotkać Boga na własne oczy, bo teraz zaledwie ma drobną namiastkę tego co dzieje się w królestwie Zartata. - Zatem czemu nas wezwałeś?
Funeris Venatio:
- Nie, to nie ja was tutaj sprowadziłem. Powiem nawet więcej - zrobił pauzę, tak typową dla tego typu wypowiedzi - ja również zostałem tutaj sprowadzony.
Nie dane im było się tego dowiedzieć, ale Funeris nie bawił się w polimorfię, to nie on był tą jaskółką, którą przed momentem widzieli. On po prostu pojawił się w miejscu, w którym go zobaczono tuż po tym, jak jaskółka minęła to miejsce w przestrzeni. Widząc dwóch paladynów Bractwa przemieścił się kilkadziesiąt metrów przed siebie, co by skrócić minimalnie oczekiwanie. Minięcie ptaka w locie, który zaplątał się jednak nie bez przyczyny, było małym zbiegiem okoliczności. Dosyć efektownym, jak się zdało.
- Jest na tym świecie siła, której nie potrafilibyście objąć swoimi umysłami. A nie jest to jedyny świat. - Funeris postąpił kilka kroków przed siebie, brzęcząc delikatnie blachami. Ten dźwięk, tak charakterystyczny i rozpoznawalny w dzisiejszych czasach - znamionujący rycerza, żołdaka, szlachcica, wojsko, śmierć, koniec, początek, pożar, głód i zawieruchę. Wszystko i jednocześnie nic. Dźwięk.
- Kim jesteście? Kim jesteś, Kiellonie? Kim Ty jesteś, Marduku?
Nawaar:
- Czyli to nie twoja pióra. W porządku zatem skoro również jesteś uczestnikiem tego wydarzenia dość chyba nietypowego z mojego punktu widzenia. Kolejna niespodzianka, która mogła go zaskoczyć, czyli można powiedzieć, że ktoś jeszcze na nich czeka. Brodacz nawet nie drgnął, gdy anioł przemknął obok niego używając przemieszczenia, ba nawet nie odwrócił się w jego stronę. - Kim jestem? Powtórzył pytanie na głos, bo było one głębsze niż się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. - Jestem sługą naszego Pana Zartata, wypełniam jego wolę jako paladyn. Odpowiedział spokojnie.
Marduk Draven:
Jak się okazało, Funeris nie tyle nie wezwał ich tu w ten oryginalny sposób. On sam tu został przyzwany. Ciekawe przez kogo? Paladyn wyprostował pierś, kiedy anioł użył daru przemieszczenia, aby znaleźć się przy rozmówcach. Słuchał, spoglądając w oczy skrzydlatego wojownika. Stawiał czoła dziwnemu uczucia maluczkości, jakie mu towarzyszyło przy nim. Robił to nad wyraz dzielnie. Zastanowił się nad pytaniem Funerisa. Czym? Kim był? Tak szczerze, pod imponującą zbroją, bez magii, bez mieczy, młotów i innych rodzai uzbrojenia. Wyobraził sobie siebie. Nago pośród pustki. Echo pytania anioła krążyło w owej pustce, napełniając ją barwami, kształtami, dźwiękami, zapachami, uczuciami, obowiązkami, prawami, zagrożeniami. I pośród tego wszystkiego, złączonego w jedno, to co nazywał światem, znał już odpowiedź. Wiedział, kim był.
- Jestem ledwie śmiertelnym człowiekiem. Małym płomieniem w mroku, który karmi się olbrzymim ciepłem i źródłem ognia. Te źródło nadaje mu sens i kształtuje go.- odpowiedział enigmatycznie i poetycko..- Jestem tym, czym być muszę, do czego zmusza mnie sytuacja. Tym, czym pragnę być, aby mieć sens istnienia.- kontynuował, pewnie ku znudzeniu Kiellona.- Jestem narzędziem w ręku Pana. Mieczem Zartata, sługą.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej