Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bliżej boga - ÂŚwięta pomsta #6 [Marduk Draven i Kiellon Silvertank aep Kharim]
Nawaar:
Krasnolud kierując się zasadą, że najpierw ochroń siebie, a później narażaj życie za innych, by móc nadal żyć! Zjebał po całości. Brodacz tak zapatrzony z odzyskania swego, zgłupiał zakładając pełną zbroję w takiej sytuacji. Głupota, głupotę goni, nie czystym idiotyzmem się wykazał, bo nie dość, że kolejna osoba zmarła to jeszcze on sam poniósł śmierć! Właściwie pierwszy cios wyłączył go całkowicie z życia, bo przebity kręgosłup sprawił, że niemal nic nie poczuł nawet zapachu i pozostałych okropności. Jednak śmierć nie przyniosła mu ukojenia jak zawsze myślał, że istnieje taka szansa, ale nagle coś dziwnego go zaczęło piec na prawej dłoni! Jakieś znamię się pojawiło, którego nigdy nie miał. Brodacz nawet się nie zorientował, że jest gdzie indziej jeno zastanawiał się nad pochodzeniem tego znaku, potem połączył kropki i wyszedł mu obrazek. Zartat. Innego wytłumaczenia nie widział, pęknięta tarcza była tego dowodem, że fatalnie postąpił i został naznaczony. Paladyn chciał w drugiej chwili zakryć znamię, ale wolał nie dlatego, że teraz ma absolutną pewność, że ktoś ich z góry obserwuje! Dopiero rozglądając się dookoła zdał sobie sprawę, że nagle jest w sielankowym miejscu można powiedzieć, że w raju! Cisza, spokój, ciepło i miło nawet niedaleko siedział Funeris, który zajadał sobie jabłko. - Masz ich kilka? Zapytał, wyciągając naznaczoną prawicę, pominął opowiadanie wizji ze względu na to, że były podobne. - Miałem niemal to samo.
Funeris Venatio:
- Ano mam - odpowiedział, podając im po jednym jabłku. Szczęście, że nie był szatanem, a to nie był rajski ogród, bo takie branie jabłek w sielankowych sceneriach różnie się w historii kończyło.
- To była próba. Próba inteligencji, próba walki i próba poświęcenia. Walczymy, przemy przed siebie. Zartat patrzy na nas wszystkich po równo. Każdy jest w jego oczach równy i każdy daje mu tyle, ile ma. Ale każdy musi się umieć po równo poświęcić. Marduk prawie oblał próbę inteligencji, jednak w miarę szybko się poprawił. Kiellon zaś totalnie oblał próbę inteligencji i poświęcenia, nie dopuszczając do próby walki. Wiesz o co tam chodziło, Kiellonie? - zwrócił się do krasnoluda. - Gdy znalazłeś swój oręż, trzeba było zrobić wszystko, by ratować innych. Tylko tyle potrzebowałeś, nic więcej. Marduk dał sobie właśnie w ten sposób radę. W większości wypadków to ręce by wystarczyły. Demon był, przyznaję, dość ekstremalny. Ale i życie jest całkiem ekstremalne. - Wstał, rozprostował kości, jakby czekał tutaj na nich godzinami, chociaż dla nich cała podróż przez różne domeny trwała może góra kilkanaście minut. Niewiele więcej.
- Przejdziemy się? - zaproponował.
Nawaar:
Wziął jabłko, by je przegryźć sobie. Uwagi anioła zachował dale siebie, bo to zawsze wina musi spaść na maluczkich jak to mówią choćby nie wiadomo, co zrobili. Krasnolud wiedział, że zepsuł próbę, ale oczywiście to ludzie są zawsze święci! Kiellon wzruszył ramionami, mówiąc. - To idziemy, bo po co mitrężyć choć tak właściwie to ile czasu minęło? Czysta ciekawość nim kierowała, zdając to pytanie.
Marduk Draven:
Marduk przyjął jabłko, w które ze smakiem się wgryzł. Było one osłodą ciężkiej próby. Możliwe, że największej próby jego życia. Przynajmniej na razie. Wysłuchał anioła. Z tego, co się dowiedział, to choć utykając udało mu się zdać próby. Rozumiał. Inteligencja, walka, poświęcenie. Poczuł się odrobinę dumny. Ale też ciekawiło go, co też tak Kiellon popsuł. Ale uznał, ze spyta innym razem. Teraz były rzeczy znacznie ważniejsze. Z resztą, krasnolud pewnie nie chciałby o tym rozmawiać.
- Chodźmy.- odrzekł. Wgryzł się w jabłko. Powstał razem z aniołem.- Więc co teraz, Funerisie?
Funeris Venatio:
- Czas jest pojęciem względnym, bardziej niż wam się wydaje. Zwalnia w pobliżu masywnych rzeczy, przy czym mam na myśli raczej gwiazdy, niż po prostu duży budynek - zaczął anioł. Trudno było go zrozumieć.
- Do tego im szybciej się poruszacie, tym czas inaczej płynie. Dla was mogło minąć kilka minut, dla Valfden kilka lat. Albo w drugą stronę, zależnie od punktu widzenia i tego, kto się względem kogo jak poruszał... Długa historia, w każdym razie - odparł na koniec, machnął ręką i skręcił w ścieżkę po ich prawej. Przedarli się przez niezbyt gęste zarośla i znaleźli się na polanie. Przed nimi rozpościerało się miasto.
-----
Miasto, którego gwar i zgiełk otumanił Kiellona. Znajdował się pośrodku wielkiego placu wypełnionego skłębionymi ciałami. Każdy przeciskał się gdzieś, krzyczał, kogoś wołał. Przed nim znajdowała się monumentalna budowla, panteon wszystkich bogów. Kompleks świątynny. Kiellon spojrzał na swoją naznaczoną dłoń i zdał sobie sprawę, że jest złachmanionym chłopcem o ciemnej skórze. W ręku trzyma jedną miedzianą monetę.
-----
Miasto, którego gwar i zgiełk otumanił Marduka. Znajdował się pośrodku wielkiego placu wypełnionego skłębionymi ciałami. Każdy przeciskał się gdzieś, krzyczał, kogoś wołał. Przed nim znajdowała się monumentalna budowla, panteon wszystkich bogów. Kompleks świątynny. Marduk spojrzał na swoją dłoń i zdał sobie sprawę, że jest złachmanionym chłopcem o ciemnej skórze. W ręku trzyma jedną miedzianą monetę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej