Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Nowe porządki
Zaidaan:
Nazwa wyprawy: Nowe porządki
Prowadzący wyprawę: Narrator
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Bycie biedakiem
Uczestnicy wyprawy: Emerick
Minęła dwudziesta. Załoga okrętu transportowego na Chatal znosiła na okręt ostatnie bagaże, skrzynki z jedzeniem i beczki z rumem. Operowali również przy żaglach, szykowali je do rejsu, który zaraz się rozpocznie. Emerick wraz ze świtą weszli na pokład i zajęli swoje miejsca na okręcie. Kapitan uderzył parę razy o dzwon. Marynarze pośpiesznie rozwinęli żagle i zajęli się podstawowymi czynnościami podczas wypłynięcia. Hetman oparł się o burtę i przyglądał się portowi Atusel, który z każdą chwilą oddalał się coraz bardziej i stawał się jeszcze mniejszy.
W końcu jednak port zniknął z pola widzenia, spowodowane to było dostatecznym oddaleniem się od Valfden, jak i również zachodem słońca co bardzo ograniczyło widoczność. Kilku majtków wzięło oliwne lampy i wieszając w odpowiednich miejscach na okręcie przy pomocy pochodni rozpaliły je dając jakąkolwiek widoczność na pokładzie. Zmęczenie coraz bardziej doskwierało Emerickowi, spojrzał jeszcze raz na morskie fale uderzające o drewnianą burtę okrętu i ruszył pod pokład, gdzie po krótkim poszukiwaniu odnalazł swoją koję. Zdjął swoje ubranie i położył się spać..
Narrator:
Noc minęła spokojnie, bez jakichkolwiek awantur ani nic z tych rzeczy. Nawet Krakena nie spotkano! Wody był wyjątkowo spokojne. Nazajutrz obudził cię dzwon bijący na śniadanie, ruszyłeś więc tam i zjadłeś jakąś jajecznicę z bekonem i z pajdą chleba, temu wszystkiemu towarzyszył oczywiście kufel piwa, bo jakże mogło go tak zabraknąć? Od spokojnego jedzenia oderwał cię krzyk Andrzeja.
- Ląd widać! Ląd na horyzoncie!
Zaidaan:
Nocą nic się nie przydarzyło, widocznie to nie były jeszcze wody atrakcyjne dla piratów. Rankiem natomiast Emericka wybudził hałas jaki wydawał dzwon pokładowy. Zniesmaczony zbyt wczesną pobudką próbował jeszcze raz, dwa razy spróbować zasnąć ale na marne. Westchnął ciężko i ubrał się z powrotem w swoje czyściutkie szlacheckie ubrania. Poprawił jeszcze pas przed wyjściem i ruszył w stronę kuchni gdzie mógłby odebrać śniadanie. I rzeczywiście je tam otrzymał, usiadł w przy jakimś stoliku wokół swojej świty i rozkoszował się tym jakże bożym śniadaniem. Już właściwie zaspokoił swój głód więc nic więcej nie trzymało Emericka w kuchni. Gdy dopijał swoje piwo, usłyszał z pokładu, a dokładniej mówiąc z bocianiego gniazda, wiadomość że zbliżają się do lądu. Prawdopodobnie Chatal lub jedno z wysepek archipelagu, lecz jego celem było Hessein. Wciąż nie mógł uwierzyć, że otrzymał ziemię i stan szlachecki, jednak olbrzymią wadą jego własności był dystans, który od stolicy był cholernie wielki. Jednocześnie jednak nie mógł zapominać o zaletach jego ziem - egzotyczny klimat, drugi pod względem wielkości port zaraz po Atusel i kopalnie soli i innych surowców mineralnych. Dawało to wiele korzyści, a zarazem możliwości. Tak więc wyszedł schodami na pokład i przyjrzał się drobnemu punkcikowi gdzieś daleko na horyzoncie. Rozkoszował się także poranna morską bryzą i cieplejszym klimatem niż na Valfden gdzie wielkimi krokami zbliżało się Atunus, a zaraz po nim Hemis. Wolał jednak odczekać tę drugą porę roku właśnie na swoich ziemiach, gdzie nie odczuje tego okropnego zimna, a także będzie mógł zająć się swoimi sprawami w Iż Isash.
Narrator:
Okręt transportowy zbliżał się do "lądu" i z każdą chwilą stawał się coraz większy i wyraźniejszy. Okazało się, że to jest tylko jedna z wysepek, lecz po jej minięciu statek znalazł się już na wodach archipelagu. Klimat był łagodniejszy i cieplejszy w porównaniu do tego panującego w większości Valfden, za wyjątkiem dżungli na południowym zachodzie. Rejs zbliżał się ku końcowi, Emerick w końcu mógł ujrzeć w oddali port Odem Mortis, a w oddali, trochę wyżej mury miasta Hessein.
Okręt wpłynął do portu, a marynarze rzucili liny i przygotowali się do cumowania. W końcu też zrzucili trap i mogłeś zejść na stały ląd. Port jak to zwykle port, jechało rybami na kilometr, lecz nie była to jedyna woń w tym miejscu. Było wiele straganów z krabami, rakami, muszlami i innymi owocami morza. Przed karczmą przy stoliku siedziała dwójka strażników miejskich, widocznie mająca gdzieś obowiązki i wolała grać w kości. Gdzieś w tłumie można było usłyszeć krzyk kobiety.
- Złodziej!!!! Pomocy! Niech ktoś pomoże! Złodziej!
I faktycznie, jakiś rzezimieszek przeleciał ci przed twarzą i tuż obok strażników, lecz ci jakoś nic sobie z tego nie robili. Grali dalej w kości.
Zaidaan:
Po drodze minęli drobną wysepkę, nie przyglądał się jej zbytnio. Nie czuł takiej potrzeby, aby akurat przyglądać się tej właśnie wysepce. Właściwie nawet nie wiedział czy ta wysepka leży w granicach jego własności, czy to też jakaś wysepka kogoś innego, albo najbardziej prawdopodobne - niczyja. Może kiedyś będzie miał okazję zwiedzić tą wysepkę z bliska i zobaczyć co tam dokładnie jest, może jakieś skarby? Zartat jeden wie. W międzyczasie kiedy Emerick rozmyślał co takiego na tej wysepce jest i do kogo należy, okręt już cumował w porcie, a ludzie zaczęli powoli schodzić na stały ląd. Pomyślał, że co będzie gorszy i również zszedł. Od razu uderzył go smród wszędobylskich ryb, lecz na szczęście ta nieprzyjemna woń została po chwili zagłuszona przyjemniejszymi zapachami owoców morskich i innych egzotycznych towarów, które można znaleźć jedynie w podobnych klimatach, lub może tylko na Chatal? Port był przeogromny, prawie tak samo wielki jak ten w Atusel, tylko jedna rzecz zdziwiła Emericka. Dlaczego tak mało tu statków? Poza okrętem transportowym, którym tu przybył, w porcie cumowały może dwa-trzy inne statki. W dodatku nie były to jakieś wielkie okręty i transportowce. Fakt ten dość mocno zaczął zastanawiać, lecz długo nie zaprzątał w umyśle Hetmana, gdyż znowu coś innego przykuło jego uwagę. Jakaś kobiecina zaczęła się drzeć za złodziejem, który musiał jej coś ukraść, lecz znowu nikt się tym nie zainteresował! Toż to był już szczyt, w szczególności kiedy przed karczmą dwójka strażników zamiast zajmować się swoimi obowiązkami wolała siedzieć i grać w kości. Emerick wierzył, że to tylko incydent i coś takiego więcej się nie powtórzy. W końcu się otrząsnął i odebrał od swojego przybocznego wierzchowca. Wskoczył na siodło Tigrida i ruszył ze swoją świtą w stronę miasta. Miał zamiar odwiedzić komisariat i dowiedzieć się co nieco o obecnej sytuacji na jego włościach.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej