Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bitwa o K'efir część III - krwawa jatka
Marduk Draven:
- ÂŁaska siły.- odrzekł.- Nada ci dodatkowej werwy i mocy w walce. Będziesz zabijał szybciej i łatwiej.- wyjaśnił. Podążył razem z drużyną. ÂŚwiatło przecinało mrok, dając im widok na mijany korytarz. W głębi ducha Draven dziękował Zartatowi za jego magię. Uważnie się przy tym rozglądał.
Melkior Tacticus:
- A niedostane od tego jakiegoś syfa? Albo sraczki. Zażartował, z magią jednak różnie bywało. Melkior nie miał najlepszych doświadczeń z magami, raz pewien druid podał mu fekaliox zamiast kropli na niestrawność.
Longinus Podbipięta:
Schody były z pokryte drewnem. Dawniej, przed pożarem. Zwęglony materiał sypał się i pękał pod stopami orka. Pod drewnem był zaś kamień. Gdy Ashog wszedł na górę, zobaczył korytarz prowadzący na wprost od schodów. Zmieściłby się w nim. Tam zasdwoje drzwi — po prawej i lewej stronie. Były też drzwi za schodami, by się tam dostać, trzeba było przejść przy rozwalonej reszcie barierki naokoło schodów. Okazało się, że na wprost od tej barierk jest kolejna para drzwi.
Tymczasem drużyna posuwała się naprzód przez lochy. Dzięki światłu dokładnie widzieli korytarz. Był dość szeroki i wysoki. Orka by zmieścił. Na ścianach wykonanych z kamienia widać było długie ślady krwi i paznokci. Były też okazjonalne plamy zaschniętej krwi-większe i mniejsze. Na ziemi spotkali też kilka zębów. Korytarz miał dwa ujścia. Jednym szli. Drugie spotkali w połowie drogi. Były to drewniane, lekko spróchniałe drzwi, od których czuć było ciąg świeżego powietrza. Mógł to być tunel na powierzchnię. 5 metrów dalej było coś. Widzieli to dzięki światłu. Zwykła, kamienna ściana, ale zarówno Kiellon, jak i Marduk coś czuli. Delikatne mrowienie. Ostrzeżenie? Podpowiedź? Coś im mówiła ich intuicja...
Ashog "Stalowa furia":
- I ja mam to wszystko przeszukać? Mruknął pod nosem i ruszył wprost korytarzem, do drzwi po lewej. Spróbował je otworzyć.
Nawaar:
Cała trójka ruszyła w mrok oświetlony przez kulę światła. Wszystko wyglądało jak we wcześniejszym korytarzu, tylko było tego więcej. Brodacz co widział już nie jedno na swej drodze paladyna, był już z natury wykonywanej roboty, przyzwyczajony i nie robiło to na nim wrażenia. Wyprawa króla go mocno zahartowała na dość długie lata. Jednak dziwnie drżały mu dłonie, jakby magia wypełniała to pomieszczenie, tylko nie wiadomo w jakiej formie się ona znajdowała. - Marduke czujesz? Coś jest w ścianie, oby to nie było to co wtedy. Wolał nie opowiadać o ostatnich wydarzeniach. - Wchodzimy! Krasnolud kopnął w drewniane drzwi i wszedł do pomieszczenia za nimi. Pistolety miał nadal w pogotowiu.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej