Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bitwa o K'efir część III - krwawa jatka
Zaidaan:
Emerick podjechał trochę bliżej elfki widocznie zainteresowany.
- Zabójców? A zabili już kogoś?
Powiedział trochę ciszej.
Longinus Podbipięta:
Zaś pod namiotem zebrała się piątka rycerzy, oraz szóstka rekrutów. Odziani w stal i wiwernie skóry, uzbrojeni w młoty, kiścienie i buzdgany. Każdy z nich gotowy wykonać rozkaz dowódcy, czy nawet i zginąć za niego.
Narrator:
Dypold odwrócił się w stronę dwójki rycerzy i zmroził ich wzrokiem. Ci czując na sobie mroźne spojrzenie, uspokoili się nieco. Mimo to dalej wymieniali między sobą zdania. Po chwili Henryk spojrzał za siebie na wóz Bękartów. Zauważył, że elfka stała się bardzo gadatliwa. Spowolnił trochę wierzchowca, a w ślad za nim zrobił to samo Gilbert, aby wyrównać się z wozem.
- O czym tak zawzięcie gaworzycie, towarzysze?
Zapytał z uśmiechem na twarzy.
Jednocześnie Dypold patrzył przed siebie oglądając okolice.
- Wybaczcie Panie za nich... Trochę ich czasem ponosi.
Ale wracając do tematu.. Wcześniej byliśmy zajęci sprawami w kraju, jeszcze demony, które tak samo i Valfden nie omieszkały ominąć. Ale na szczęście jest już po wszystkim. No widziecie... Widocznie Zartat nie dał nam wcześniej okazji was odwiedzić, więc robimy to dopiero teraz. Ale chyba nie macie nic przeciwko?
Gascaden:
Jaszczuroczłek wyszedł ze swojego namiotu. Popatrzył na swoich ludzi. Nigdy wcześniej nikim nie dowodził, nikogo pod sobą nie miał. To jego pierwszy raz, musi się wykazać. Poprawił swój rycerski pas.
- Wyruszamy!
Zarządził wymarsz i prowadząc hufiec skierował się w stronę wschodniej barykady.
Nawaar:
Piękna pogoda na podróże sprzyjała rozmową na dość ważne pytania. Wiatr delikatnie musnął brodę krasnoluda natomiast płaszcz nadal układał się majestatycznie na plecach paladyna. - Demony powiadacie. Sam wielu pozbawiłem żyć, gdy jeszcze nie byłem w zakonie, ale w trakcie trwania wojny, zdołałem zasilić szeregi organizacji. Trudne to czasy były dla mieszkańców wyspy, ale odnieśliśmy zwycięstwo dzięki Zartatowi. Widzisz Dypoldzie pierwszy raz słyszę, że ktoś z innego zakonu przybył dlatego zadałem takie pytanie i żadnej urazy do waści nie mam, jednakże zdziwiony jestem nadal, że na własną rękę przybyliście na wyspę i pierwsze, co nie pytaliście czy nie ma podobnego zakonu do waszego. Zamiast tego robiliście wszystko na własną rękę, podziw we mnie budzi to, iż nie poprosiliście nas o pomoc, której zresztą byśmy udzielili. Kiellon tańczył tak jak mu, grali na razie w ten sposób mógł nawiązać więź, ale na spokojnie nie poruszył jeszcze najważniejszego zagadnienia, jakie go trapiło. - Mam pytanie o kontynent. Wiesz może coś o stolicy moich braci w Torgonie? Jak znieśli napaść demonów? Zapytanie o dom rodzinny kogoś, kto był nie dawno na kontynencie, nie było głupie i może to również zacieśnić relacje. Trzeba było na spokojnie wyczuć tych rycerzy, gdyż nie wiadomo jakie mają ustalone granice, pytania w prost dopiero co poznanych mogło również źle wypłynąć na ich odbiór tutejszego zakonu, także takie luźniejsze rozmowy są wskazane na początku!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej