Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Bliżej boga - ÂŚwięta pomsta #6 [Marduk Draven i Kiellon Silvertank aep Kharim]

<< < (5/13) > >>

Marduk Draven:
- Jeśli tak to stawiasz. Jeśli nie ma innego wyjścia, innej możliwości... jeżeli muszę odebrać życie, bo alternatywy nie ma...- odpowiedział.- To tak. Zrobiłbym to.- dodał.- W trudach będę hartowany.- dorzucił.

Nawaar:
- Dopóki, by mnie nie zaatakował nie kiwnąłbym palcem. Dlaczego pewnie zapytacie, a to z prostego powodu, bo jest jeszcze nie winny. Myślenie, że kogoś chce się zabić nie czyni ciebie złym dopóki tego czynu nie popełnisz. Oczywiście to moja subiektywna odpowiedź. Zaznaczył, żeby ktoś zaraz mu nie wszedł dosłownie na głowę.

Funeris Venatio:
- Kiellonie, trochę mnie nie słuchasz, albo przynajmniej, mam nadzieję, tylko nie rozumiesz - zwrócił się do krasnoluda.
Czas wokół nich przyspieszył. Chmury zaczęły przemykać po niebie z niewiarygodną prędkością, słońce zniknęło szybko za horyzontem, przywołując inne gwiazdy z firmamentu. Te jednak również za moment zniknęły, ustępując miejsce tej solarnej. I tak w kółko, z ogromną prędkością, od której kręciło się w głowie. Dwójkę rycerzy uderzał wiatr, deszcz, suszyli się za moment w promieniach słońca, by znów zostać uderzonymi na ułamek sekundy gradobiciem. Przez minutę huśtawki minęły milenia; wokół nich wznosiły się miasta, upadały, tworzyły się nowe. Zalało ich przez moment morze, znaleźli się na pustyni. Wreszcie zapadła ciemność. Czarna, nieprzenikniona, obezwładniająca ciemność. Krasnolud z człowiekiem nie widzieli dosłownie nic. Usłyszeli jednak coś.

Marduk Draven:
Gdy tak wędrowali sobie i rozmawiali, zaczęły się dziać kolejne, dziwne rzeczy. W jednej chwili noc, następnie znów dzień. Powoli robiło mu się dziwnie. Zaczęło się kręcić mu w głowie. Nagle zahuczał wiatr, mocny i porywisty. Następnie ulewny deszcz. A następnie słońce. Krople spływały powoli po pancerzu kanclerza. A zaraz znowu gradobicie. Jednak ważniejsze od tego było to, że widzieli upływ czasu. Wznosiły się i upadały miasta, pewnie też cywilizacje i nagle znaleźli się na pustyni. A potem w ciemności. Całun mroku skrył ich. Choć nic nie widział, to coś usłyszał. Paladyn zebrał energię magiczną, skupił się na chęci rozświetlenia mroku, rozproszenia go. Zmaterializował tą chęć inkantacją:
- Elisash.- powiedział. Kulę światła przemieścił ponad swoją głowę, trochę między sobą, Funerisem i Kiellonem.

Nawaar:
W następnej chwili wszytko przebiegło znowu, szybko o wiele za szybko. Zdawać się mogło, że cała trójka przechodziła przez różne ziemie i krajobrazy lub odmienne światy. Nawet nie wiedział jak to wytłumaczyć poza magią ona określała niemal wszystko, co nienormalne mogło być, tylko kto mógł być na tyle potężny, żeby tak władać czasem? Może sam Zartat? Tego nie wiedział jeszcze, ale pewnie się dowie może za chwilę, po uspokojeniu się tego szaleństwa znowu, wylądowali tylko, jakby w ciemnym miejscu i to nie mogła być piwnica w jakieś norze czy zwykłe katakumby, gdy brodacz miał zamiar przystosować wzrok na ile się da to wtedy Marduke użył zaklęcia światła, ale czy ono tutaj zadziała? skoro zdało się jeno słyszeć czyjś głos. Mimo to Kiellon się nie odzywał na razie.   

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej