Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Nowe porządki
Zaidaan:
Już z oddali widać było płonące budynki i jakieś jeszcze nie zebrane plantację, czegoś. Nie wiadomo czego, bo całkowicie zajęło się ogniem. Emerick jeszcze bardziej popędził swojego wierzchowca, aby czym prędzej dotrzeć na miejsce, mając świadomość, że to prawdopodobnie gospodarstwo Haftów i gdzieś tutaj znajduję się były komisarz Zbigniew. Ciekaw był komu tak bardzo zalazł za skórę, że aż chcą go zabić. Kusznicy widząc zbliżających się jeźdźców automatycznie złapali za kuszę i zaczęli je naciągać. Hetman czym prędzej pędził w ich kierunku aby powstrzymać ich zamiary i nie dopuścić do wystrzelenia całej drużyny. Wyciągnął swój miecz, aby być już przygotowanym. Czarne jak śmierć ostrze błysnęło w pełnym słońcu. Z każdą chwilą zbliżał się do kuszników. Tigrid był w najlepszej formie więc pokonanie tego dystansu nie był dla niego wielkim wyzwaniem. Emerick przełożył rękę z bronią na lewy bok i trzymając gotową broń przejechał tuż obok jednego z kuszników. W idealnym momencie wyprowadził cięcie, a krew chlusnęła na zielone kępki trawy brudząc je w czerwonokrwistej posoce. Bandyta upadł na ziemię wraz ze swoją kuszą. Zaczął się krztusić i umierać we własnej krwi. Hetman nie zamierzał zwalniać tempa i wciąż jechał w pełnym galopie, zawrócił ostro skręcając i wrócił do szeregu kuszników. Sytuacja się powtórzyła - znalezienie się wystarczająco blisko przeciwnika i zamach swoim ostrzem. Tym razem doszło do dekapitacji. Miecz z racji swojej prędkości i ostrości bez problemu przeciął tkanki mięśniowe, arterie i kręgi szyjne. Głowa z impetem wyfrunęła w górę pozostawiając swoje ciało samotne. Po chwili bezgłowe ciało upadło tryskając krwią, a po chwili na ziemie znalazła się również brakująca część trupa, która potoczyła się kilka metrów dalej. Z łatwością pozbył się w tak krótkim czasie dwóch kuszników. Kątem oka spostrzegł jak trójka bandytów biegnie w kierunku przywiązanych do jakiejś beli koni. Emerick czym prędzej skierował swojego Tigrida w kierunku tych samotnych koni i szybko przeciął sznur trzymający konie. Spłoszone wierzchowce zarżały panicznie i pobiegły wszystkie w swoje strony. Bandyci próbowali je jakoś złapać i uspokoić, lecz konie były już na tyle przerażone, że nikogo się nie słuchały i spierzchły od swoich właścicieli. Hetman zawrócił swojego wiernego rumaka i skierował się z powrotem do dwóch kuszników, którzy już nakładali bełty na swoje kusze. Pozostawił trzech straceńców samych sobie. Zajmie się nimi później, na razie musi się zająć większym problemem. Tigrid znowu galopem pobiegł w stronę dwójki strzelców i zanim ci zdążyli wycelować, ogier potrącił jednego z nich. Bandyta upadł na ziemię. Drugi już jednak nie dał się tak łatwo jak jego poprzednicy. Dobył swojej broni i próbował zabić konia celując w kark. Emerick natychmiast zablokował jego atak odbijając ostrze. Miedziany mieczyk nie mógł się w żaden sposób równać z czarną rudą i zwykle się złamał na pół. Hetman korzystając z chwili wyciągnął jedną nogę z strzemia i kopnął zbira w twarz rozkwasając mu nos. Bandyta złapał się za twarz zapominając, że może w ten sposób stracić życie. I tak też się stało. Emerick zamachnął się i jednym, szybkim cięciem pozbawił przeciwnika życia. Hetman zszedł w końcu z konia, wiedząc, że wykorzystał element zaskoczenia i na więcej mu się już koń nie zda, a może jeszcze wpaść przez to w tarapaty.
3x Najemnik
7x Bandyta (grasują między budynkami i zajmują się grabieżą)
1x Kusznik (pilnują gospodarstwa)
1x Dowódca (znajduje się gdzieś w gospodarstwie)
Kazmir MacBrewmann:
Krasnolud miał tutaj dobrą pozycję. Tylko że trza się było śpieszyć. Wycelował w kolejnego najemnika. Już na koniu, zwolnił spust i pocisk poleciał prosto w łeb. Hultaj zleciał z konia. Wystraszone zwierzę wpadło niemal na drugiego najemnika. Kazmir w tym czasie ładował kuszę, zdążył. Przyłożył sie do strzału i trafił z 30 metrów knia. Ten zwalił się z jeźdżcem na ziemię, a upadając facet złamał kark. Co za pech. Jednakże kapral musiał szybko zareagować gdyż ostatni konny już na niego pędził. Z łukiem. Nie zdążył zareagować i oberwał strzałą w pierś. Kolczuga z czarnej rudy wytrzymała, ale i tak abolało. I chyba coś mu pękło... Gdy konny był blisko zdołał Kazia trafić w łeb. Czepiec wytrzymał ale krasnoluda zamroczyło. Zdołał trafić toporem w zad konia. Jeździec spadł, kapral dopadł do gnoja i rozrąbał mu łeb.
7x Bandyta (grasują między budynkami i zajmują się grabieżą)
1x Kusznik (pilnują gospodarstwa)
1x Dowódca (znajduje się gdzieś w gospodarstwie)
Narrator:
Kusznik potrącony przez konia Emericka został dobity przez jednego z pancernych, którzy przekonał go swoją szablą aby już nie wstawać. Pozostało jedynie kilkoru bandytów na głównym placu pomiędzy budynkami gospodarstwa. Otoczyli dwójkę rosłych mężczyzn, którzy wzajemnie kryli sobie plecy. Tymczasem dowódca widząc co się dzieje schował się w jednym z budynków.
7x Bamdyta
1x Dowódca (schowany w jednym z budynków)
Kazmir MacBrewmann:
Bolało gdy oddychał, chuj złamał mu chyba żebro. Czuł też że ma sporego guza na łbie. Kolczy czepiec to kiepski pomysł... biec też nie mógł bo napierdalało go w klatce.
- Meeeedyyyk! Wydarł się siadając na ziemi.
//Otrzymuje 2 lekkie stłuczenia i pęknięte żebro.
Zaidaan:
Jatka dalej trwała, chaty płonęły, ludzie ginęli, a po środku tego wszystkiego na głównym placu stała dwójka mężczyzn otoczona przez siódemkę zbirów. Trzymali swe miecze, pokryte całe we krwi i widząc w ich oczach zaciekłość i zdeterminowanie, tanio skóry nie sprzedadzą. W dodatku, z jeszcze nieznanych Emerickowi przyczyn Kazmir zaczął drzeć ryja po medyka i usiadł sobie na ziemi, i szybko nie zamierzał z niej wstawać. Tak się akurat składało, że medyka żadnego nie mają, no chyba że ktoś z gospodarstwa przeżył. Właściwie to i Emerick coś tam kiedyś był na wykładach i praktykach w szpitalu, ale to było dawno i bo mu kazano. Jak się nikt nie znajdzie to zostanie tylko on i będzie musiał jakoś pomóc swojemu przełożonemu w Bękartach. Ale to dopiero później! Teraz trzeba się rozprawić z pozostałością bandytów i dopiero wtedy będzię można się zajmować rannymi i próbą zrozumienia co tu się stało. Emerick rozkazał swojej świcie zaatakować bandytów i wesprzeć dwójkę, która została okrążona. Sam nie zamierzał stać z tyłu i przypatrywać się, a także wziąć udział i wymordować paru przestępców. Podbiegł do pierwszej lepszej dwójki i zanim zdążył zaatakować, bandyci pierwsi wyprowadzili ataki. Jeden od góry na dół, a drugi próbował odrąbać Hetmanowi łeb. Przed pierwszym atakiem z łatwością uskoczył w bok, lecz przed drugim nie było tak łatwo - uchylił się i stanął nisko na nogach. Potem wyprostował się niczym sprężyna i łokciem uderzył jednego w żuchwę dezorientując go, jednocześnie drugiego godząc ostrzem rozcinając brzuch i pozwalając wnętrznościom wyjść na zewnątrz. Zbir złapał się za wypadające mu jelito ciękie i upadł na kolana. Drugi rozmasował sobie brodę i spróbował ponownie zaatakować Emericka, lecz za nim to zrobił, Bękart podciął mu jedną nogę przewracając go na plecy, złapał lepiej rękojeść miecza i wbił ostrze w klatkę piersiową przeciwnika odbierając mu życie na tej na wpół spalonej ziemi. Z ostatnim tchnieniem złapał za ostrze, próbując je wyciągnąć z klatki, lecz bez efektów, oddał ostatnie tchnienie i położył się martwy. Emerick wyciągnął miecz i wrócił do poprzedniego bandyty, któremu wypruł flaki. Stanął tuż przed nim i biorąc zamach od lewej do prawej odrąbał mu głowę. Głowa potoczyła się na środek placu, z wyrazem twarzy malującym strach, ból, rozpacz i zgrzytanie zębów. Do Emericka podbiegł też trzeci. Sam, samotny nie stwarzał zbyt wielkiego zagrożenie, o ile w ogóle jakieś stwarzał. Prawdopodobnie dla niedoświadczonych poszukiwaczy przygód, lecz już nie dla Emericka, który wystarczająco dużo bitew i dusz ma na karku. Przeciwnik szarżując próbował pchnąć swój miecz w brzuch Hetmana, lecz nie walczy od dziś. Czekał do ostatniego momentu, aby nagle odskoczyć na bok i zmylić przeciwnika. Bandyta zatrzymał się i próbował odciąć głowę oponentowi. Emerick jedynie się schylił jak wcześniej i całą swoją masą ciała wleciał prosto w rzezimieszka obalając go na ziemię. Próbował on jeszcze dosięgnąć swój miecz szukając ostatniej deski ratunku, lecz na marne. Hetman kopnął broń, aby nie mógł jej dosięgnąć. Przerażony bandyta zaczął się cofać do tyłu. Emerick podążał wolnym krokiem tuż za nim. W końcu też kopnął go w twarz i pozbawił przytomności. Uniósł miecz nad sobą i wbił go prosto w zbira. Na polu walki pozostało jeszcze czterech. Sam Bękart zaczął się rozglądać za dowódcą mając już w dupie resztę przeciwników, liczył na to, że jego świta sobie z nimi poradzi. Mocno by się zdziwił gdyby nagle jeden z bandytów wbił mu miecz w plecy.
4x Bandyta
1x Dowódca
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej