Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bliżej boga - ÂŚwięta pomsta #6 [Marduk Draven i Kiellon Silvertank aep Kharim]
Marduk Draven:
Marduk nie znał tajemniczego dialektu, jaki usłyszał. Także nie znał głosu, który nim przemówił - nieprzyjemnego i szorstkiego. W jego nos wdarł się intensywny i nieprzyjemny odór siarkowodoru. W dodatku spadł śnieg, który lepił się do niego. Szczątkowe ubrania zmokły, jego ciało przeszył chłód. Znowu, bo i tak był zmarznięty. I wtedy ujrzał demona, który niemal płonął gniewem. Draven nie widział pozytywnego zakończenia tej sytuacji.
Pięknie...
Maszkara miała ponad trzy metry, jej ostrze było ubrudzone jeszcze świeżą krwią. Zaraz... świeżą, co znaczyło, że musiał kogoś przed chwilą zabić! W dodatku kopnął coś na prawo. Może więc tam znalazłby coś do obrony? Na razie musiał odciągnąć stamtąd demona. Ten po prostu kroczył ku niemu powoli. Draven postanowił wycofać się o kilka kroków, po czym zebrać energię magiczną. Wiara i zaufanie Zartatowi oraz swojemu instynktowi dała mu moc, którą następnie skierował do prawej dłoni. Jednocześnie kumulował moc magiczną w całym ciele, w innym celu.
- Izeshar!- zainkantował. Blado-biały pocisk esencji zjawił się w jego dłoni. Paladyn cisnął go w kierunku demona, trafiając w twarz.
Nie zraniło go to, a jedynie rozwścieczyło. Demon zdążył przejść około 4 metrów, teraz jednak zaczął biec w stronę Marduka, z zamiarem staranowania go ramieniem. I wtedy paladyn skorzystał z energii magicznej, którą skumulował w całym ciele. W momencie, gdy demon biegł ku niemu, on użył daru przemieszczenia. Rozpłynął się, rozpadł na atomy, zniknął, by pojawić się w miejscu, w którym pomiot piekieł kopnął coś. Zaczął obszukiwać to miejsce, mając nadzieję, że znajdzie tu coś, co pomoże mu w walce. Jednocześnie sprawdzał też zachowanie demona.
1x demon
Funeris Venatio:
Demon zatrzymał się w ułamku sekundy, odwrócił. Marduke nie rozkazał kuli światła pozostać w tym miejscu, gdzie on przed momentem był, więc ta podążyła za nim posłusznie, gdy ten się przemieścił do innego miejsca. Rogata bestia była zwinna, szybka i silna. Przeniosła ciężar ciała na lewą nogę, by odbić się w przeciwnym kierunku, podążając za paladynem. Ten stał w miejscu, w którym zobaczył po raz pierwszy demona, spoglądając pod swoje nogi. Nawet dwie, trzy sekundy takiej czynności sprawiały, że demon skracał dystans. A robił to wręcz piekielnie szybko. Przebiegnięcie całego dystansu zajęło mu właśnie tyle czasu, co Mardukowi pierwsze oględziny miejsca swojego pobytu. Na granicy światła dostrzegł pewien odblask, możliwe, że metalu, lecz nim tylko nieco bardziej się nad tym zastanowił i zdążył podjąć jakąkolwiek decyzję, został brutalnie uderzy w lewe ramię. Demon huknął go niemiłosiernie swoją wielką łapą, obalając go na ziemię. Marduk przeleciał po tym uderzeniu kilka metrów w prawo, oddalając się od miejsca swojego zainteresowania. Uderzył głową o posadzkę, zamroczyło go na chwilę. Poczuł, że leży w wielkiej kałuży krwi, która rozchodziła się od leżącego niedaleko ciała. Ubranego tak samo jak on, lecz znacznie mniejszego - krasnoluda.
Demon ponownie ruszył, tym razem zdecydowanie szybciej niż na samym początku. Jego ostre pazury już szykowały się do zadania ciosu, w leżącego lub nie przeciwnika.
1x Demon, biegnie na Ciebie szybko, jest 8 metrów od Ciebie. Atakuje w opisany powyżej sposób. Działa na Ciebie kara Spadek temperatury poniżej zera stopni.
-----
Kiellon niewiele widział, nie dostrzegał nawet swoich palców u stóp, ledwo dostrzegając dłoń kilka centymetrów od swojej twarzy. ÂŚwiatła nie było niemalże w ogóle. Rozpoznał jednak, może bardziej po zapachu niż po widoku, że była to krew. ÂŚwieża, dopiero wyciekła krew. Nie było jej dużo, więc raczej nie stał w kałuży, bardziej nadepnął na jakąś smugę tejże.
Przed sobą, w tej samej odległości koło dwudziestu metrów, nadal słyszał ten sam dźwięk. Z prawej jednak, po krótkiej chwili, zaniosło się ciche szlochanie. Z razu delikatne, ledwie dostrzegalne dla uszu, później ponowione, minimalnie głośniej. To coś z przodu krasnoluda zamilkło.
Nawaar:
Kiellon nie mógł niczego tutaj dostrzec, lecz zapach go nie zawiódł, bo już wielokrotnie go czuł nosem! Była to krew dość świeża jeszcze oddawała ciepło. Jednak nadal miał dylemat czy iść do przodu za śmierdzącym odorem siarki, czy biec do płaczki, który nagle zdał się słyszalny z niedaleka, tylko sprawa taka, że nagle to coś z przodu zamilkło i chciało się pozbyć płaczu? Paladyn nie wiedział czy to może być podpucha ze strony jego zmysłów, a może była to sprawka magii? Mimo to wolnym krokiem zbliżał się nadal na przód jeno cicho i ostrożnie. Był goły, więc powinien niezauważalnie podejść choć trochę wybadać sytuację.
Marduk Draven:
Nie poszło po jego myśli. Zarobił i poleciał w plamę krwi krasnoluda. Nie przyglądał się twarzy. Demon znów atakował. Tym razem pazurami, szybko. Paladyn nie miał dużo czasu, dlatego też znów zebrał energię magiczną i rozbił swe ciało na atomy, by zmaterializować je w miejscu, w którym był ten fragment metalu. Jednocześnie, dzięki telekinezie rozkazał kuli światła, którą wyczarował przybyć na jego pozycję, dzięki czemu mogła ona oświetlić przestrzeń, w tym to, co wyglądało na metal. Był też uważniejszy, przygotowując się do odskoku w razie kolejnego ataku demona, który niechybnie by zaatakował. Wiedział nawet gdzie mniej więcej wykona unik - prawo, odbijając się całą siłą nóg, silnych, bo zahartowanych noszeniem zbroi.
1x demon
Funeris Venatio:
Marduk nie widział tego kawałka metalu, bo wcześniej, po pierwszym przemieszczeniu, miał to na granicy światła po swojej lewej, czyli w odległości około piętnastu metrów. Potem poleciał mocno w prawo, gdy został uderzony przez demona. Był około dziesięć metrów dalej, jako że po chwili demon był już osiem metrów od niego. Odległość od przedmiotu wynosiła więc jakieś dwadzieścia pięć metrów, licząc od ciała tego krasnoluda. Przemieszczenie działa tylko tam, gdzie przemieszczająca się osoba to widzi, więc człowiek nie mógł przemieścić się dalej niż zasięg jego kuli światła. Po prostu, najzwyczajniej w świecie, nie widział nic poza tym.
Przemieścił się więc tak daleko, jak mógł, w stronę, w którą poleciał wcześniej przedmiot. Teraz, będąc około dziesięć metrów od niego, widział go całkiem wyraźnie. Był to jego miecz z czarnej rudy. Demon wiedział, że paladyn może użyć przemieszczenia, zrobił to znowu, więc był gotowy na zmienienie kierunku. Znowu podążył za kierunkiem, z którego biła kula światła. Piekielna bestia ujrzała leżącego na ziemi człowieka, który nie miał jeszcze okazji się podnieść, gdyż w takiej pozycji się przemieścił, leżąc na posadzce. Dzięki krótkiej i prostej matematyce dało się zauważyć, jak teraz wyglądała sytuacja. Demon był osiem metrów od człowieka wcześniej, przy założeniu, że szybko przebiegł ze trzy, potem przez dwa wytracał prędkość, znajdował się teraz dwanaście metrów za plecami leżącego paladyna. Ale ten przynajmniej wiedział, że przed nim leży jego miecz.
1x demon, działa na Ciebie kara związana ze spadkiem temperatury poniżej zera stopni.
-----
Kiellon szedł przed siebie, ignorując szloch. Jakaś masywna postać szybko, stawiając ciężkie kroki po kamiennej posadzce, parła w stronę płaczu. W tej dojmującej ciszy każdy szmer był zwielokrotniony, więc Kiellon mniej więcej mógł sobie wyobrazić, co się właśnie stało. Jakaś kobieca postać, wcale młoda, właśnie dokonywała żywota. Jej przeraźliwy krzyk mógłby zmrozić krew w żyłach największego wojaka. Potężne uderzenie pazurów rozszarpało ją na kawałki, krew trysnęła na kilka metrów. Krasnolud jednak nie widział żadnego z tych szczegółów. Prąc jednak przed siebie, natrafił na coś. Na posadzce, tuż przed nim, leżał cały jego ekwipunek. Gdy krasnolud dotknął go swoimi stopami, natrafiając na niego, z razu poznał te rzeczy. Wszystko, co miał jeszcze niedawno na sobie, leżało przed nim.
Wokół niego działy się jednak również i inne rzeczy. Momentalnie podniósł się płacz i krzyk z dwóch różnych kierunków - naprzeciwko i po lewej. Bestia, czymkolwiek ona nie była, na pewno znajdowała się na prawo. Syczała i prychała całkiem głośno; dało się określić jej przybliżone położenie w kompletnej ciemności.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej