Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bitwa o K'efir część III - krwawa jatka
Nawaar:
W ciągu paru sekund zrobił się straszny burdel! Krzyki, wrzaski, lamenty istna katastrofa a pośrodku dzielni paladyni pod dowództwem Dravena, który chyba nie zapomniał, że priorytetem jest uratowanie cywili. W każdym razie trzeba biec w zwartym szyku, by móc zrównać się z Kanclerzem Bractwa. Oczywiście nie zabrakło przeciwników, którzy stanęli na przeciw brodaczowi, przeszkadzając w dotarciu do bramy, a tutaj każda sekunda ma znaczenie.
Kiellon musiał na początek odeprzeć atak trzech bandytów oraz łucznika, który stał za nimi i prawdopodobnie, celował w nieosłonięte części ciała brodacza. Marszałek Bractwa rozpędził się na ile mógł w stronę trójki zbirów, ale zaskoczenie ludzi było wielkie, gdy paladyn nagle zniknął im z oczu, używając jednego z darów Zartata czyli przemieszczenia, by pojawić się przed łucznikiem, który zdębiał i oberwał głownią młota w brzuch ten zgiął się w pół i na moment krasnolud i człek zrównali wzrok, aby następnie łucznik zamknął go na wieki, po oberwaniu silnym ciosem z góry na dół obuchem młota w potylice. Charakterystyczne pęknięcie świadczyło o tym, że atak poskutkował natychmiastowym zgonem oponenta. Drewniany łuk spadł bezwładnie na ziemię, a ciało zsunęło się po zbroi krasnoluda, kończąc swoją podróż u jego stóp.
Brodacz miał jeszcze do ubicia trzech bandytów już orientujących się w sytuacji, gdzie podział się krasnolud. Cała trójka nacierała na niego, ale nie wszyscy mięli okazję, bo baron opuścił młot, który zawisł na pętelce, by kolejno obalić jednego ze zbirów z dwoma sztyletami. W tym celu wyprostował swoją dłoń, z której wyleciała wiązka energii magicznej, oplatująca stopę jednego z ludzi, by następnie energicznym szarpnięciem, wywrócić go na plecy, lecz szczęśliwy los sprawił, że upadając złapał się drugiego, przez co oboje byli wyłączeni z "gry", także pozostał jeden, niewzruszony na wypadek kolegów. Kiellon podciągnął ręką i w jego dłoni na nowo pojawił się młot w tym właśnie momencie, przyjął na tarczę cios miecza. Stal zazgrzytała a brodacz stał nieruchomo niczym posąg z marmuru mając w sobie spory zapasy siły, odczekał aż człek, przestanie choć delikatnie napierać i łupnął go młotem w stopę. Zwykłe buty nie mogły, powstrzymać ataku, ale o dziwo nie doszło do złamania, ale dość mocnego stłuczenia wybijając bandytę z chęci dalszego mordu na krasnoludzie, ale nie było czasu na pół środki! Paladyn uderzył drugi raz zamachem z prawej do lewej, trafiając obuchem w kolano jego adwersarza. Bandyta nie ustał i upadł na zdrowe kolano, ale ostatni cios z góry na dół w sam środek głowy, zakończył jego męki i boleści oraz przeraźliwy krzyk dudniący w głowie krasnoluda. Czaszka nie wytrzymała i pękła niszcząc najważniejszy ośrodek w organizmie.
Krasnolud nie zamierzał tracić więcej czasu i tym razem, postanowił czarować czyli na chwilę odłożył młot, by zebrać potrzebną energię magiczną w dłoni, mówiąc inkantację pocisku esencji. - Izeshar! W dłoni pojawiła się kula energii, która ciśnięta za pomocą telekinezy, trafiła w bandytę, którego chciał wcześniej przewrócić a natomiast tego, złapał się swego kolegi. Człowiek ten oberwał magicznym pociskiem w głowę, spopielając ją na drobny mak. Dopiero drugi miał nie wyraźną minę, gdy oko w oko zobaczył jak głowa jego towarzysza znika wraz z krzykami, a do tego doszedł jeszcze nieprzyjemny zapach spalonego ciała na moment wydawało się, że ostatni z trójki puści pawia do szyi martwego. Jednak nie było czasu na czekanie i ponownie zbierając moc magiczną, rzekł tą samą inkantację. - Izeshar! W dłoni na nowo zawitała kula energii, która ponownie rzucona za pomocą telekinezy, leciała w stronę niemal rzygającego bandyty, który dopiero puścił ciało swego kolegi. Brodacz trafił zbrodniarza nim ten zdążył dostrzec, że coś w niego leci, a za chwilę wypaliło mu organy wewnętrzne robiąc dziurę na 20 centymetrów. Jelita jak i reszta organów wewnętrznych została spopielona a część, uszkodzona do tego stopnia, że ów człowiek był nie do uratowania czyli kolejne zabójstwo po stronie krasnoluda w tej potyczce.
Kanclerz królewski ruszył, prędko w stronę Marduka, by jak najszybciej znaleźć się przy bramie do tego podczas biegu dobył swego młota.
//Na murze:
11x łucznik
9x kusznik
30x bandyta
Siły Marduka i Kiellona:
57x Wojak
5x Weteran
24x Rycerz Bractwa
20x Paladyn Bractwa
1x Skrzetuski
1x Zagłoba
1x Wołodyjowski
Marduk Draven:
Marduk z kolei dalej brnął przed siebie, mieczem i szablą wycinając sobie drogę pośród gąszczów wrogów. Krew obficie się lała w akompaniamencie krzyków bólu. Kończyny, głowy i torsy gęsto kładły się na ziemię razem z całymi ciałami.
Jeden z bandytów, dzierżący miecz postanowił zastąpić drogę paladyna. Jednak nie zamierzał na to pozwolić. Podczas gdy zbir zaatakował od prawego skosu, chcąc trafić gdzieś w ramię paladyna, Draven zablokował mieczem i szablą i naparł na niego, zmuszając do kilku kroków w tył. Następnie mocno szarpnął w bok swymi ostrzami, w konsekwencji wyrywając mu jego z ręki. Bezbronny zbir dobył sztyletu, lecz nawet to mu nie pomogło. Szybkie cięcie po szyi pozbawiło go zarówno głowy, jak i życia.
Kilka kroków dalej napotkał na swojej drodze miecznika i dwóch kuszników. Szybko starł się z tym pierwszym, uniemożliwiając pozostałym wymierzenie do siebie z kuszy. Uderzył szablą i mieczem od prawej, zmuszając wroga do bloku. Kopnął go w brzuch i natarł dwiema broniami od góry, a potem od lewego skosu, czyniąc to, cały czas posuwał się naprzód, zmuszając przeciwnika do cofania się, a tym samym zmniejszając odległość od kuszników. W końcu zaś, gdy uznał, że jest dostatecznie blisko, szablą odbił mu miecz, a Irą rozpłatał jego tors od szyi do pasa. Bandyta, jeszcze żywy upadł na ziemię, na której skonał.
Kusznicy mieli jednak czyste pole do ostrzału, ale stracili je tak jak paladyna z oczu. Marszałek koronny w mgnieniu oka przemieścił się za nich, dziękując już chyba setny raz za ten dar. Pojawił się około metra za nimi, ku ich zaskoczeniu, przerażając ich przy tym. Dwoma szybkimi cięciami szabli i miecza skrócił ich o głowy.
Na swej drodze napotkał kolejną dwójkę, tym razem uzbrojonych w miecze. Nie miał zamiaru czekać na ich ruch. Natarł na nich, zalewając ich serią szybkich cięć. Ostrza się skrzyżowały, Draven zaś kopnął jednego w brzuch i skupił się na drugim. Uderzył szablą od góry i zamachnął się mieczem na niego. Jego cios zablokował kopnięty przed chwilą kompan. Marduk odstąpił na krok i ciął tego po prawej mieczem, szablą się osłaniając od tego drugiego. Gdy ten pierwszy kontratakował od lewego skosu, sparował, odbijając jego miecz i wymierzając mu cięcie od dolnego lewego skosu Irą. Półtorak chlasnął go po brzuchu i flakach, wypruwając je. Marduk wykonał zwrot w kierunku drugiego przeciwnika i zaatakował go mieczem, a potem szablą, tnąc go po kolanie. Zbir padł na kolana i nie zdążył się osłonić przed pchnięciem miecza, które przeszyło jego pierś. Draven zostawił w trupie swoje ostrze i wykorzystując telekinezę, chwycił jakiegoś oddalonego o dwa metry kusznka i przyciągnął go do siebie. Wprost na sztych szabli. Strzelec zapierał się i próbował desperacko wyhamować butami, bez skutku. Nabił się na szablę, zamaszyście plując krwią na rękę paladyna, którą osłonił się. Marduk pozbierał dłoń i szedł dalej...
//Na murze:
11x łucznik
6x kusznik
26x bandyta
Siły Marduka i Kiellona:
57x Wojak
5x Weteran
24x Rycerz Bractwa
20x Paladyn Bractwa
1x Skrzetuski
1x Zagłoba
1x Wołodyjowski
Longinus Podbipięta:
Nie gorzej sobie radził Longinus i jego czterej kompani. Razem z regularną armią wdrapali się na mury i wystrzelili niemalże jedną salwą ze swoich pistoletów. Trójka miała po jednym, Longinus zaś dwa. W wyniku ostrzału, zginęło sześciu kuszników. Szable i wielkie miecz Podbipięty poszły w ruch, wyżynając kolejnych zbirów.
Paladyni, kwiat rycerstwa również walczył dzielnie, pod swoimi młotami, kiścieniami i buławami miażdżąc kości zbirów. Również rycerze nie zostawali w tyle.
Regularne wojsko z ziem Gear radziło sobie trochę gorzej, lecz za każdego martwego ze swoich szeregów szlachtowali kilkakroć wrogów.
Pozycja w jakiej znaleźli się obrońcy była nieciekawie. Jakby to pewnie powiedziały Bękarty Rashera - byli w ciemnej dupie.
//Na murze:
11x łucznik
19x bandyta
Siły Marduka i Kiellona:
45x Wojak
5x Weteran
22x Rycerz Bractwa
20x Paladyn Bractwa
1x Skrzetuski
1x Zagłoba
1x Wołodyjowski
Melkior Tacticus:
Jak na dowódce przystało trzymał się z tyłu, miał dowodzić no nie? Czekał aż taran zrobi swoje jednocześnie prowadząc ostrzał murów, kładąc z kuszy kolejnego bandyte.
/Na murach:
15x łucznik
27x kusznik
24x bandyta
//Siły Melkiora, Gascadena i Toruviel:
76x Wojak
5x Weteran
23x Rekrut Bractwa
14x Rycerz Bractwa
[member=26505]Marduk Draven[/member] jakiś update?
Narrator:
Mimo wysadzenia murów zaciekłość obrońców ani trochę nie zmalała, bronili się dalej strzelając i siekająć przeciwników, szturm szedł ciężko, krwawo i strasznie powoli.
//Pod murami barykady broni:
42x bandyta
12x ork bandyta
//Na murach:
22x łucznik
20x kusznik
//Wojska Themo:
70x Wojak
13x Weteran
9x Inżynier
Kamienie spadały, bełty latały, a głowy odpadały. Szturm na drabinach szedł ciężko, obrońcy wciąż nie dawali nawet skrawka murów, jednocześnie rozpaczliwie próbowali zniszczyć taran, lecz nie zdążyli. W końcu nastał przełomowy moment w oblężeniu. Taran po raz kolejny uderzył z bramę, operatorzy tejże machiny włożyli w to uderzenie wszystkie swoje siły. Brama puściła, a żołnierze Melkiora natychmiast zaczęli napierać, szybko wkroczyli do środka. Obrońcy zaczęli się wycofywać na dół odpuszczając mury.
/Na murach:
13x łucznik
22x kusznik
18x bandyta
//Siły Melkiora, Gascadena i Toruviel:
68x Wojak
4x Weteran
20x Rekrut Bractwa
13x Rycerz Bractwa
Tymczasem u drużyny Marduke'a trwała zwykła rzeź. Wyszkoleni paladyni masakrowali bandytów jak wygłodniałe wilki owieczki. Rycerze Dypolda jak i on sam nie próżnowali. Henryk używając swoje kiścienia i tarczy robił pogrom wśród szeregów wroga przyjmując na siebie jednocześnie po kilkunastu bandytów. Natomiast Gilbert przy pomocy swojego miecza i tarczy siekał precyzyjnie każdego przeciwnika. Największę wrażenie zrobił Dypold, bo choć wyglądał na nieporadnego staruszka machał swoim wielkim dwuręcznym mieczem jak nie jeden osiłek. Ciął swoich przeciwników niemal na pół, w dodatku pomagał sobie telekinezą, którą podnosił jednego wroga i rzucał nim w tłum innych krojąc później po kolei każdego. Gdy bandyci zaczęli uciekać, przywołał magiczny pocisk, którym trafił jeszcze ze czterech bandytów.
//Na murze:
5x łucznik
10x bandyta
(Uciekają)
Siły Marduka i Kiellona:
42x Wojak
5x Weteran
21x Rycerz Bractwa
20x Paladyn Bractwa
1x Skrzetuski
1x Zagłoba
1x Wołodyjowski
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej