Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bitwa o K'efir część III - krwawa jatka
Zaidaan:
Emerick tymczasem obserwował wszystko z obozu, na chwilę obecną wszystko szło po myśli z wyjątkiem flanki Thema, chociaż to właśnie Themo dostał najtrudniejsze zadanie, miał nadzieję że sobie poradzi. Widząc kolejne wybuchy na murach był trochę zaniepokojny. Widocznie sytuacja była naprawdę ciężka, jednocześmie ujrzał jak z północnej bramy wychodzą cywile, spojrzał na oficera, który stał obok niego.
- Weźcie ludzi i osłaniajcie przemarsz cywili do naszego obozu, następnie zapewnijcie im jakiś posiłek lub pomoc medyczną. Wykonać.
Oficer zasalutował i po zebraniu paru żołnierzy ruszył przejąć cywili.
Marduk Draven:
Kiedy już jego rycerze skończyli ewakuację, Marduk rozkazał zbiórkę. Zwrócił się do żołnierzy Zartata.
- Wielu z was zasłużyło na odpoczynek.- rzekł.- Ale warta jeszcze się nie skończyła. Dalej jest tu mrok. Ale rozjaśnicie go. Dziś. Teraz. Razem ze mną. Ruszamy na ratusz.- rozkazał. I tak też uczynił, z nim zaś oddział. Szli szybko i żwawo przez opustoszałe uliczki K'efir. W mieście powinni zostać jedynie bandyci, taką też Draven miał nadzieję.
Po kilku chwilach dotarli w okolice rynku. Był tam ratusz, broniony przez około pięć dziesiątek zbirów. Marszałek spostrzegł też Melkiora i jego sił, ostro ostrzeliwanych. Wykorzystał to. że nie zostali jeszcze zauważeni. Przeszli bliżej, do jakiś gruzów, za którymi się skryli. Ocenił odległość.
- Pocisk esencji. Cel główny to kusznicy. Potem przemieszczenie i rzeź. Reszta dołącza normalnie, gdy będą zajęci.- rozkazał. Sam zebrał w sobie energię magiczną, koncentrując się na swym jedynym pragnieniu w tamtej chwili: zniszczeniu wrogów.- Izeshar.- rzekł. W ślad za nim rozległo dwadzieścia takich samych inkantacji. Draven obrał cel i cisnął swoją kulę śmiercionośnego światła, trafiając jednego z kuszników pod żebra. Pocisk esencji wypalił mu straszną dziurę w nich. niszcząc też lewe płuco. Zbir osunął się na ziemię. Marduk dobył miecza. Zebrał znów energię i znów zainkantował.- Izeshar.- cisnął kulę w jakiegoś najemnego zbira, trafiając go w brzuch. ÂŻołądek i jelita wyparowały natychmiast.- Izeshar.- powtórzył po raz ostatni gdy zebrał moc i raz jeszcze cisnął pocisk esencji, trafiając w pierś kusznika, który złapał się za nią i padł martwy na ziemię.
Wtedy zaś paladyn zebrał moc w innym celu. Rozbił się na atomy i niczym błysk zmaterializował w szeregach wroga, przerażając ich swoją maską, zbroją i szatami. Wyglądał dla nich niczym śmierć. Tym też był.
W ślad za nim pojawili się paladyni.
Draven zamachnął się na mierzącego w niego kusznika i jednym, prostym sieknięciem półtoraka odrąbał mu obie ręce przy łokciach. Zbir krzyczał, ale niedługo, bo po chwili stracił głowę. Marduk użył telekinezy i pchnął innego kusznika tak, że wpadł na paru innych, wywracając ich.
Zaatakował go kusznik, tnąc od góry swym mieczem. Marduk zablokował, trzymając półtorak oburącz i odepchnął go od siebie. Zalał go serią ciosów, uderzając raz z lewej, raz po skosie i raz z prawej, najwidoczniej przeceniając możliwości swojego wroga. Bandyta spróbował desperacko i głupio się zasłonić klingą, lecz jego podstawowe umiejętności były niczym w porównaniu do mistrzowskich marszałka, w rezultacie czego wpierw stracił rękę w przedramieniu, potem dostał po piersi, a na końcu po brzuchu. Pocięty i pochlastany trup osunął się na ziemię, brudząc bruk w krwi.
Paladyn jednak nie poprzestawał. Zamachnął się i rąbnął w jakiegoś blisko położonego kusznika. Ten szybko zasłonił się kuszą, która uległa zniszczeniu. Dobył sztyletu i spróbował pchnąć paladyna w oko, przez maskę, robiąc przy tym wypad. Ten jednak wykonał unik i dobył własnego, żelaznego sztyletu, którym dźgnął w kark zbira, na miejscu go zabijając.
Złapał trupa za szyję i zasłonił się nim przed strzałem innego kusznika, po czym szybkim ruchem Iry osłonił się przed mieczem kolejnego strzelca, walczącego mieczem . Siłowali się tak chwilę, lecz Marduk nie miał zamiaru trwonić sił. Puścił trupa i pchnął sztyletem w brzuch najemnika. Ostrze rozcięło lekki pancerz, skórę i mięśnie. Pociągnął nim w bok, rozpruwając go. Flaki wyszły na ziemię, zaś zbir przedśmiertnie zajął się zbieraniem ich, dopóki Kanclerz nie przerwał mu chlaśnięciem żelaza po szyi. Schował sztylet.
W między czasie kusznik nie chciał przeładowywać kuszy i ruszył na Dravena z mieczem, tnąc od góry. Marduk odbił jego cięcie swoim mieczem pod idealnie wymierzonym kątem. Bandyta stracił równowagę, zaś Marduk zamarkował jednoręczny cios od góry. Kusznik nabrał się i zasłonił poziomo. Marszałek koronny wykorzystał okazję i puścił miecz, który wpadł idealnie do lewej ręki. Dołączyła do niej po chwili prawa, a miecz przeszył ciało, a po chwili kręgosłup zbira, a następnie znów ciało. Nogi stały chwilę na ziemi, podczas gdy korpus osunął się na ziemię, niemal od razu się wykrwawiając.
Draven ruszył na prawą stronę barykady, chcąc załatwić będących tam najemników.
//Na barykadach:
17x Kusznik(trzech się podnosi po przewróceniu telekinezą.
20x Najemnik (10 po lewej stronie barykady, 10 po prawej)
//Siły Marduka
21x Rycerz Bractwa
20x Paladyn Bractwa
3x Dypold i jego rycerze
//Emerick, ustal ile pocisków esencji paladynów trafiło, oraz kogo.
Melkior Tacticus:
Melkior skrył się za murem tarcz swoich ludzi, i już miał nakazać przegrupowanie gdy uderzyło wsparcie. Dało to Tacticusowi kilka sekund na ruch. Nakazał strzelcom wypalić w kuszników i najemników po lewej a piechocie nacierać. Sam ustrzelił jednego.
//Na barykadach:
16x Kusznik(trzech się podnosi po przewróceniu telekinezą.
20x Najemnik (10 po lewej stronie barykady, 10 po prawej)
//Siły Melkiora, Gascadena i Toruviel:
63x Wojak
4x Weteran
18x Rekrut Bractwa
13x Rycerz Bractwa
//Nie podałeś ilu moich padło
Nawaar:
Kiellona plan się udał niemal wszyscy kusznicy i łucznicy padli. Na placu boju pozostał jeden strzelec i reszta piechoty, lecz tutaj orkowie siali pogrom, ale jest to znacznie "mniejszy" problem, niż zostać nabitym przez strzały i bełty, by wyglądać jak jeże. Na szczęście brodacza miał również towarzyszy z bronią palną, którzy odwalili kawał roboty za krasnoluda.
Paladyn rozpędzony, zamierzał zmierzyć się z ostatnim strzelcem, aby zakończyć ten nieudany ostrzał z ich strony, ale mały brodacz chowając się cały czas za tarczą na spokojnie, powstrzymał pocisk, który leciał w jego stronę. Strzała podczas kontaktu ze stalą krasnoluda, po prostu pękła, osłaniając drogę do łucznika, który nie zdążył nic zrobić, poza zasłonięciem się drewnianym łukiem, przed młotem krasnoluda. Drewno nie wytrzymało impetu i znów pękło. Dało to raptem człowiekowi kilka sekund życia, bo zaraz oberwał bezpośrednio obuchem w klatkę piersiową, która zapadła się do środka, pozbawiając tlenu łucznika już ledwo zipiącego. Krasnolud pozostawił tak swego przeciwnika aż się udusił, ale nie miał czasu na zabawę, gdyż zielone dziadostwo niszczyło jego plan taktyczny. Dlatego znów rozpędził się w stronę swych ludzi i użył przemieszczenia, lądując obok orka z toporami w dłoniach. Biedak nie wiedział, że już po nim, bo był zajęty walką z tarczownikiem, ale dwa uderzenia w kolano od prawej do lewej dało mu znać, że coś jest nie tak do tego lekko ukląkł, ale jakby się tym nie przejmował! Wytrzymałość orków była dość sławna, lecz nim cokolwiek zrobił to oberwał jeszcze raz tym razem z góry do dołu w bark, by obniżyć jego głowę. Zielona bestia opuściła nieco łeb, tylko po to aby, poprzeklinać w swoim języku oraz wydać wrzask bojowy, który zakończył się, gdy oberwał tym razem śmiertelnie w potylicę. Krasnolud spojrzał na roztrzaskaną czaszkę, stwierdzając. - Krwawią zupełnie jak my. W ten sposób pozbył się jednego z orkowych wojowników i gdyby nie efekt zaskoczenia mógłby mieć ciężko, żeby stanąć do walki jeden na jednego! W każdym razie, by dostać się do kolejnych musiał pozbawić życia bandyty. Brodacz zasłonił się tarczą, gdyż oberwałby mieczem, także pierwszy blok się udał, bo ostrze zeszło z tarczy, ale krasnolud szedł do przodu, spychając rywala, ale i ten nie przestawał atakować jednak, ataki spełzły na niczym. Kiellon poczekał jeszcze chwilę, gdy następnym razem miecz spotkał się z tarczą, to uderzył młotem w ostrze, miażdżąc je w drobny mak, potem szybko pchnął bandytę tarczą, by następnie uderzyć go w brzuch. Krwotok wewnętrzny spowodowany uszkodzonymi narządami, ochłodził jego zapędy, a wykańczający atak z góry padł na jego kark, który dodatkowo spowodował przerwanie kręgu szyjnego i rychłą śmierć złoczyńcy.
Kanclerz koronny utorował sobie drogę do kolejnych orkowych łachmyt, ale tutaj nie zamierzał działać wręcz, postanowił zamiast tego zaatakować zaklęciami, bo łatwiej mimo to mniej przyjemne. W każdym razie odłożył młot, by w prawej ręce zebrać moc magiczną i wypowiedzieć inkantację pocisku esencji. - Izeshar! W łapsku krasnoluda pojawiła się kula magicznej energii, którą rzucił w stronę zielonoskórego telekinezą, trafiając go w brzuch. Orkowie może i byli odporni fizycznie, lecz z wypalonymi organami mogli co najwyżej postękać nieco dłużej do tego jeszcze smród spalenizny wypełnił pole walki, także kolejny z głowy, ale mając jeszcze w zapasie trochę mocy magicznej, wydobył ją nakierowując jej pokłady do swej dłoni, wypowiadając tą samą inkantację. - Izeshar! Kolejna kula zawitała kula energii, która ponownie pchnięta za pomocą telekinezy, wypaliła orkowi pół ryja, bo miał aż taki duży. Częściowo spopielona głowa wystarczyła, aby unieruchomić go na zawsze. Teraz powinno być znacznie łatwiej sobie poradzić z oponentami.
- ÂŻołnierze! Strzelać bez rozkazu. Longinusie zajmij się orkami! Wykończcie resztę tych łajz!
Polecił na szybko. Następnie znów dobył młota, obserwując jakie wydać kolejne rozkazy.
//Siły Kiellona:
39x Wojak
5x Weteran
1x Skrzetuski
1x Zagłoba
1x Wołodyjowski
1x Longinus
15x bandyta
2x ork bandyta
0x łucznik
5xNajemny zbir
Longinus Podbipięta:
- Się robi!- Longinus odrzekł Kiellonowi. Ze swym dwuręczniakiem w rękach starł się z orkowymi bandytami. Walczył potężną klingą jak piórkiem. Orkowie kooperowali i atakowali z różnych stron wielkimi toporzyskami. Na swój pech bez skutku choć starali się jak tylko mogąc, stękając i warcząc z wściekłości. Podbipięta blokował bez ani jednego kroku w tył, stojąc jak mur nie do przejścia. Orkowie próbowali go obchodzić, czy flankować. Wszystkie te wysiłki spełzały na niczym. Był zbyt dobry.
W pół piruecie wbił się między nich, siecząc jednego przez udo i pachwinę. Krew gęsto poleciała z tętnicy, zaś święty mściciel zablokował cios pozostałego orka, po czym odstąpił do niego i zamarkował paradę, w rzeczywistości pchając sztychem swej klingi. Celnie, bo chwile potem na ziemię zwalił się drugi ork.
39x Wojak
5x Weteran
1x Skrzetuski
1x Zagłoba
1x Wołodyjowski
1x Longinus
15x bandyta
5xNajemny zbir
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej