Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bitwa o K'efir część III - krwawa jatka
Narrator:
Dypold zerknął na Kiellona, potem na Marduke'a.
- Hmm, jemu tak często się zdarza?
Nagle do rozmowy wtrącił się gospodarz.
- Witojcie! Zdawało mnie się, że mnie wołata! W czym rzecz?
Zagłoba tymczasem rubasznie zaśmiał się słysząc rozmowę dwóch brodaczy. Prawie się w pewnym momencie zakrztusił kawałkiem mięsa. Kaszlał, próbował wykrztusić, sprawa stawała się poważna. Dopiero Longinus uderzył mocno w plecy towarzysza ratując jego życie, zapewne któryś już raz.
- KHE! EKHE! KHEM! O Zartacie słodziusieńki! Longinie,
mój ty przyjacielu! Co ja bym bez ciebie zrobił! Daj no pyska!
Wziął i ucałował swojego wybawiciela, Podbipięta zaśmiał się skromnie.
- Haha, spokojnie brateńki. Nic wielkiego!
Zagłoba odwrócił się w stronę krasnoludów ponownie.
- ÂŁo, co ja bym bez tego oto tutaj mocarza zrobił! Spokojnie, przyjacielu, nie ma co się zasmucać. Teraz jest czas radości i picia, haha!
Dopił piwo w swoim kuflu i rąbnął nim o stół. Po chwili pojawiła się dziewka z pokaźnym biustem, która nachyliła się by nalać ponownie do kufla. Ten złapał ją i przyciągnął do siebie, piwa trochę się rozlało. Longinus jeno westchnął i przeżegnał się do Zartata. Reszta drużyny bawiła się przednio.
Marduk Draven:
Marduke odrobinę się zawstydził zachowaniem Kiellona. Westchnął słysząc pytanie Dypolda.
- Niestety zdarza się.- odrzekl mu.- Niestety pod względem obyczaju jest naszą CZARNÂĄ OWCÂĄ.- powiedział dobitnie i na tyle głośno, by Kiellon wiedział, że o nim się mówi.- Aż żal jeno patrzeć.- dodał. Zwrócił się do karczmarza.- Dobry człowieku, gdzie ten zajazd leży? Na jakich to ziemiach?- spytał. Wtem Longinus uratował biednego Zagłobę, Kiellona wśród ludzi, w dodatku nader zboczonego.- Aj, panie Zagłoba! Do kobiet trzeba trochę...
ostrożniej!- zaśmiał się.- Da się bowiem zagadać a i piwa nie wylać.- dodał z uśmiechem.
Toruviel:
A Toruviel zaś jadła i piła skromnie, z niedowierzaniem obserwując rubaszność i obżartość szlachty Valfden. Przynajmniej rycerze potrafili zachować się. Jeden nawet stanął w obronie napastowanej kelnerki. Ale elfka nie odzywała się, jedyne z niedowierzaniem westchnęła i potrząsnęła głowa.
Nawaar:
Serio!? Pierwsze słyszę o tym przybytku, ale gdzie on leży jeśli można wiedzieć? Spytał się, bo może w przyszłości odwiedzi sobie to miejsce, a co! Wtedy spojrzał na Zagłobę, który omal nie umarł w chyba najgłupszy sposób jaki znał, no może poza skokiem z murku w przepaść, ale jednak nie obyło się bez komentarzy ze strony światłych rycerzy pozorantów, udających tych co wszystko widzieli i wszędzie byli, a tak po prawdzie w dupie byli i gówno widzieli! - Zacny Dypoldzie, ale lepszego wojaka nie znajdziesz. Chcesz sprawdzić? Zapytał, mrugając oczkiem człowiekowi. Teraz się zacznie, bo pewnie jego straż przyboczna pewno rzuci się teraz na brodacza jak wygłodniałe psy na kawałki resztek, ale cóż będą musieli się przeliczyć jeśli dojdzie do śmierci jednego z nich, także po rzuconej propozycji, która i tak zostanie zignorowana, zaczął dalej jeść, bo cóż innego robić, a potem jeszcze sobie popił czymś słabszym.
Narrator:
Kelnerka krzyknęła głośno i piskliwie wyraźnie zaskoczona. Jednak nie strzeliła Zagłobie w pysk, a jeno się uśmiechnęła i zaśmiała. Onfury po chwili ją puścił, a ta ruszyła dalej dolewać alkohol.
- A ja odpowiem panu! W Gear się znajdujem! Właściwie to tak na granicy, ale wie pan. Wino mamy prosto z Monte Vaen!
A takie jedno pytanie ja mam teraz... Któż to za tą ucztę zapłaci?
Tymczasem Dypold zerknął na Kiellona, który chcący lub też nie rzucił mu pojedynek. Gilbert wraz z Henrykiem przerwali posiłek spoglądając na krasnoluda. Henryk położył ręcę na stole i już miał wstać gdy Dypold gestem ręki go uspokoił i nakazał siedzieć. Uśmiechnął się tak bardziej z rozbawienia.
- Ja już swoje lata mam, pojedynki, turnieje i inne takie myślałem, że mam już za sobą. A jednak nie! Nic przeciwko pojedynkowi nie mam. Możemy jutro, o świcie, do pierwszej krwi. Przekonamy się któż jest lepszy!
Skrzetuski skrzywił się słysząc o kolejnych pojedynkach. Przypomniał sobie walkę z Emerickiem, a potem z jakimś plebsem z karczmy. Oba pojedynki przegrał. Wołodyjowskiemu za to coś błysnęło w oku, ale jeszcze nic nie powiedział. Zagłoba natomiast znowu się zaśmiał.
Ja wam muszę, towarzysze, powiedzieć że jak żem był młodszy to w machaniu szablą nie miałem sobie równych! W bitwach, pojedynkach, wojnach żem siekał niemiłosiernie! - pokazał po chwili na dołek w czole. - Jakżem żyw, i jak mnie Zartat miłościwy kula zbójnicka mnie to zrobiła kiedym żem podróżował po Valfden, do miejsc świętych za grzechy młodości ofiarował.
Longinus zaśmiał się i wtrącił.
- Powiadałeś, że wam w Isgharze jakiś mauren ustrzelił,
po tym jakżeście córkę szejka zbałamucili.
Zagłoba oburszył się i uderzył w pierś.
- Kula zbójnicka jakżem żyw!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej