Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Bitwa o K'efir część III - krwawa jatka
Marduk Draven:
Marduk zsiadł z konia i dał wodze swej wiernej klaczy jakiemuś pachołkowi, jednocześnie wręczając mu jakiegoś grosiwa. Następnie wkroczył do karczmy. Rozejrzał się.
- Pochwalony Zartat na ziemi i w niebie.- pozdrowił karczmarza i dziewki. Opierając dłoń na rękojeści szabli podszedł do stołu i usiadł obok Dypolda. Nalał sobie trochę wina i upił. Sikaczem nie było, więc nie narzekał. Czekał na porządne jadło a w czasie tego zagaił do starego rycerza. - Więc, Dypoldzie, co sądzisz o naszych nowych kompanach?
6329g - 10g = 6319g
Nawaar:
Kiellon jak to miał w zwyczaju jadł, pił jakby jutrzejszy dzień miałby nie nastać. Drogą wymęczyła go, a gadanie po "ludzku" również, aż chciało mu się nie raz zakląć albo coś innego. Teraz przynajmniej będzie zajęty jedzeniem i brodacz sobie odpocznie od tej szlacheckiej mowy. Jednak pewno jest, że niedługo coś się zacznie dziać. Taka wymieszana kompania może sprawić problemów i to jakich, lecz na ten czas jest względy spokój. Paladyn siedział pomiędzy Kazikiem i w sumie nie miał o czym gadać, także oddał się jedzeniu, które jak zawsze dobrze smakowało.
Narrator:
W karczmie zapanował istny chaos. Zamieszanie wśród służby było ogromne, dziewki latały z tackami, półmiskami, talerzami tam i z powrotem. Tu jakieś kiełbaski, szynka, jajecznica, jaja na twardo, kapłony, nawet się jakieś kaczki znalazły. Drużyna musiała trafić na dość dobrze zaopatrzoną gospodę. Po chwili właściciel wraz z jakimś swoim pachołkiem nieśli danie główne. Pieczonego, wielkich rozmiarów dzika z jabłkiem w pysku. Położyli tacę na samym środku stołu. W międzyczasie dziewki nie przestawały donosić mięsa jak i dolewać piwa, które w tak licznej kompanii szybko ubywało. Zagłoba czuł się jak w raju. Napakował sobie na michę wszystkiego po trochu, nawet przerwał opowiadanie historyjek i anegdot. Oderwał udziec z dzika i zaczął go jeść niczym prawdziwy krasnolud, co i brodę chętnie nakarmi. Wołodyjowski ze Skrzetuskim byli bardziej opanowani, lecz także sobie niczego nie żałowali. Inaczej wyglądała sprawa z zakonnikami. Na początku nim przystąpili do jedzenie odmówili krótką modlitwę do Zartata dziękując za dzisiejszy posiłek. Ci jedli tyle, żeby tylko zaspokoić głód i tyle. W dodatku używali sztućcy! Dypold popił wina.
- Cóż mam sądzić? Ja od sądzenia nie jestem.
- uśmiechnął się - Jadła sobie nie żałują jak widać, człowieka najlepiej się pozna na polu walki. A właśnie - daleka nas droga jeszcze czeka?
Kazmir MacBrewmann:
Jak każdy krasnolud Kazmir lubił jeść, szzególnie za czyjeś. Toteż jadł i pił, bekając i pierdząc jak przystało na krasnoluda. Nie hamował się widząc jak Zagłoba żre. Bo on żar a nie jad. Kazmir wychylił chyba piąty kufel miodu bekając przy tym doniośle niczym haubica.
- Pojad, popił a smutnym...
Toruviel:
No i także elfka wkroczyła do środka. Zajęła miejsce takie, by móc obserwować rycerzy. Gdzieś w okolicach bękartów.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej