Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bitwa o K'efir część III - krwawa jatka
Melkior Tacticus:
- Bo na dole "coś" jest. Wole to zostawić do sprawdzenia Wam, jeszcze sie okaże że to zjawy albo demon. Bo przypominam że mimo zamknięcia bram to nadal można to gówno przyzywać. I nie pytaj skąd wiem. Wolisz nie wiedzieć.
Marduk Draven:
Marduk trochę znudzony czekaniem przeszedł razem z towarzyszącym mu paladynem z pokoju i przeszedł do drugiego, gdzie była owa zgraja.
- O. Tu jesteś Kiellon.- natychmiast zatrzymał się. Spochmurniał. Uderzył go dobijający chłód. Coś złapało go za serce.- Hmmm. Bierzeme kilku paladynów, Kiellon?
Nawaar:
- Wiem elfie, że demony można nadal przywoływać, gdybyś zobaczył to, co ja widziałem ostatnio, nigdy byś więcej nosa nie wyłonił ze swego lasu. Jak walić stereotypami to po całości, ale tak jest zdawać się mogło, że zjawa albo jakiś duch się pałęta na dole. Wówczas przyszedł Marduke. - No i niemal w komplecie. Dobra weźmiemy jednego paladyna, który z tobą został we trójkę sobie poradzimy. Wtedy przeładował na nowo pistolety, które miały w sobie mokry proch do jednego włożył żelazny nabój natomiast do drugiego srebrny tak w razie innych niespodzianek. - Gotów! Schodzę pierwszy! Oznajmił, schodząc powoli po drabinie, by na samym dole dobyć dwóch pistoletów. Ciekaw jest jaką maszkarę zobaczy tym razem.
Longinus Podbipięta:
Było jasno, przynajmniej na razie. Korytarz w którym się znajdował był oświetlony szeregiem pochodni. W oddali, jakieś 10 metrów na wprost, krasnolud dostrzegł bliźniacze do tego, którym zszedł zejście. W połowie odległości do niego był zaś skręt w prawo. Było w nim ciemno, a przy tym ziało stamtąd mrokiem. Kiellon niemal natychmiast poczuł metaliczny zapach. Krew. Widział ją też na ścianach, w postaci śladów drążonych jakby paznokciami... ewidentnie kogoś tu ciągnięto. Coś nagle zapiszczało pośród ciszy. Ku zdziwieniu Silvertanka był to tylko szczur, który natychmiast zbiegł widząc brodacza.
Klik
Nawaar:
Krasnolud był gotów na wszystko nawet na demona w tych czeluściach, ale o dziwo było widno! Pochodnie jeszcze działały, ale to normalne, gdyż bandyci musieli sobie załatwić drogę ewentualnej ucieczki, lecz sądząc po zapachu jak i śladach juchy, nie zaszli zbyt daleko. Kiellon mając teraz dodatkowo wyczulone zmysły, zareagował na pisk szczura, którego omal nie kopnął, a na pewno by nie wystrzelił z pistoletu. - Schodźcie na dół. To jest robota na nasza profesję Marduke. Paladyna zostaw na górze, bo będzie za ciasno. Powiedział kierując głos ku drabinie, oczekując na pojawienie się kompanów, odsunął się od nich.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej