Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bitwa o K'efir część III - krwawa jatka
Longinus Podbipięta:
Rycerze uformowali luźny szyk i ruszyli na rozkaz Gascadena, robiąc szeroki łuk wokół mieścin. Potem spacer przez niewycięte drzewa. W krzakach zaczaili się, czekając na dowódcę. Zza nich widać było szeroką wschodnią bramę. Pracowało przy niej trochę ludzi odrzucając od niej różnoraki gruz, kłody i rupiecie. Kilku stało na czatach.
4x ÂŁucznik
1x Niziołek
1x Ork robol(kuszę i topór odstawił by pracować)
4x Bandyta
Kazmir MacBrewmann:
- Zastanawiamy się mości rycerze jak tam w Myrtanie. Podobno kraj trapi nadal głód i bida, a król zamiast po porażce z Ardenos zająć sie odbudową kraju, to poszedł "wyzwalać" Ignis Terra. Odparł pociągając z fajki i wypuszczając kilka kółek z dymu.
Marduk Draven:
- My nigdy nie mamy nic przeciwko tym, których intencją jest pomoc.- dodał Marduk.- Zwłaszcza jeśli są to szlachetni rycerze naszego Lux Regis w niebiosach panującego.- kontynuował. Draven choć miał jakieś podejrzenia co do tych rycerzy, tytułujących się ubogimi, jednocześnie posiadając drogie konie i zbroje, to wolał nie narażać się na ich wrogość, przynajmniej na razie. Lepiej ich poznać jak najdokładniej i być gotowym. Choć przewodzący trójce Dypold wydawał się wzorem rycerza, pełnym honoru, odwagi, szacunku i manier. Draven jednak wiedział, że pozory mogą mylić, zwłaszcza w tym okrutnym i ponurym świecie. Dlatego nie zbliżał się do rycerzy na odległość wymaganą do pchnięcia sztyletem pod pancerz. Ostrożnią nie gardził.
Narrator:
- Krasnoludy z Torgonu, to najtwardsi z najtwardszych. Okopali się w swoich górach i dzielnie odpierali ataki demonów, jedynie stracili kilka wysepek, ale po wojnie z powrotem je odzyskali. Bronili swoje granice do końca i przetrwali ten trudny okres, trzymają się dobrze lecz granice zostały otwarte jedynie dla nielicznych. Jestem pełen podziwu dla tego państwa. - wychwalił ładnie Torgończyków, przy okazji odpowiadając na pytanie Kiellona. Potem zwrócił się do Marduke'a. - Bardzo się z tego powodu cieszę, mości Kanclerzu.
Tymczasem Henryk trochę bardziej spoważniał, zerknął na Kazmira próbując go przebić swoim spojrzeniem.
-Bzdura! Prawda, głód i nędza przez jakiś czas trapiły nasz kraj, ale dzięki gorliwym modlitwom do naszego Pana sytuacja się poprawia i jest jedynie lepiej, możnowładcy dobrze sobie radzą z poprawą życia zwykłych ludzi, a miłościwie nam panujący król odzyskuje nasze stracone terytoria.
TheMo:
Trochę mu się logicznie nie kleiły słowa elfki. Ale postanowił dopytać o to później, zwłaszcza, że podjechał no nich jeden z rycerzy. Na szczęście Kazik już zagadał go. W sumie dobrze zrobił, zanim Themo naubliżał jego świętobliwości.
-Modlitwami mówisz. Wyborna recepta na kryzys gospodarczy. Może zamiast robić badania geologiczne na moich ziemiach i zakładać farmy to jebnę po trzy kapliczki na kilometr kwadratowy i będę najbogatszy.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej