Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bliżej boga - ÂŚwięta pomsta #6 [Marduk Draven i Kiellon Silvertank aep Kharim]
Nawaar:
Z sielankowej spokojnej łąki zrobiła się krwawa pożoga. Brodacz już wiele w swym życiu widział, żeby przejąć się takim widokiem. Nic nie pobije złączonych dwóch kobiet, z których wychodzą demony, a z sutków tryska kwas! W obecnej sytuacji mógł podziwiać kunszt wojowników, rycerzy oraz to jakimi sztukami się posługiwali w walce. Jednak z obserwacji, wyrwało go pytanie, tylko było ono jakby słyszalne w jego głowie. Czary czy inne cuda na niego działały? Na pewno to nie był alkohol! Ale skoro nie mógł pewnie odpowiedzieć normalnie to postanowił, zrobić to w głowie.
Funeris Venatio:
- Kto miał rację?! Oczywiście, że Isentor broniąc swoich ziem i poddanych, nie wyrzyna się nie winnych. W przypadku jego przeciwnika zrównałby Valfden do gołego kamienia. Dlatego uważam, że broniąc się przed napaścią, nie stajemy się tacy sami, a lepsi broniąc swych rodzin, przyjaciół oraz kraju. Taka ma odpowiedź - odpowiedział w jego głowie Kiellon. //Pisownia oryginalna
- Trudno wskazać obiektywnie dobrego i złego. Zapewne każda ze stron uważała się za "tą dobrą". Obiektywne dobro i zło nie istnieje. Jest tylko subiektywne pojmowanie tych dwóch elementów. Mało co ktoś przyzna, że jest zły. Nie ważne co zrobi, usprawiedliwi to, nazywając dany czyn dobrym. Isentor mógł mieć dobre intencje. Dobre dla swego królestwa, dla poddanych. Wszak chciał pokonać demony, ale jak powiedziałeś - sam grabił, zabijał i palił. To zbliżyło go do Meaneba bardziej, niżby się mogło wydawać. Walcząc z tym, co postrzega się jako zło, trzeba uważać, by samemu nie stać się jak wróg. "Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań, ona również patrzy na ciebie." ÂŻaden z nich, ani Isentor, ani Meaneb nie otrzymali legitymizacji swoich działań. Oni sami sobie je wystawili, wierząc w idee, ale nie bacząc na metody, jakimi się je wprowadza. Oboje zadziałali w myśl haniebnej zasady "cel uświęca środki"
- dodał od siebie Marduke. //Pisownia oryginalna
- W oczach naszego Pana jest oczywistym, że to Isentor działał tak, jak należało. A dlaczego? - zadał pytanie swoim towarzyszom, ale raczej z tych, na które nie oczekuje się odpowiedzi i kontynuuje się wątek. - A dlatego, że musiał. To on został przyparty do muru, to on bronił swoich włości i wszystkiego, co jest nam wszystkim drogie na tym świecie. Nie on zaczął tę wojnę, nie on pierwszy wyciągnął miecz i nie on za wszelką cenę starał się wyplenić swojego przeciwnika z królestw naszego świata. Mimo iż obydwoje robili okropne rzeczy, jest między nimi mała, subtelna na pierwszy rzut oka różnica. Meaneb działał tak, bo chciał, Isentor - bo musiał.
Wskazał im dłonią kierunek i zachęcił do marszu przez równinę.
- Nie do końca to jest tak, że stajemy się lepsi broniąc się, w tym sensie, o którym mówisz, Kiellonie. Ale mimo wszystko Twoja odpowiedź była bardzo bliska tego, jak postrzegamy święta sprawę. Bo Isentor swoimi działaniami to właśnie robił.
Zerwał się silniejszy wiatr, chociaż słońce stało w zenicie i nadal było ciepło.
Marduk Draven:
Zaczął spacer. Wiatr zaczął rozwiewać jego pelerynę, która furkotała i latała na wietrze. Dalej jednak słońce było wysokie, a temperatura ciepła i przejemna dla Marduka. Nastała cisza, nie licząc oczywiście wiatru.
- Więc mówisz, że aby czynić dobro, trzeba zniżyć się do zła?- spytał Draven.
Nawaar:
- Wystarczyło przeczytać kroniki w Bractwie, a nawet obecny król ma dość pokaźną bibliotekę, by wiedzieć jak to wszystko było. Jednak nadal stoję przy swoim, że chroniąc kogoś powinniśmy czuć się lepiej. Skończył, gdy nagle zerwał się mocniejszy wiatr.
Funeris Venatio:
- Twoje słowa brzmiały inaczej, Kiellonie. Bardziej jak fakt bronienia siebie czyni nas lepszym. Bo nie zapominaj, że Isentor bronił również, a może i przede wszystkim, siebie. Swojej pozycji, swojego życia, swojego królestwa. Czegoś, co wszystkimi prawami naszego świata należało do niego - odpowiedział krasnoludowi.
- A co do Twojego pytania - zwrócił się do Marduka - to nie, nie mówię tego. Ale jaka jest definicja zła? Przemoc w obronie własnej i obronie tych, którzy są nam bliscy, nie jest złem. Isentor i jego oddziały broniły się. Nawet jeżeli konieczne by było wtargnięcie na ziemie nieprzyjaciela w kontruderzeniu, lub uderzeniu prewencyjnym, to w pewnych ramach oczywiście, to nadal mogłoby nie być zło. Jeżeli wiedziałbyś, że za rogiem czai się człowiek, który chce Cię zabić, ale mógłbyś już tutaj i teraz wydać rozkaz swoim ludziom, by otworzyli zapadnię pod nim, by spadł w przepaść, co byś zrobił? Ten człowiek nie spocząłby, zanim byś nie zginął. Nie interesują go inne rozwiązania. Albo on, albo ty. To fanatyk. Jakbyś się zachował? Albo ty, Kiellionie?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej